RMF24 RMF FM RMF MAXX RMF CLASSIC RMF ON
RMF24

Botoks i mezoterapia z aukcji. Lekarz ujawnia, jak działa podziemie medycyny estetycznej

Opracowanie: Publikacja: Poniedziałek, 7 września 2026 (10:02)

Opis zabiegu wygląda profesjonalnie, a na zamkniętej grupie ktoś zapewnia: „sama sobie zrobiłam zabieg i nic się nie stało”. Czarny rynek medycyny estetycznej to nie tylko podrabiana toksyna botulinowa i wypełniacze niewiadomego pochodzenia. To również legalnie sprzedawane preparaty używane niezgodnie z przeznaczeniem, domowe iniekcje oraz zabiegi wykonywane przez osoby bez kwalifikacji.

Chcesz widzieć więcej artykułów od RMF24? dodaj w Google
Botoks i mezoterapia z aukcji. Lekarz ujawnia, jak działa podziemie medycyny estetycznej
Lek. Marek Wasiluk: Pacjent, który sam wykonuje iniekcję albo idzie do osoby bez kwalifikacji, bierze na siebie ryzyko, którego zazwyczaj nie potrafi nawet ocenić /Shutterstock
  • Czarny rynek medycyny estetycznej to nie tylko podróbki, ale także legalne preparaty używane niezgodnie z przeznaczeniem, domowe iniekcje i zabiegi wykonywane przez osoby bez kwalifikacji, co niesie poważne zagrożenia zdrowotne.
  • Samodzielne wykonywanie zabiegów lub korzystanie z usług pseudogabinetów pozbawia pacjenta profesjonalnej kwalifikacji, odpowiedniej dokumentacji i planu ratunkowego, co zwiększa ryzyko powikłań, takich jak zakażenia, martwica czy nawet zatrucia toksyną botulinową.
  • Ekspert dr Marek Wasiluk podkreśla, że bezpieczeństwo w medycynie estetycznej wymaga nie tylko odpowiednich preparatów, ale przede wszystkim wiedzy medycznej, umiejętności rozpoznawania powikłań i stosowania właściwych procedur ratunkowych, a także świadomości, że zabiegi te powinny być wykonywane wyłącznie przez lekarzy w zarejestrowanych placówkach.
  • Najważniejsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24

Samodzielnie ostrzyknęła sobie szyję. Kapsułkę kupiła w internecie

Do gabinetu dr. Marka Wasiluka zgłosiła się pacjentka z grudkami utrzymującymi się wiele tygodni po samodzielnie wykonanej „mezoterapii” szyi. Do zabiegu zachęciła ją znajoma. Preparat kupiła przez internet, kierując się atrakcyjnym opisem i opakowaniem przypominającym profesjonalny produkt zabiegowy. 

Kiedy zobaczyłem opakowanie i skład, okazało się, że nie był to preparat przeznaczony do iniekcji. Pacjentka potraktowała fakt, że produkt jest w ampułce jak leki jak dowód bezpieczeństwa: skoro coś wygląda medycznie to można to wstrzyknąć. To bardzo niebezpieczny skrót myślowy - opowiada lekarz medycyny estetycznej.

Taki przypadek pokazuje, że ryzyko zaczyna się jeszcze przed pierwszym wkłuciem. Konsument często nie odróżnia produktu/kosmetyku do stosowania na skórę od wyrobu przeznaczonego do konkretnej procedury medycznej, w tym w medycynie estetycznej. Nie potrafi też ocenić sterylności, stężenia, wzajemnych oddziaływań składników, warunków transportu ani tego, czy produkt jest dopuszczony do obrotu i użycia w danym wskazaniu.

Legalne substancje, używane niezgodnie z przeznaczeniem

Profesjonalnie brzmiąca nazwa, fiolka, strzykawka w zestawie czy deklaracja „dla profesjonalistów” budują fałszywe wrażenie pewności. Tymczasem forma opakowania nie mówi nic o tym, czy substancja może być podana pod skórę. Również oznaczenie CE, jeżeli dany produkt je posiada, nie jest zgodą na dowolne zastosowanie ani gwarancją, że osoba wykonująca iniekcję ma odpowiednie kwalifikacje.

