Podczas obchodów Dnia Bastylii w Paryżu, w których uczestniczyli przedstawiciele wielu europejskich państw, premier Bułgarii Rumen Radew wyraźnie zadeklarował, że jego kraj nie zamierza angażować się w działania koalicji chętnych – grupy ponad 30 państw, których zadaniem jest koordynacja długoterminowych gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy. Radew, znany z prorosyjskich poglądów, podkreślił, że „to nie jest miejsce Bułgarii”.
Premier zaznaczył, że choć prezydent Francji Emmanuel Macron osobiście zaprosił go do dalszego udziału w sojuszu, Sofia nie zamierza wspierać Ukrainy militarnie.
„Nie jesteśmy częścią koalicji, która domaga się dalszej pomocy finansowej i wojskowej dla Ukrainy” – powiedział Radew.
Radew podkreślił, że rozwiązania konfliktu należy szukać nie poprzez jego przedłużanie środkami militarnymi, lecz poprzez „silną misję dyplomatyczną”. Premier od początku swojej kadencji, którą objął po kwietniowych wyborach, konsekwentnie wyraża sceptycyzm wobec wsparcia militarnego dla Kijowa. Wcześniej określał sprawę Ukrainy jako „skazaną na niepowodzenie” i twierdził, że wojny przeciwko Rosji nie da się wygrać na polu bitwy.
Zmiana polityki Bułgarii wobec Ukrainy
9 czerwca minister obrony Dimitar Stojanow ogłosił, że Bułgaria zaprzestaje przekazywania Ukrainie broni w formie darowizn. Dzień później doprecyzował jednak, że komercyjna sprzedaż uzbrojenia może być kontynuowana.
Radew zapewnił jednocześnie, że Bułgaria pozostaje aktywnym członkiem NATO i uczestniczy w podejmowaniu decyzji w ramach Unii Europejskiej. Bronił także prawa Sofii do grożenia wetem wobec najnowszego pakietu sankcji UE.
Koalicja chętnych została powołana wiosną 2025 roku z inicjatywy Wielkiej Brytanii i Francji. W jej skład wchodzi około 30 państw, w tym kraje Unii Europejskiej, Stany Zjednoczone, Australia i Japonia. Celem koalicji jest koordynacja długoterminowego wsparcia dla Ukrainy w obliczu rosyjskiej agresji.