Coraz więcej zawodowych kierowców brakuje w Polsce. W całym kraju jest już ponad sto tysięcy wolnych miejsc pracy - wynika z szacunków firm transportowych. Sytuacji nie ratują kierowcy ze wschodu. Już ponad 80 tysięcy obywateli Ukrainy zdobyło w Polsce prawo jazdy na ciężarówki. Zapotrzebowanie na kierowców jednak cały czas rośnie.

Według Związku "Transport i Logistyka Polska", deficyt kierowców największy jest w mniejszych miastach i na wsiach. Tam działają głównie rodzinne, małe firmy transportowe. 

Czasami jedziemy przez Polskę i widzimy wieś, gdzie w każdym gospodarstwie stoi przynajmniej jeden ciągnik siodłowy. Właśnie tam jest największy brak, bo zasoby lokalne zostały całkowicie wydrenowane - podkreśla Maciej Wroński ze Związku "Transport i Logistyka". Aby przedsiębiorstwa zajmujące się transportem mogły efektywnie pracować na jedną ciężarówkę, potrzeba średnio półtora kierowcy. Powód to urlopy, choroby, fluktuacje w firmach i inne sytuacje losowe. Współczynnik 1,2-1,3 kierowcy na samochód byłby też dobry. Teraz niejednokrotnie mamy współczynnik "jeden kierowca - jeden pojazd". To powoduje duże problemy - dodaje ekspert. 

Według specjalistów, sytuację mogłyby uratować kobiety. Tymczasem od lat w Polsce statystycznie wśród stu zawodowych kierowców jest co najwyżej kilka pań.

Rozwiązanie problemu? "Wcale nie podwyżki"

Średnie wynagrodzenie kierowców zawodowych oscyluje obecnie w Polsce w okolicy 6 tysięcy złotych na rękę, choć są regiony Polski, gdzie sięga nawet 10 tysięcy złotych. W tej kwocie są także diety i inne dodatki. Problem deficytu kierowców utrzymuje się pomimo takich wynagrodzeń.

Co według ekspertów powinno się wydarzyć, aby rozwiązać problem? Należy zadbać o odpowiednią organizację pracy, zwłaszcza kierowców ciężarówek. By nie musieli spędzać na przykład trzech tygodni za granicą, tylko częściej wracać do domu. Widzimy, że wielu młodych kierowców chce spędzać czas z rodziną. Wydaje się, że kluczem do sukcesu jest zadbanie o tych pracowników. Wynagrodzenia są wyjątkowo dobre. Powinniśmy zwrócić uwagę na organizację pracy i odpowiedni szacunek dla kierowców - podkreśla Maciej Wroński. Coraz więcej firm próbuje przyciągnąć kierowców specjalną propozycją dla małżeństw. Chcielibyśmy, aby małżeństwa które nie zdecydowały się na dzieci, mogły jeździć w obsadzie dwuosobowej, to w niektórych firmach się zdarza - zaznacza. 

Sposoby na deficyt? "Likwidujemy puste przebiegi, wydłużamy pojazdy"

Maciej Wroński ze Związku Transport i Logistyka podkreśla że w związku z brakiem kierowców przewoźnicy bardzo pilnują teraz, aby nie było pustych przebiegów. Gdy zmniejszymy puste przebiegi o 20 procent, to może o 20 procent zmniejszy nam się też zapotrzebowanie na kierowców zawodowych - zastanawia się ekspert w rozmowie z RMF FM. Kolejny pomysł dotyczy wykorzystania tak zwanych pojazdów długich. Jeden czy dwa takie pojazdy mogą zastąpić trzy pojazdy tradycyjne. To znowu jest redukcja o jedną trzecią zapotrzebowania na kierowców. Wszystkie te rozwiązania dotyczą wąskiego segmentu. Natomiast jeśli się zbierze, to są to oszczędności, które pozwolą nam lepiej wykorzystać potencjał tkwiący w pracownikach-kierowcach, których mamy do dyspozycji - dodaje. 

Specjaliści są zgodni, że transport to obecnie branża, w której obok budownictwa i gospodarki magazynowej, deficyt pracowników jest najbardziej widoczny.