Czy królowa Marysieńka była francuskim szpiegiem? Czy trucizna była środkiem w dworskich intrygach? I od kogo polskie magnatki uczyły się erotyki? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w książce "Bóg, honor, trucizna". Jej autor, Robert Foryś jest pisarzem fantastyki i jak sam przyznaje nie pisze opowiadań historycznych, ale inspirowane historią.

Posłuchaj rozmowy rozmowy z autorem książki Robertem Forysiem

"Rzym", "Gra o Tron", "Rodzina Borgiów".  Pisząc książkę inspirował się pan popularnymi serialami, które są dostępne w telewizji kablowej?

One posługują się schematem nowoczesnego opowiadania treści historycznych. Główny nacisk położony jest na to, aby akcja i fabuła zainteresowała widza lub czytelnika, na emocje, które towarzyszą czytaniu. Często dowiadujemy się o jakimś królu pięć, sześć linijek w szkole i potem jest to suchy fakt, który najczęściej zapominamy. Nowy sposób przedstawienia opowieści osadzanych w historii polega właśnie na tym, jak w tych serialach. One nie muszą się do końca trzymać ściśle faktów historycznych, one mają sprawić wrażenie, że tak się stało.

Z jednej strony mamy mnóstwo faktów, które rzeczywiście w polskiej historii miały miejsce, łącznie z próbą detronizacji Michała Korbuta Wiśniowieckiego, ale jest też mnóstwo historii, które powstały w pana wyobraźni. Co panu sprawiało największą przyjemność?

Myślę że przyjemność, ale jednocześnie trudniej mi było pisać o postaciach kobiecych. Są aż cztery postacie kobiece. Długo przygotowywałem się do tych postaci kobiecych dlatego, że bardzo ciężko mężczyźnie napisać dobrą, wciągającą, złożoną, mającą jakieś głębsze dno postać kobiecą. I są to kobiety w różnym wieku. Mamy księżnę Gryzeldę, która jest już kobietą dojrzałą, odchowała syna, syn ma trzydzieści kilka lat i mamy też Marysieńkę Sobieską, kobietę, która przekroczyła trzydziesty rok życia.

Charlotta jest bardzo młoda...

Ma dwadzieścia kilka lat, tak samo jak Eleonora Habsburg żona króla. Też jest młodziutką osobą, która ma 22 lata. Ale ona ma obycie przez szkolenie, które przechodzi na dworze Habsburskim. Było takie słynne powiedzenie: "niechaj inni prowadza wojny, a ty szczęśliwa Austrio żen się". Cała potęga Habsburgów została zbudowana na małżeństwach. To są postacie o różnych charakterach, aspiracjach. Myślę że się udało.

Po lekturze tej książki miałam takie wrażenie, że potwierdza się powiedzenie iż mężczyźni rządzą światem, a mężczyznami rządzą kobiety.

Przeważnie każdy ma to w domu, jeżeli oczywiście zdecydował się na związek małżeński. Tak to wygląda i będzie wyglądało, czy jesteś królową i królem czy inżynierem, informatykiem czy też pracujesz na budowie. Nie wiele w tym temacie się zmienia.

Tematy, o których pan pisze to nie tylko władza i nie tylko zamachy i próba detronizacji, ale też zdrady. Dużo w tej książce jest też wątków erotycznych.

Jeszcze w latach 90. erotyka była źle przyjmowana. Teraz od kiedy obyczajowość się nieco zmieniła w Polsce pod wpływem lektury zachodu, filmu z zachodu, jest moda na powieści erotyczne. Obyczajowość się zmienia również w naszym kraju.

Ale "Bóg, honor, trucizna" to również powieść szpiegowska, a jednym ze szpiegów jest Marysieńka Sobieska.

Postać Marysieńki Sobieskiej jest postacią niezwykle niejednoznaczną. Jeszcze za życia była oceniana bardzo niejednoznacznie. Jan III Sobieski był w niej szaleńczo zakochany, czego dowodem jest gromada dzieci. Marysieńka Sobieska niemal do końca życia była tak naprawdę agentem francuskiego dworu. Jeżeli kiedykolwiek miała przerwy w swojej działalności profrancuskiej, to tylko wtedy, kiedy król Ludwik XIV nieopatrznie - w jej oczywiście mniemaniu - urażał ją nie dając jej tatusiowi, bratu lub innemu krewnemu odpowiedniego tytułu wraz z włościami. Jeżeli Marysieńka zrywała się z tej francuskiej smyczy, na której też poniekąd prowadziła swojego męża przez długie lata, to tylko z własnych emocjonalnych względów. Do końca życia została Francuzką. Zresztą wyjechała z naszego kraju zabierając cały ruchomy majątek Sobieskich i żyła sobie na zachodzie do końca, do śmierci w 1716 roku.

W tej książce jest i Bóg, i honor, i jest też trucizna. Pojawia się kilka razy ten wątek.

Trucizna to był chyba ulubiony sposób załatwiania spraw na dworach europejskich, magnackich i książęcych. Trucizna była niezwykle popularna zwłaszcza we Włoszech i we Francji. Gdy czytamy o tamtejszych dworskich rozgrywkach, to trup ściele się gęsto. U nas, przynajmniej z pozoru, nie ma tej masy zabójstw, ale są przesłanki, które pozwalają mi twierdzić, że też używano tego argumentu ostatecznego. Bardzo wiele ułatwiał zwłaszcza od momentu, kiedy Francuzki zostały masowo sprowadzone do Polski jako żony magnatów. One były przez królową Ludwikę Marię, żonę Jana Kazimierza sprowadzone jako dwórki. Młode dziewczyny, często bardzo ładne, wykształcone, oznaczające się też bardziej wybujałą erotyką niż Polki.

Mamy pierwszą część trylogii. Co będzie dalej?

Będzie droga do tronu, przede wszystkim. I ona będzie skomplikowana, będzie usłana trupami, będą też kolejne śmierci głównych bohaterów, ponieważ ja głównych bohaterów nie oszczędzam. Oni umierają tak, jak umarła Gryzelda.

Zobaczyła coś, czego nie powinna była widzieć.

Tak. Ale to już zostawmy czytelnikom...