Pierwsza wigilia Jana Kościuszki odbyła się w Krakowie w 1996 roku. Rozdano wówczas 5 tys. posiłków. W niedzielę na Rynku Głównym po raz 23. odbyła się wigilia dla bezdomnych i potrzebujących - według organizatorów największa w Polsce pod gołym niebem. Po jednej stronie stołu byli ci, którzy potrzebują pomocy i na nią liczą, po drugiej ci, którzy mogą i chcą ją dać. Charytatywne przedsięwzięcie zakończyło się około 16.00. W wigilijnym menu znalazły się tradycyjne potrawy m.in. bigos, zupa grzybowa z łazankami, pierogi i smażony karp. Wydano w sumie 50 tys. porcji.


Po raz 23. na Rynku Głównym w Krakowie odbyła się wigilia dla bezdomnych i potrzebujących. Przy płycie Rynku Głównego od strony Wieży Ratuszowej od rana wypakowywane były świąteczne paczki, przewiezione na miejsce kilkoma ciężarówkami. W paczkach znalazły się słodycze i żywność długoterminowa. Obok ustawiono polowe kuchnie. Na Rynku słychać było świąteczne kolędy, w powietrzu unosił się zapach wigilijnych potraw. 

Podgrzewamy zupy, pierogibigos, pogoda nam dopisuje, słońce świeci, szykuje się wyjątkowa wigilia w tym roku - mówił jeszcze przed rozpoczęciem spotkania reporterowi RMF FM Michał Kościuszko, jeden z organizatorów wigilii. Kucharze przygotowali ok. 500 litrów zupy grzybowej z łazankami i tonę bigosu. W wigilijnym menu były także pierogi i smażony karp.

Nie dzielimy ludzi na gorszych i lepszych. Z jednej strony stołu są ci, którzy biorą, bo muszą wziąć, z drugiej strony ludzie, którzy dają - podkreślał pomysłodawca wigilii, krakowski restaurator Jan Kościuszko, prywatnie ojciec Michała.

Tych, którzy przyszli na wigilię, przywitał prezydent Krakowa Jacek Majchrowski. To jest pokazanie tego, jaką jesteśmy wspólnotą. To jest wspólnota ludzi, którzy potrzebują i ludzi, którzy pomagają, to się rzadko zdarza" - powiedział.

Bardzo to ładnie jest zorganizowane - chwalił pan Wacław. Jego kolega, pan Jacek mówił, że choć ma rodzinę, to nie ma z nią najlepszych relacji i "święta nie cieszą go nigdy", a tym razem dodatkowo został okradziony. Nie mam nic - mówił. Jak zgodnie podkreślali, Wigilia na Rynku to miejsce, gdzie można się spotkać i porozmawiać w miłej atmosferze. O potrzebie integracji osób samotnych mówił też ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski.

Czwarty raz przy okazji wigilii na Rynku Głównym stanął szpital polowy. Lekarze, pielęgniarki i wolontariusze z Centrum Dobroczynności im. prof. Teresy Adamek-Guzik, Związku Polskich Kawalerów Maltańskich, Klubu Absolwentów Collegium Medicum UJ i z Fundacji Przystań Medyczna przeprowadzały w nim bezpłatne badania. Można było uzyskać m.in. konsultację internistyczną, stomatologiczną, kardiologiczną, ortopedyczną i dermatologiczną oraz zmianę opatrunków.

Pierwsze osoby przyszły do nas po godzinie 9. Teraz jesteśmy już w pełnym ferworze pracy. Oprócz tego, że pacjenci dowiedzą się paru rzeczy, że przeprowadzimy badania przesiewowe, przede wszystkim będziemy ich dotykać, rozmawiać, spotykać się, spędzać z nimi czas, co jest równie ważne, jak nasze działania medyczne - mówił lekarz chorób wewnętrznych i kardiolog Bartłomiej Guzik.

Podobnie jak w zeszłym roku wigilii Jana Kościuszki towarzyszyła akcja charytatywna "Podaruj ciepło - akcja rękawiczka", zorganizowana przez licealistów z V LO, do której przyłączyli się uczniowie z kilku innych szkół. Dzięki zbiórce prowadzonej przez uczniów potrzebujący dostali rękawiczki, czapki i szaliki. Uczestnicy wigilii na Rynku otrzymali też paczki żywnościowe.