Zabawka erotyczna znaleziona w bagażu jednego z podróżnych została uznana za granat ręczny, co spowodowało we wtorek częściowe zamknięcie portu lotniczego Berlin-Schönefeld - podaje CNN. Mnóstwo lotów było opóźnionych.

Zdjęcie ilustracyjne /Karl-Heinz Spremberg /PAP/DPA

Pracownicy na lotnisku przeprowadzili rutynową kontrolę bagażu polegającą na prześwietleniu torby z wykorzystaniem promieni rentgenowskich. Zaniepokoiła ich "podejrzana zawartość bagażu" - poinformowała policja w Berlinie.

Z uwagi na to, że początkowo nie było wiadomo, co tak naprawdę znajduje się wewnątrz torby, przed godziną 11 ogłoszono alarm. W jego efekcie zamknięto i ewakuowano podróżnych z terminalu D. W tym czasie funkcjonariusze policji sprawdzali zawartość podejrzanego bagażu.

Właściciel torby został niezwłocznie wezwany przez głośniki. Nie chciał jednak wyjawić, co znajduje się w jego bagażu, prawdopodobnie dlatego, że zawartość była dość wstydliwa. Policji powiedział jedynie, że przewozi "przedmioty techniczne".

Po trwającym godzinę dochodzeniu z udziałem pirotechników, służby uznały, że wykryty pakunek to... zabawka erotyczna. Mężczyzna przyznał, że wibrator kupił swojej dziewczynie. Po chwili otwarto terminal, a jemu pozwolono kontynuować podróż.

Akcja w terminalu D zakończona. Podejrzany przedmiot okazał się nieszkodliwy - napisała na Twitterze berlińska policja.

Do incydentu doszło tego samego dnia, gdy na lotnisku we Frankfurcie nad Menem na kilka godzin ewakuowano terminal 1 po tym, gdy czteroosobowa rodzina z Francji opuściła strefę bezpieczeństwa mimo pozytywnego wyniku testu na obecność materiałów wybuchowych. Policja poinformowała, że "przyczyną ewakuacji był błąd pracownika ochrony".

Oba zdarzenia miały miejsce w szczycie sezonu wakacyjnego. 

(ł)