Jeszcze dziś w internecie znajdzie się ok. tysiąc stron dokumentów dotyczących zbrodni katyńskiej, pochodzących z amerykańskich archiwów. Wśród nich będą m.in. akta do tej pory nieopublikowane. Materiały, które zostaną udostępnione, pochodzą m.in. z kartotek Izby Reprezentantów, Departamentu Stanu, CIA, FBI i Sztabu Wojsk Lądowych USA. Wciąż nie wiadomo jednak, czy w zbiorze znajdzie się zaginiony w tajemniczych okolicznościach raport Van Vlieta - świadectwo amerykańskiego jeńca, który został wysłany do Katynia w 1943 roku.

Zarząd Archiwów Narodowych USA zamierza opublikować w internecie około 1000 stron dokumentacji. Zbiór w całości dotyczy mordu polskich oficerów, dokonanego przez NKWD w 1940 roku w Katyniu. Przeważająca większość zawartych w nim informacji była już dostępna opinii publicznej, ale po raz pierwszy zostaną one udostępnione jako całość.

Decyzję o opublikowaniu dokumentów katyńskich Polska zawdzięcza mającym polskie korzenie członkom Izby Reprezentantów: Marcy Kaptur z Ohio i Danielowi Lipinskiemu z Chicago. Inicjatywę polityków poparli później także senator Barbara Mikulski i kongresman Paul Kanjorski.

Co z raportem Van Vlieta?

Wśród publikowanych akt znajdą się materiały, które dopiero teraz ujrzą światło dzienne. To m.in. dokumenty sztabu wojsk lądowych i sił powietrznych USA z lat 1951-1952, dotyczące m.in. tajemniczego zniknięcia słynnego raportu pułkownika Johna Van Vlieta.

Pułkownik John Van Vliet był amerykańskim jeńcem wojennym, którego - wraz innym uwięzionym oficerem - Niemcy zabrali do Katynia w 1943 roku, po odkryciu grobów pomordowanych tam Polaków. Naziści chcieli udowodnić, że sprawcami zbrodni byli Sowieci. Van Vliet, który początkowo sądził, że za mordem stali Niemcy, po wizycie w Katyniu zmienił zdanie. Sporządził nawet w tej sprawie specjalny raport, w którym przekonywał, że to zbrodnia Związku Sowieckiego. Gdy w 1945 roku - po wydostaniu się z obozu jenieckiego i przejściu przez linię frontu - mężczyzna przedłożył dokument i fotografie z Katynia generałowi Claytonowi Bisselowi, nakazano mu milczenie. Raport Van Vlieta został opatrzony klauzulą "Top Secret" (ściśle tajne) i utajniony.

Pięć lat później były jeniec wystosował do Pentagonu list z pytaniem o spisany przez siebie dokument. W odpowiedzi poinformowano go, że odnalezienie go jest niemożliwe i poproszono o odtworzenie raportu. Zdaniem specjalistów ds. mordu w Katyniu może to potwierdzać, że rząd USA starał się tuszować prawdę o zbrodni, i to nawet po 1945 roku.

"Tylko, jeśli sprawcami byli Niemcy…"

Wśród dokumentów, które znajdą się w internecie, będzie także raport wywiadu wojskowego dla amerykańskiego attache wojskowego w Kairze z 28 maja 1943 roku. Kierownictwo spec-służb USA wyraża w nim zainteresowanie relacjami o Katyniu, ale "tylko jeżeli ukażą one sprawstwo Niemców".

W sieci będzie można przeczytać także akta pochodzące z Biura Służb Strategicznych (OSS, poprzednik CIA), gdzie można znaleźć m.in. Specjalny Raport nr 252 z 13 maja 1943 roku. Dotyczy on odkrycia przez Niemców szczątków polskich oficerów pod Smoleńskiem.

Wśród opublikowanych materiałów znajdą się też dokumenty niemieckie przejęte przez aliantów. Są tam m.in. wpisy w dzienniku ministra propagandy III Rzeszy Josepha Goebbelsa o odkryciu grobów w Katyniu i stenogramy jego konferencji prasowych na temat Katynia w kwietniu 1943 roku.

Publikacja przełomem? Niekoniecznie

Zdaniem wiceministra spraw zagranicznych Bogusława Winida można oczekiwać, że materiały z archiwów amerykańskich pokażą, co i kiedy władze USA wiedziały na temat zbrodni katyńskiej. W szczególności zaś dowiodą, jaką wiedzę miał o niej - w momencie uczestnictwa w konferencji w Jałcie w 1945 roku - prezydent Stanów Zjednoczonych Franklin D. Roosevelt.

