Z raportu Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji (BfV) wynika, że w kraju żyje 28 645 osób o poglądach islamistycznych, z czego 9 110 uznawanych jest za skłonnych do przemocy. W Berlinie służby zidentyfikowały blisko 2,6 tys. islamistów, w tym około 980 osób zorientowanych na przemoc. Najliczniejsze środowiska tworzą salafici oraz zwolennicy Hamasu i Hezbollahu. Służby nie mają danych na temat członków terrorystycznego Państwa Islamskiego (IS).
Federalny Urząd Kryminalny (BKA) informuje, że 446 osób stanowi potencjalne zagrożenie. Służby monitorują ich aktywność w internecie i mediach społecznościowych, a w uzasadnionych przypadkach stosują obserwację oraz kontrolę połączeń i wiadomości.
Niedawno doszło do śmiertelnego ataku
Publikacja danych zbiegła się z dyskusją o bezpieczeństwie po sobotnim ataku na Paradę Równości w Berlinie. Według śledczych 21-letni sympatyk tzw. Państwa Islamskiego wjechał furgonetką w tłum, zabijając obywatelkę Polski i raniąc 29 osób. Następnego dnia został zastrzelony podczas policyjnej obławy.
Politolog Hendrik Hansen ocenił, że islamistyczna wrogość wobec osób homoseksualnych jest w Niemczech systematycznie bagatelizowana. Jego zdaniem największym zagrożeniem dla osób LGBT jest obecnie islamizm, a nie AfD, a usprawiedliwianie radykalizacji doświadczeniami dyskryminacji prowadzi do osłabienia odpowiedzialności sprawców i utrudnia walkę z ekstremizmem.
Uważam to za fatalne, zwłaszcza że umniejsza to również wysiłki integracyjne tak wielu muzułmanów. Przede wszystkim jednak zwalnia to sprawcę z odpowiedzialności za swój czyn – wyjaśnił w rozmowie z berlińskim dziennikiem „Tagesspiegel”.
Centralna Rada Muzułmanów w Niemczech potępiła w poniedziałek zamach.