​Praworządność w Polsce będzie jednym z tematów rozpoczynającego się dzisiaj szczytu unijnych przywódców. Jak donosi dziennikarka RMF FM Katarzyna Szymańska-Borginon, po raz pierwszy w historii UE kwestia praworządności w jednym z państw członkowskich będzie omawiana na najwyższym szczeblu. Szczyt zacznie się o godz. 15.

Temat praworządności w Polsce ma zostać poruszony na pierwszej sesji roboczej, zaraz po takich tematach, jak rosnące ceny energii i Covid-19. Pokażemy wagę tego tematu, skoro problem ten dotarł na szczyt - mówi RMF FM dyplomata UE. 

Debata ta przede wszystkim wskaże Komisji Europejskiej, jak ma działać wobec Polski np. w sprawie pieniędzy z Krajowego Planu Odbudowy czy mechanizmu warunkowości. Ostrożnie czy ostro? Do wstrzymywania pieniędzy dla Polski namawiać szefową KE ma między innymi premier Holandii Mark Rutte. 

W sprawie mechanizmu warunkowości, który umożliwia odbieranie pieniędzy za łamanie zasad praworządności (jeżeli ma to wpływ na unijne finanse) szefowa KE Ursula von der Leyen będzie mogła wysondować, czy może go uruchomić w najbliższym czasie, czyli przed decyzją TSUE nt. jego legalności, a więc wbrew obietnicy danej Polsce i Węgrom na szczycie w grudniu 2020 r.

Według ustaleń korespondentki RMF FM, szef Rady Europejskiej Charles Michel będzie tonował nastroje tak, aby sytuacja nie wymknęła się spod kontroli, jak na czerwcowym szczycie, gdy przywódcy UE ostro łajali premiera Węgier Viktora Orbana za homofoniczną ustawę. Michel obawia się, że awantura na szczycie z powodu Polski przykryje inne ważne tematy jak np. sprawy energii. Boi się także, że będzie to złe wizerunkowo dla UE, bo ujawni głębokie podziały. 

Podobnie myśli grupa części przywódców, na czele z kanclerz Niemiec Angelą Merkel. Dla niej dzisiejszy szczyt będzie już ostatnim (uczestniczyła w 107 jako kanclerz). Merkel chciałaby więc zapisać się w pamięci potomnych jako rozjemca - na pewno nie będzie dolewać oliwy do ognia. 

Jak anonimowo wyjaśnił w rozmowie z RMF FM unijny dyplomata, inni uważają, "że praworządność nie jest tematem na unijny szczyt, bo są do tego przewidziane procedury, i że sprawa ta należy to do Komisji Europejskiej".

Jeden z rozmówców naszej dziennikarki ocenił, że jego zdaniem jako pierwszy głos zabierze premier Mateusz Morawiecki, bo sam napisał listy do przywódców, czyli chce o tym rozmawiać. Premier Morawiecki wysłał listy do przywódców, w których sam napisał, że chce o tym dyskutować, więc grzecznie będzie, jeżeli pozwolimy mu zabrać głos w pierwszej kolejności -  nieco ironizuje unijny dyplomanta. Potem przemawiać ma przewodnicząca KE Ursula von der Leyen, a następnie szefowie państw i rządów. Na razie otwartą chęć zabrania głosu wyraziły tylko kraje Beneluksu i Szwecja. 

Opracowanie: