„Proces Katarzyny W. oskarżonej o zabójstwo córki, będzie długo trwał, ponieważ każdy proces poszlakowy długo trwa” – uważa prof. dr hab. Marian Filar z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Zbigniew Ćwiąkalski podkreśla rolę sądu. „Musi bacznie uważać na to, żeby nie był to show medialny” – powiedział nam b. minister sprawiedliwości.

Zdaniem prof. dr hab. Mariana Filara z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, proces Katarzyny W. na pewno będzie długo trwał. Z prostego powodu, ponieważ obrona musi się odnieść do wielu różnych kwestii, a jej zadaniem nie jest udowadnianie niewinności. To oskarżenie musi udowodnić winę. Tak więc proces potrwa długo, i to niezależnie od tego, jaką strategię przyjmie obrona - wyjaśniał karnista.

Zdaniem byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ćwiąkalskiego, fakt śmierci dziecka nie jest kwestionowany, ani to, że śmierć Madzi spowodowała jej matka. Istnieje tylko wątpliwość co do tego, czy to było przestępstwo nieumyślne, nieszczęśliwy wypadek, czy też było to umyślne zabójstwo - powiedział Ćwiąkalski w rozmowie z dziennikarzem RMF FM. Jego zdaniem, ciekawa może być opinia biegłych o stanie psychicznym Katarzyny W. Każdy patrząc na to z zewnątrz myśli, że mamy do czynienia z osobą dość psychopatyczną. Z jednej strony śmierć dziecka, z drugiej strony sesje w tabloidach w stroju kąpielowym na koniu - argumentuje były minister.

Oskarżona o zabójstwo 6-miesięcznej Magdy Katarzyna W. stanęła przed katowickim sądem

Katarzyna W. nie przyznała się do zabójstwa półrocznej córeczki

Katarzyna W., oskarżona o zabicie półrocznej córki Magdy, nie przyznała się do zbrodni. Odmówiła także składania wyjaśnień przed katowickim sądem. Kolejne rozprawy w sprawie 22-latki odbędą się 4 marca, 13 marca, 2 kwietnia i 15 kwietnia. czytaj więcej

Katarzyna W. nie przyznała się do popełnienia zbrodni. Tłumaczyła, że śmierć dziecka była skutkiem nieszczęśliwego wypadku. To moja wina, moja nieuwaga - mówiła na sali sądowej.

Podczas pierwszej rozprawy Katarzynie W. zarzucono uduszenie córki, tworzenie fałszywych dowodów i kłamstwo w sprawie rzekomego porwania dziecka przez inną osobę. Prokurator Zbigniew Grześkowiak nie przedstawił tego dnia pełnego, liczącego 180 stron aktu oskarżenia. Za zgodą stron, odczytał sentencję oskarżenia oraz jego najważniejsze wnioski.

Jak mówił, rzekome uprowadzenie małej Magdy było zręcznie zaaranżowanym spektaklem, a kluczowe w sprawie okazały się wyniki sekcji zwłok, potwierdzające fakt uduszenia dziecka.

Katarzynę W. obciążają dane z komputera


Według śledczych, kobieta przygotowywała plan zabicia córeczki co najmniej od 19 stycznia 2012 roku. Sprawa rzekomego zaginięcia dziecka wyszła na jaw pięć dni później. Katarzynę W. obciążają m.in. wpisy w wyszukiwarce internetowej - szukała informacji na temat zatrucia tlenkiem węgla, dochodzenia policyjnego w takich przypadkach oraz zasiłku pogrzebowego i pochówku dzieci. Matka Magdy wchodziła też na strony producentów trumien i zakładów pogrzebowych - wynika z aktu oskarżenia.

Zdaniem prokuratury, Katarzyna W. chciała najpierw zatruć dziecko tlenkiem węgla. To jednak nie powiodło się. W dniu zbrodni miała rzucić córeczką o podłogę, a kiedy okazało się, że dziecko przeżyło, udusić je. Prok. Grześkowiak podkreślił m.in., że uduszenie dziecka nastąpiło przez celowe, 4-5 minutowe zatkanie dróg oddechowych.

Wbrew twierdzeniu oskarżonej, że niesione przez nią na rękach sześciomiesięczne niemowlę odepchnęło się nagle od jej tułowia, po czym pokonało w powietrzu około metra i upadło na podłogę, gdzie po kilku nieudanych próbach nabrania powietrza do płuc zmarło, wiemy dzisiaj, że śmierć Magdaleny W. była wynikiem celowego działania nakierowanego na pozbawienie jej życia - zaakcentował prok. Grześkowiak.

