Premier Francji została dziś przesłuchana przez parlamentarną komisję śledczą. Chodzi o podejrzenie korupcji w tzw. aferze "Uber files". W sprawie przewija się często też nazwisko prezydenta Francji Emmanuela Macrona. Czy to początek politycznego trzęsienia ziemi we Francji?

Prezydent Francji Emmanuel Macron i premier Elisabeth Borne są podejrzani o korupcję w związku z tzw. "aferą Uber Files".

Blisko rok temu media ujawniły dokumenty, według których amerykański koncern przewozowy Uber miał wpływać na polityków w różnych krajach, by doprowadzić do korzystnych dla siebie zmian w prawodawstwie. 

O ile śledztwo prowadzone jest w kontekście wielu krajów, o tyle to wątek francuski wydaje się budzić największe emocje. Powodem jest właśnie to, że w dokumentacji przewija się nazwisko Macrona.

Rzecz dotyczy jednak lat 2014-2015, kiedy obecny prezydent Francji pełnił jeszcze funkcję ministra gospodarki, a Uber nie zaliczał najłagodniejszego wejścia na francuski rynek. Francuscy taksówkarze protestowali wtedy przeciwko dopuszczeniu korporacji przewozowej na rynek krajowy. 

Dochodziło nawet do ostrych starć z policją, a najbardziej brutalne miały miejsce w Marsylii, której władze zdecydowały się wydać zakaz działalności dla Ubera.

Lobbyści amerykańskiego koncernu mieli wówczas dotrzeć do ministra, który obiecał, że "osobiście przyjrzy się sprawie". Prefekt Marsylii cofnął swoją decyzję o zakazie, a jeden czołowych lobbystów miał wysłać Macronowi wiadomość SMS, w której podziękował za "dobrą współpracę".

Aferę ujawnił "The Guardian", który uważa, że ówczesny minister gospodarki, by pomóc Uberowi musiał posunąć się do "nadzwyczajnych środków" oraz, że prawdopodobnie pośredniczył w porozumieniu między korporacją i jej przeciwnikami.

Emmanuel Macron miał także przeforsować zmiany liberalizujące francuskie prawodawstwo w sferze płatnego przewozu osób - zmiany, które były korzystne dla Ubera.

Uber pomógł Macronowi w wyborach prezydenckich?

Podejrzewa się, że Uber ułatwił zwycięstwo Emmanuela Macrona w wyborach prezydenckich w 2017 roku. Przedstawiciele amerykańskiego giganta mieli nie tylko wspierać go finansowo, ale również swoją siecią kontaktów ze wpływowymi osobami ze świata polityki i gospodarki.

Macrona jednak przesłuchać nie można, bo chroni go immunitet szefa państwa.

Przesłuchano za to premier Francji Elisabeth Borne. Ta, jeszcze jako minister transportu, a następnie minister do spraw zatrudnienia polityk miała doprowadzić do korzystnych dla Ubera zmian w prawodawstwie.

Główna zainteresowana odpiera jednak zarzuty twierdząc, że regulacje, które weszły w życie dzięki niej, służą głównie kierowcom Ubera, a nie samej korporacji. Zdaniem Borne podejrzewanie ją o korupcję jest w związku z tym "absurdalne".

Parlamentarna komisja śledcza przedstawi swoje wnioski na temat afery korupcyjnej w specjalnym raporcie.




Opracowanie: