"My, oficerowie wywiadu, czyli funkcjonariusze państwa polskiego nigdy do siebie ani o sobie w oficjalnych dokumentach nie mówimy "szpieg". W języku potocznym mówimy w ten sposób, natomiast w języku służbowym mówi się "oficer wywiadu", "figurant", "agent", "współpracownik"" - mówi RMF FM Vincent V. Severski - były oficer wywiadu PRL i RP, a obecnie autor popularnych powieści. "Szpieg, który nie ma za sobą instytucji szpiegowskiej, jest ślepy, głuchy i bezzębny" - podkreśla. Mówi też o uzależnieniu od adrenaliny i nawykach, których trudno się pozbyć nawet po przejściu na emeryturę.

Posłuchaj całej rozmowy Pawła Balinowskiego

Severski o życiu szpiega: Adrenalina uzależnia, nawyki pozostają

Paweł Balinowski, RMF FM: Szpieg - można tak o panu mówić? Można tak do pana się zwracać? Czy raczej: agent wywiadu?

Vincent V. Severski: Wie pan, z tą terminologią to się sytuacja zmienia. Słowo "szpieg" nie zawsze funkcjonowało i określało wszystkich ludzi zajmujących się tym niecnym procederem. Określało i oficerów wywiadu, pomocników i werbowanych agentów. Natomiast w miarę specjalizacji w tym zawodzie, która następowała w przeciągu wieków, bo pierwsi szpiedzy są już w Starym Testamencie, to rozróżnienie następowało. My, oficerowie wywiadu, czyli funkcjonariusze państwa polskiego nigdy do siebie ani o sobie w oficjalnych dokumentach nie mówimy "szpieg". W języku potocznym mówimy w ten sposób, natomiast w języku służbowym mówi się "oficer wywiadu", "figurant", "agent", "współpracownik".

26 lat spędził pan jako "inni ludzie", pod inną osobowością: nazywał się pan inaczej, mówił pan w innym języku. Czy to jest trudne? Czy zachowanie takiej podwójnej tożsamości - a pewnie i czasem potrójnej - i zmienianie jej często wymaga długiego przygotowania, to wymaga pracy?

Na początku powiem: to nie znaczy, że ja przez 26 lat żyłem pod pełną podwójną tożsamością w stanie - tak jak to mówimy - kontrolowanej schizofrenii. Natomiast to jest rzeczywiście problem i to dosyć spory. Dlatego młodzi ludzie, którzy przychodzą do wywiadu, których my wybieramy, muszą mieć predyspozycje do tego, aby sobie radzić psychicznie z takim stanem "schizofrenii". Muszą być do tego odpowiednio przygotowani, umieć sobie z tym radzić. Zresztą, co tu dużo mówić, cała moja książka i serial, cała moja pierwsza książka "Nielegalni", jest w zasadzie poświęcona problemowi podwójnej tożsamości ludzi wykonujących ten zawód w bardzo różnym wymiarze. Mamy tam głównego bohatera - Hansa Jorgensena, który jest nielegałem. To jest taki typ oficera wywiadu już najbardziej zaawansowany, który całe życie jest innej narodowości i cały czas musi żyć w tym stanie rozdwojenia. Różnica, może gorsza dla nas, to fakt, że my dużo więcej tych  tożsamości w ciągu służby przyjmujemy. Kilkanaście, czasami kilkadziesiąt - i tego trzeba się nauczyć. W filmie też to jest fajnie pokazane, jak Sara uczy się swojej nowej tożsamości, którą musi znać. Oczywiście ona jest czasem do krótkiego użytku, ale czasem do dłuższego. Jak się prowadzi agenta, załóżmy pod inną tożsamością, to przez lata on występuje z określoną legendą, historią - tu nie można być klapy, bo można agenta spalić, samemu przegrać i w kraj wprowadzić poważne kłopoty.

Liczył pan, ile tożsamości pan podczas swojej kariery zaliczył? Ile pan ról odegrał?

Nie liczyłem, ale to będzie około 20.

Około 20 tożsamości?

Tak.

Czyli można powiedzieć, że był pan dwudziestoma różnymi osobami.

No nie, to jest za dużo powiedziane... Oczywiście, tutaj się dobiera tożsamość do określonych czynności. Czasami na parę dni przyjmuje się taką legendę, tożsamość, schemat swojego postępowania, zachowania.

Szpiegiem się jest? Czy szpiegiem się już zostaje na całe życie? Czy to zostaje już na zawsze, pewne zachowania, pewne odruchy?

Oczywiście, że zostaje, w szczególności, jeśli mówimy o pionie operacyjno-rozpoznawczym. To jest służba, my nie mówimy "praca", "idziemy do pracy", "idziemy do biura". Jeżeli już, idziemy do "firmy"...

No właśnie, "firma" to określenie, które często się w tym kontekście pojawia...

