Liberalne amerykańskie media krytykują w środowych wydaniach przemówienie Donalda Trumpa na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Zwracają uwagę na fakt, że to Stany Zjednoczone w największej mierze budowały światowy porządek, który teraz prezydent USA chce zburzyć.

Donald Trump wygłasza przemówienie na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ /JASON SZENES /PAP/EPA

Donald Trump prowadził kampanię prezydencką twierdząc, że "świat się z nas śmieje". Teraz naprawdę się śmieje - z niego - napisał w komentarzu redakcyjnym dziennik "New York Times", opisując reakcję pozostałych przywódców na twierdzenia Donalda Trumpa, iż obecna administracja USA dokonała więcej niż niemal wszystkie inne w historii kraju, i na wypowiedziane w odpowiedzi słowa samego Trumpa: Nie spodziewałem się takiej reakcji, ale OK.

Tak naprawdę to nie jest OK. Amerykański prezydent jest teraz otwarcie wyśmiewany na najważniejszym międzynarodowym forum - komentuje gazeta.

"NYT" zwraca uwagę, że Trump zmienił retorykę w porównaniu z zeszłorocznym przemówieniem, gdy m.in. mówił o całkowitym zniszczeniu Korei Północnej. Teraz pośrednio przyznał, że Stany Zjednoczone nie są w stanie rozwiązać samodzielnie wszystkich światowych problemów.

Dziennik ocenia jednak przy tym, że prezydencka agenda nadal jest niespójna, bo równocześnie Trump nadal atakuje międzynarodowe instytucje jako "niewybieralną, nierozliczaną przez nikogo globalną biurokrację". Nie jest jasne, co prezydent rozumie przez "globalne zarządzanie" - stwierdza "NYT".

Słowa, które Trump wypowiedział w ONZ, wpłynęły na ceny ropy

​Ropa naftowa tanieje. Prezydent USA Donald Trump powrócił do krytyki OPEC i swoje negatywne opinie na temat działań kartelu wyraził podczas sesji ONZ - podają maklerzy. Baryłka ropy West Texas Intermediate w dostawach na listopad na giełdzie paliw NYMEX w Nowym Jorku jest wyceniana po 71,83 USD... czytaj więcej

Prezydent najwyraźniej nie ma pojęcia o tym, że ciała, które krytykuje, w tym Światowa Organizacja Handlu, są częścią systemu stworzonego po II wojnie światowej przez Stany Zjednoczone i ich sojuszników, i Ameryka nadal ma wystarczający wpływ, by przeprowadzić reformy - pod warunkiem, że jej przywódcy są wystarczająco zaangażowani, by spróbować - twierdzi gazeta.

W podobnym tonie wypowiada się publicystka "Washington Post" Karen Tumulty.

Prezydent Trump wyraził jasno, jak zawsze, to, jak widzi on miejsce i zadanie Ameryki w świecie. Ma wymuszać, a nie świecić przykładem - komentuje.

Zwraca uwagę, że głównym obiektem ataku prezydenta USA był cały współczesny system międzynarodowy i choć taktyka Trumpa, polegająca na odrzuceniu globalizmu, może na krótką metę przynieść efekty, to łączy się też z zagrożeniami - np. takim, że porzucone przez USA miejsce w światowym ładzie wypełnią inni, bo Chiny już pokazują takie aspiracje.

Ameryka zbudowała dużą część ładu międzynarodowego, do którego Trump chce teraz odwrócić kraj plecami. Możemy mieć tylko nadzieję, że jest on (ład) wystarczająco silny, trwały i żywotny, by przetrwać, nawet jeśli ten kraj nie będzie już wskazującym drogę - pisze publicystka "Washington Post".

(e)