Trzy miesiące odroczenia brexitu - brytyjska premier Theresa May formalnie wystąpiła z taką prośbą do przewodniczącego Rady Europejskiej, Donalda Tuska. W czwartek w Brukseli rozpoczyna się dwudniowy szczyt Wspólnoty, na którym ten wniosek zostanie rozpatrzony. Korespondent RMF FM Bogdan Frymorgen rozmawiał z Martinem Wheatley’em, brytyjskim analitykiem i byłbym wiceprezesem londyńskiej giełdy. Jaki przewiduje rozwój wypadków?

Martin Wheatley: Unia Europejska nie będzie skłonna przyznać Wielkiej Brytanii krótkiego odroczenia brexitu, ponieważ nie ma pojęcia, co w tym okresie miałoby się dokonać. Propozycja umowy brexitowej, wynegocjowanej przez rząd premier Theresy May, została dwukrotnie odrzucona w Izbie Gmin, a nie ma żadnych nowych pomysłów. Dlatego uważam, że Unia Europejska prawdopodobnie nie spełni tej prośby.

Bogdan Frymorgen: Jeśli w istocie tak się stanie, jaki przewidujesz scenariusz?

Wydaje mi się, że rząd będzie wówczas musiał poważnie zastanowić się nad samodzielnym zablokowaniem artykułu 50. Traktatu Lizbońskiego, co leży w jego mocy. To dałoby Izbie Gmin czas na zastanowienie się nad innymi wyjściami - takimi jak wybory parlamentarne czy drugie referendum. Rząd może także zdecydować się na bezumowne wyjście z Unii Europejskiej 29 marca. Jednak wszelkie analizy wyraźnie wykazują, że byłoby to gospodarczą katastrofą. Nie myślę, by odpowiedzialny rząd mógł taką decyzję podjąć.

Premier May uparcie zapowiada, że będzie starać się raz jeszcze przeprowadzić w Izbie Gmin głosowanie nad propozycją porozumienia w sprawie brexitu. Co o tym sądzisz?

Spiker Izby Gmin, który czuwa nad przestrzeganiem parlamentarnych procedur, wyraźnie zadecydował, że tekst porozumienia, które zostało już dwukrotnie odrzucone przez posłów, nie może po raz trzeci zostać poddany głosowaniu w niezmienionej formie. Formalnie zatem małe są szanse na kolejne głosowanie. Chyba, że rządowi uda się wnieść do tekstu porozumienia poprawki, a na to Bruksela nie ma najmniejszej ochoty.

Zostawmy na razie szczegóły, powiedz, co w ciągu ostatnich dwóch lat wydarzyło się w brytyjskiej polityce?

Mamy do czynienia z rozbitą partią Konserwatystów i podzieloną Partią Pracy. Potencjalnie też wyłania się nowa partia złożona z posłów, którzy odeszli zdegustowani ostatnimi wydarzeniami. To obraz polityczny. Jest jeszcze ten drugi - całego kraju - Zjednoczonego Królestwa. Mam tu na myśli Irlandię Północną, której status w wyniku brexitu może potencjalnie być inny od pozostałej części Królestwa. W dodatku Szkocja tylko czeka na to, żeby wznowić swe dążenia niepodległościowe. To wyzwanie, jakiego nie widzieliśmy na Wyspach od zakończenia II wojny światowej. 

Jaka konkretna decyzja uruchomiłaby te demony?

To kwestia unijnej granicy, jaka po brexicie przecinać będzie Irlandię. Projekt porozumienia zakłada zachowanie całego Zjednoczonego Królestwa w unii celnej tylko po to, by uniknąć kontroli granicznych miedzy Irlandią Północną a południem wyspy. Ale jeśli końcowy rezultat brexitu - jakikolwiek on będzie - zbliżyłaby Ulster bardziej do Republiki, a oddalił od Korony, wówczas mielibyśmy do czynienia z poważnym kryzysem konstytucyjnym. Padłoby pytanie: czy Zjednoczone Królestwo nadal jest zjednoczone.

Wybiegnijmy nieco w przyszłość. Jak za dziesięć lat analitycy będą oceniać te dramatyczne wydarzenia związane z brexitem?

Jeśli przejrzymy w końcu na oczy i Wielka Brytania pozostanie w Unii, pomyślimy - to było czyste szaleństwo, ale w końcu zdrowy rozsadek zwyciężył. Równie dobrze możemy patrzeć na nasz kraj z perspektywy zastoju gospodarczego i jeszcze większej polityki oszczędnościowej niż mieliśmy dotychczas. I pytanie jakie będziemy sobie wówczas zadawać to: jak mogliśmy do tego dopuścić?