Oskarżona nie chciała zeznawać


Katarzyna W. odmówiła zeznań i odpowiedzi na pytania. Sąd odczytał więc część jej wyjaśnień złożonych podczas śledztwa. Dotyczyły one m.in. wyjaśnień dotyczących dnia śmierci jej córki, m.in. samego, jak przekonywała prokuratorów, upadku dziecka. Katarzyna W. mówiła, że nie wie, dlaczego nie szukała pomocy, że próbowała sama ratować dziecko, że była zdezorientowana. Podkreśliła, że dziecko pochowała pod wpływem impulsu, by nie zostało poddane sekcji.

Ta cała historia z porwaniem, to za dużo razy kiwnęłam głową, że tak - przekonywała śledczych kobieta. Ja wiem, że to moja wina, moja nieuwaga. To była perełka całej rodziny, ja ją kochałam. Ja o to dziecko walczyłam - podkreślała w zeznaniach Katarzyna W. Treść swoich notatek - wykorzystanych potem w akcie oskarżenia - tłumaczyła w zeznaniach m.in. wahaniami nastroju podczas ciąży. Akcentowała, że miała też inne notatki - pozytywne, również z modlitwami.

W niektórych odpowiedziach na pytania śledczych oskarżona sugerowała, że wpisane w internetową wyszukiwarkę pytania m.in. "czy można zabić bez śladów" mogą być związane np. z jednym z oglądanych przez nią filmów, a hasła dotyczące śmierci przez zaczadzenie - niesprawnymi piecami w mieszkaniu. Katarzyna W. co najmniej raz zaprzeczyła też, by wchodziła na strony internetowe związane m.in. z kremacją i pochówkiem niemowląt.

Obrońca: Zarzut zabójstwa nie powinien się utrzymać

Po zakończeniu rozprawy obrońca Katarzyny W. mówił dziennikarzom, że jego zdaniem w procesie zarzut zabójstwa nie powinien się utrzymać. Dopytywany odwołał się do wyjaśnień oskarżonej, która twierdzi, że doszło do przypadkowej śmierci jej córki i zasygnalizował, że istotne będą wyjaśnienia oskarżonej. Choć mecenas nie chciał powiedzieć, czego będą dotyczyły, wykluczył, by mogły przenieść odpowiedzialność na kogoś innego. Obrońca nie wykluczył też powołania w toku procesu nowych, nieprzesłuchiwanych przez prokuraturę świadków, a także biegłych.

Na następnej rozprawie 4 marca ma się rozpocząć przesłuchiwanie świadków. Prawdopodobnie pierwszym z nich będzie Krzysztof Rutkowski. Kolejne terminy rozpraw wyznaczono na 18 marca, 2 kwietnia i 15 kwietnia. Wszystkie mają odbywać się w mniejszej z dwóch sal na terenie koszar policyjnych oddziałów prewencji w Katowicach.

Procesu nie utajniono


Przed rozpoczęciem procesu obrońca Katarzyny W. ponowił i szczegółowo uzasadnił swój wcześniejszy wniosek o utajnienie procesu. Poparła go oskarżona. Sąd zdecydował jednak, że proces będzie jawny. Przewodniczący składu sędziowskiego Adam Chmielnicki zaznaczył, że jawność procesu "jest w istocie gwarancją kontroli społecznej". Nie wykluczył utajnienia poszczególnych części postępowania obejmujących np. relacje prywatne czy rodzinne oskarżonej oraz świadków.

Jak mówił sędzia, sprawa ma charakter szczególny i jego jawność jest kluczowa, m.in. ze względu na skutki apelu oskarżonej o poszukiwanie rzekomo uprowadzonego dziecka. Sędzia przypomniał, że odpowiedź na ten apel była bardzo szeroka, ludzie wykazywali bezinteresowną solidarność, angażując się w poszukiwania. Dlatego społeczeństwo - jak zaznaczył sędzia - ma teraz prawo do poznania następstw sprawy. Sąd wskazał też na konieczność zakończenia spekulacji co do przebiegu objętych aktem oskarżenia wydarzeń oraz możliwego udziału w nich innych osób.