Mówimy, że idziemy do "firmy", nie chodzimy do pracy. Jesteśmy, służymy. Natomiast ja bym nawet poszedł dalej, bym powiedział, że to jest styl życia, który się przyjmuje. W  szczególności w pionie operacyjno-rozpoznawczym to jest niesłychanie głębokie, bo ta adrenalina - która powoli jest przyjmowana przez młodych oficerów - w końcu uzależnia i tego się nie widzi i nie czuje na co dzień, ale to uzależnienie rzeczywiście istnieje. Więc to jest styl życia z całą pewnością. Oczywiście, zawsze w tyle głowy pozostaje ta świadomość, kim się jest i co się robi. Po odejściu ze służby zostaje z nami to uzależnienie - a jest to dobre uzależnienie, żeby była pełna jasność. To nie o to chodzi, że jak my odchodzimy ze służby, szpieg idzie na emeryturę, to chodzi z psem dookoła bloku i szpieguje sąsiadów... Tak się czasami ludziom wydaje. Nie - chodzi o stan pewien świadomości, który ma swoje też złe strony, bo nudzi telewizja na emeryturze, nudzą politycy, ludzie są nieciekawi, szarzy, ponurzy.

Patrzy pan na świat ze szczególną uwagą? Wydaje się, że praca w wywiadzie wymaga takiej uwagi. Zwracania uwagi na najdrobniejsze szczegóły: na gesty, na ruchy, na ton głosu.

Przez wiele lat, jeśli się jest właśnie w pionie czysto operacyjnym, a ja byłem całe życie w pionie operacyjnym, pewne nawyki się wykształcają i później one pozostają. Dlatego, że umiejętność obserwowania otoczenia jest naszym to be or not to be. To rodzaj survivalu... Musimy oceniać, czy nam coś może grozić czy nie. Czasami, nawet jeżeli się jest w stuprocentowo bezpiecznej sytuacji, powstają maleńkie psychiczne patologie. Człowiek wchodzi do własnego domu i jednak mimo wszystko idzie i sprawdza za kotarą... chociaż wie doskonale, że nikogo tam być nie może, a jednak coś go popycha do tego, żeby to zrobić. Sam się z siebie człowiek śmieje... Jakież to jest naiwne, a jednak. Natomiast takie proste nawyki jak wybieranie miejsca spotkania w restauracji, stolika, sprawdzanie numerów samochodu za tobą i powtarzanie się ludzi, którzy są wokół ciebie, obcych... to zostaje. Po tylu latach trochę się tego pozbyłem, ale niektóre nawyki pozostały.

Czy te nawyki się przydają? Czy one trochę ułatwiają takie codzienne życie?

Utrudniają, a nie ułatwiają.

W jakiś sposób?

Absorbują uwagę, zupełnie zbędnie. My wiemy, że na emeryturze to jest absurd, żeby w ogóle stosować jeszcze te metody. One tylko komplikują życie nam i naszym rodzinom niż pomagają w czymkolwiek. Bo szpieg, który nie ma za sobą instytucji szpiegowskiej, jest ślepy, głuchy i bezzębny.

Chciałem się jeszcze odwołać do takiego wizerunku szpiega, którego znamy z filmów, z książek. To też pytanie do pana jako do pisarza, twórcy, który zajmuje się kreowaniem historii, które później czytamy w książkach, a teraz będziemy oglądać ją na ekranach. Mamy taki obraz szpiega: martini z oliwką, dużo kobiet, dużo pościgów samochodowych. Tak to nie wygląda - chyba to mogę bezpiecznie powiedzieć - ale jakie są te największe różnice między tym, co oglądamy na ekranie przez 2.5 godziny filmu a tym, co się dzieje w rzeczywistości? 

Wszystko zależy od tego, który film. Większość, 80% produkcji filmowych i książek dotyczących tej tematyki, to jest fikcja, czasami słaba. Z tego powodu szpiedzy dosyć rzadko czytają książki szpiegowskie czy oglądają filmy, bo od razu wyczuwa się niedoskonałości, fałsze, a w tym zawodzie nie ma błędów. Ja to bardzo lubię powtarzać i powtarzam, że najbardziej lubimy oglądać Bondy. Ogólne przesłanie tych filmów jest bardzo prawdziwe. Właśnie takie, że świat jest czarno-biały. Bond jest dobry i dobro królowej jest najważniejsze, natomiast ma przeciwko sobie wrogów. To może być zaskakujące, ale to bardzo prawdziwe. Oficer wywiadu kocha tylko swój kraj. A inne powinien lubić. Natomiast umiejętność właściwego ułożenia ocen jest tutaj fundamentalna, dlatego przy Bondzie się świetnie odpoczywa, bo dobro zawsze zwycięża. Poza tym prawdziwe jest to podróżowanie, bo cały świat to za mało. Jak wiadomo, Bond jest raz tu, raz tam i rzeczywiście taka istota jest pracy oficerów wywiadu, że dużo podróżują po świecie, ponieważ realizują tam zadanie. Rzeczywiście, są dobre przekazy, dobre filmy, dobra literatura, którą koleżanki i koledzy czytają, ona wnosi coś do wiedzy, do jakiejś świadomości oficerów i kształtuje ich charakter i inteligencję. 

(MN)