Dowództwo Sił Powietrznych jest bardzo wstrzemięźliwe w informowaniu o tym zdarzeniu. Raport komisji badającej ten incydent został utajniony. Rzecznik dowództwa potwierdził jedynie, że do zdarzenia doszło. Przekonywał jednocześnie, że nie było groźby katastrofy.
Rzecznik Dowództwa Sił Powietrznych ppłk Robert Kupracz potwierdził, że 17 lutego tupolew odbywał loty szkoleniowe, m.in. z wykorzystaniem lotniska w Mińsku Mazowieckim. Po zakończeniu lotu, zgodnie z procedurami, przejrzano rejestratory kontroli lotu.
W trakcie tego przeglądu stwierdzono pewne nieprawidłowości, w związku z tym dowódca 36. specpułku powołał komisję do zbadania tego incydentu lotniczego. Komisja zaliczyła to zdarzenie do kategorii "incydent zwykły". To już świadczy o tym, że nie ma mowy o tym, by mogło dojść do katastrofy, dlatego że gdyby była taka realna groźba, to wtedy kategoria tego zdarzenia brzmiałaby "poważny incydent lotniczy" - powiedział Kupracz.
Jego zdaniem decyzja komisji świadczy o tym, że doszło do błędu pilota, który mógł się wydarzyć podczas lotów szkoleniowych.