Medycyna estetyczna nie jest przedłużeniem domowej pielęgnacji. W chwili, gdy przebijamy skórę, omijamy naturalną barierę ochronną organizmu. Preparat trafia bezpośrednio do tkanek, dlatego znaczenie ma nie tylko jego nazwa, ale pełny skład, przeznaczenie, miejsce i głębokość podania, dawka, stan zdrowia pacjenta oraz umiejętność postępowania, gdy wydarzy się coś niepożądanego - wyjaśnia dr Marek Wasiluk - lekarz medycyny estetycznej, Master of Science in Aesthetic Medicine, ekspert, założyciel warszawskiej kliniki L'experta. 

Na rynku funkcjonują więc co najmniej dwa nakładające się zjawiska. Pierwsze to otwarta sprzedaż produktów, które same w sobie mogą być legalne, lecz są używane niezgodnie z przeznaczeniem - na przykład kosmetyk zostaje wstrzyknięty, choć producent przewidział wyłącznie aplikację na powierzchnię skóry. Drugie to właściwy czarny rynek: obrót lekami na receptę poza legalnym łańcuchem, podróbkami markowych preparatów, produktami bez pozwolenia na dopuszczenie do obrotu oraz towarem sprowadzanym i przechowywanym w nieznanych warunkach.

Toksyna botulinowa z nielegalnego źródła może zawierać nieznaną dawkę

Szczególnym przypadkiem jest toksyna botulinowa. W Polsce preparaty przeznaczone do stosowania u ludzi są produktami leczniczymi wydawanymi na receptę. Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych podkreśla, że mogą być podawane wyłącznie przez lekarza lub lekarza dentystę, a produkty bez pozwolenia na dopuszczenie do obrotu stwarzają nieakceptowalne zagrożenie dla życia i zdrowia.

Nie jest to ostrzeżenie teoretyczne. W komunikacie z sierpnia 2025 roku urząd odwoływał się do co najmniej 38 przypadków zatrucia jadem kiełbasianym w Wielkiej Brytanii po zabiegach z użyciem niedopuszczonych do obrotu produktów. Podróbka może zawierać inną ilość substancji niż deklarowana, zanieczyszczenia albo zupełnie inny skład. Nawet oryginalny lek traci bezpieczeństwo, jeśli przerwany zostanie wymagany łańcuch chłodniczy lub fiolka jest wielokrotnie używana w niewłaściwych warunkach.

Jeżeli ktoś oferuje toksynę botulinową taniej, bez recepty, zamówioną z komunikatora albo z zamkniętej grupy, pacjent nie ma realnej możliwości sprawdzenia, co znajduje się w fiolce. Niska cena może oznaczać oszczędność na źródle produktu, transporcie, przechowywaniu, sterylności i odpowiedzialności. To nie są detale - to cały system bezpieczeństwa - zaznacza dr Marek Wasiluk.

Rekomendacje „zwykłych osób” 

Zdaniem eksperta jednym z motorów zjawiska jest „iluzja wiedzy”. Wyszukiwarki, media społecznościowe i narzędzia oparte na sztucznej inteligencji sprawiają, że instrukcja wykonania zabiegu jest dostępna w kilka sekund. Film może pokazać kąt wkłucia, liczbę punktów czy objętość preparatu. Nie pokazuje jednak całego procesu kwalifikacji i nie uczy rozpoznawania sytuacji, w której procedury w ogóle nie wolno wykonywać.

Można nauczyć się powtarzać fachowe słowa i odtwarzać ruch ręki, ale to nie oznacza rozumienia medycyny. Internet pokazuje to, czego ktoś szuka. Nie pokazuje tego, o czym laik nie wie, że powinien zapytać: przeciwwskazań, anatomii naczyń, interakcji z lekami, różnic między preparatami, objawów niedokrwienia czy zasad leczenia powikłań - mówi doktor Wasiluk.