Dość kategorycznie wypowiada się jednak na ten temat Allen Paul - pisarz i dokumentalista, autor jednej z najpopularniejszych na świecie publikacji dotyczących mordu w Katyniu. Jego zdaniem w przygotowanych do ujawnienia materiałach nie ma niczego, co "co bezpośrednio wiązałoby Roosevelta z ukrywaniem prawdy o Katyniu". To ważny krok. Ale - niestety - najważniejsze jest to, czego w dokumentach nie ma - wyjaśnia Paul, który jest przekonany, że amerykański prezydent znał fakty i świadomie to ukrywał. Dokumentalista, który spędził na badaniu sprawy katyńskiej blisko ćwierć wieku, podkreśla, że USA powinny przeprosić Polskę za wyciszanie prawdy o zbrodni Sowietów.

Powinniśmy to zrobić dla oczyszczenia atmosfery. O ile ukrywanie prawdy można było zrozumieć w czasie II wojny światowej, to dla tuszowania faktów o Katyniu po wojnie nie ma moralnego, ani nawet politycznego, usprawiedliwienia - mówi.

"Tam może być coś na prezydenta Roosevelta"

Posłuchaj rozmowy z prof. Richardem Pipesem

To mogą być materiały kompromitujące Stany Zjednoczone i prezydenta Franklina D. Roosevelta, a nie Rosję. Tak uważa profesor Richard Pipes amerykański historyk, sowietolog i były doradca Ronalda Reagana. Pipes podkreśla w rozmowie z naszym dziennikarzem, że dziś może się okazać, iż Amerykanie wiedzieli więcej, niż utrzymywali.

Paweł Żuchowski: Amerykanie opublikują posiadane przez siebie akta katyńskie. Pochodzą z kilkunastu agend rządu USA. Część z nich to dokumenty, które dopiero zostaną odtajnione. Należy się spodziewać czegoś nowego? Czegoś co rzuci nowe światło na mroczną sprawę Katynia?

Prof. Richard Pipes, historyk, sowietolog, b. doradca prezydenta USA Ronalda Reagana: Trudno powiedzieć, ale jest możliwość, że okaże się, że Amerykanie wiedzieli więcej o Katyniu, niż mówili. Dowiemy się czegoś głównie o Amerykanach, nie o Katyniu, o wiadomościach amerykańskich.

Tak naprawę wiele z tych dokumentów to materiały już publikowane, m. in. przed wydawnictwa naukowe. Czy to co zostanie odtajnione, to może być coś szczególnego, coś kompromitującego prezydenta Roosevelta?

Może coś być na prezydenta Roosevelta, co on wiedział, co on skrywał.

Wielu historyków zastanawia się, jaką wiedzę mieli Amerykanie w czasie wojny na temat wojny katyńskiej. Są nawet tacy, którzy twierdzą, że rząd USA ukrywał prawdę o Katyniu nie chcąc sobie psuć stosunków ze Stalinem. Mogło tak faktycznie być?

To jest możliwe. Natomiast oczywiście Rosjanie byli naszymi sojusznikami, oni walczyli bardzo dzielnie z Niemcami, myśmy nie chcieli pogorszyć naszych stosunków i jest możliwe, że myśmy wiedzieli. Szczególnie, że prezydent Roosevelt wiedział więc, niż dał znać. Zobaczymy.

Pan jako sowietolog oczekuje czegoś szczególnego? Czegoś co dotknie Rosję, ujawni szczegóły zbrodni, czy raczej będą to dokumenty dotyczące strony amerykańskiej, raporty dotyczące tego co wiedzieli, kiedy i jak to komentowali?

Mi się wydaje, że o Katyniu my się niczego nowego nie dowiemy. Jedynie co Amerykanie wiedzieli, o czym nie dali znać.

W Polsce, zwłaszcza Rodziny Katyńskie oczekują na opublikowanie tych materiałów. Pan raczej stoi na stanowisku, że żadnego przełomu nie będzie?

Wydaje mi się, że takich wiadomości nie będzie. Ale trudno powiedzieć. Kto wie, co tam się pokaże.

Nie obawia się pan, że Amerykanie opublikują tylko to co chcą? trudno sobie wyobrazić, że rząd USA zezwoli na publikację czegoś, co skompromituje prezydenta Roosevelta i jego administrację?

To jest już kwestia 60 lat, dzisiaj już nie skompromituje. To jest kwestia historyczna dzisiaj.

To dobry czas na publikowanie takich materiałów, czy to powinno stać się już dawno?

Trzeba dowiedzieć się wszystkiego o Katyniu.

Rosja zareaguje na opublikowanie tych materiałów?

Na pewno zareaguje, oni są bardzo czuli, jeżeli chodzi o Katyń. Zrozumiałe dlaczego. Przecież to straszna zbrodnia i to wisi na ich sumieniu. Przez wiele lat zaprzeczali, że byli winni, potem się przyznali, ale nie lubią o tym mówić.

No ale, jeśli w tych materiałach nie będzie nic specjalnego, to chyba Rosja raczej przemilczy sprawę?

Nie, jeżeli okaże się, że Amerykanie skrywali wiadomość, to nie jest to dla nich tak kompromitujące. To jest raczej nawet przyjazne dla nich, że Amerykanie byli czuli na ich własne wrażenia.

Justyna Satora