Znaczenie mają również rekomendacje „zwykłych osób”. Anonimowy wpis: „zrobiłam sobie i było dobrze” bywa dla odbiorcy bardziej przekonujący niż lekarz, który odradza procedurę. Świadectwo brzmi bezinteresownie, podczas gdy profesjonalista bywa przedstawiany jako ktoś, kto „straszy” albo chce pobrać wysoką opłatę. Tyle że odbiorca nie wie, czy relacja jest prawdziwa, sponsorowana, czy autor potrafił rozpoznać późne powikłanie i czy w razie szkody poda swoje dane oraz weźmie odpowiedzialność.

W pseudogabinecie znika kwalifikacja, dokumentacja i plan ratunkowy

Od 2026 roku stanowisko Ministerstwa Zdrowia jest jednoznaczne: procedury medycyny estetyczno-naprawczej są świadczeniami zdrowotnymi i powinny być wykonywane przez uprawnionych lekarzy, w zarejestrowanych podmiotach wykonujących działalność leczniczą. Resort wymienia wśród nich m.in. zabiegi z toksyną botulinową, usieciowanym kwasem hialuronowym, biostymulatorami, mezoterapię iniekcyjną, osocze i fibrynę bogatopłytkową, część procedur urządzeniowych oraz średniogłębokie i głębokie peelingi medyczne.

Jak mówi dr Marek Wasiluk: certyfikat weekendowego kursu nie daje osobie bez prawa wykonywania zawodu lekarza uprawnienia do przeprowadzania tych procedur. Nie zastępuje też wywiadu medycznego, badania, dokumentacji, aseptyki i umiejętności wdrożenia leczenia. W pseudogabinecie - mieszkaniu, wynajętym pokoju, salonie bez zaplecza medycznego czy gabinecie mobilnym - pacjent może nie otrzymać nawet nazwy i numeru serii użytego preparatu.

Kwalifikacje nie są po to, żeby ktoś ładniej trzymał strzykawkę. Lekarz ma ocenić wskazania i przeciwwskazania, dobrać preparat i technikę, a przede wszystkim rozpoznać powikłanie oraz rozpocząć leczenie. Samo wkłucie może trwać minutę. O bezpieczeństwie decyduje wiedza używana przed nim i w pierwszych minutach po nim - podkreśla.

Nie daje pełnej gwarancji także sam fakt, że zabieg odbywa się w miejscu nazywanym kliniką. Pacjent powinien zweryfikować osobę wykonującą procedurę i zapytać o źródło preparatu. Na czarny rynek mogą sięgać również osoby pracujące zawodowo przy zabiegach, kierując się ceną albo brakiem legalnego dostępu do leku.

Dr Wasiluk: Obrzęk lub gorszy efekt to nie są najgorsze powikłania 

Jak tłumaczy specjalista, po podaniu nieodpowiedniego, zanieczyszczonego lub niewłaściwie użytego preparatu mogą rozwinąć się zakażenia, ropnie, przewlekłe stany zapalne, guzki, ziarniniaki, martwica i trwałe blizny. Niektóre problemy ujawniają się po dniach lub tygodniach, co utrudnia powiązanie objawów z zabiegiem.

W przypadku wypełniaczy najgroźniejsze jest niezamierzone podanie materiału do naczynia albo jego ucisk. Może dojść do zamknięcia przepływu krwi, niedokrwienia i martwicy skóry. Opisywane są również zaburzenia widzenia, trwała ślepota i udar. Szybkie rozpoznanie jest kluczowe, dlatego osoba wykonująca zabieg musi znać anatomię, objawy alarmowe i procedury ratunkowe.

Nieprawidłowo zastosowana albo niedopuszczona do obrotu toksyna botulinowa może wywołać objawy botulizmu, w tym opadanie powiek, podwójne widzenie, problemy z mówieniem i połykaniem, uogólnione osłabienie mięśni, a w ciężkich przypadkach zaburzenia oddychania. To stan wymagający pilnej pomocy medycznej.

Pacjent, który sam wykonuje iniekcję albo idzie do osoby bez kwalifikacji, bierze na siebie ryzyko, którego zazwyczaj nie potrafi nawet ocenić. Największym problemem nie jest to, że nie zna odpowiedzi. Problemem jest to, że nie zna pytań, które powinien zadać

dr Marek Wasiluk


Najważniejsze Fakty

Zobacz również

Dalsza część artykułu pod materiałem video: