Sprawa lewego pozwolenia na broń, jakie trzy lata temu uzyskał Cezary Grabarczyk nie powinna się skończyć zarzutami dla usłużnych policjantów. Lektura przepisów w tej sprawie wyklucza, by minister sprawiedliwości mógł nie wiedzieć, że wydający pozwolenie policjanci łamią prawo. Co więcej - nie tylko musiał wiedzieć, ale też poświadczył nieprawdę swoim podpisem na protokole z egzaminu.

Żeby uzyskać pozwolenie na broń do ochrony osobistej - poza podaniem powodów - trzeba zdać egzamin, składający się z dwóch części - teoretycznej i praktycznej. Według prowadzących śledztwo, w sprawie swoistych "ułatwień" dla starających się o pozwolenie VIP-ów, Cezary Grabarczyk zdał teoretyczną część egzaminu, a policjanci z własnej inicjatywy zrezygnowali - w jego wypadku - z części praktycznej sprawdzianu. Prawo na to nie pozwala, a minister sprawiedliwości musi mieć tego świadomość.

Przepisy

Są oczywiste; egzamin jest dwuczęściowy. W części teoretycznej egzaminatorzy sprawdzają znajomość m.in. ustawy o broni. Skoro Grabarczyk tę część zdał - musiał zatem wiedzieć, że egzamin musi być dwustopniowy. Ustawa, w której uchwalaniu zresztą osobiście brał udział - mówi o tym wprost w art. 16.

Do części praktycznej testu można przejść wyłącznie zdając sprawdzian teoretyczny. Jedyne zaś wyjątki - pozwalające pominąć część praktyczną egzaminu - dotyczą uzyskiwania pozwoleń na broń kolekcjonerską, pamiątkową lub kuszę. Grabarczyk ubiegał się jednak o pozwolenie na broń bojową, dla obrony własnej. W związku z tym - poza udowodnieniem, że potrafi ją np. rozłożyć i złożyć - powinien też przejść wyraźnie opisany w rozporządzeniu MSWiA test strzelecki.

Skoro Cezary Grabarczyk zdał teoretyczną część egzaminu, musiał wiedzieć, że test musi być uzupełniony egzaminem praktycznym. Mówi o tym i ustawa o broni, i rozporządzenie MSWiA z 2000 roku. Nie miał zatem prawa uznawać testu za zakończony, niezależnie od tego, co mówią "usłużni" policjanci. Co więcej - mając świadomość naruszania przez nich niezbędnej ustawowej procedury - powinien przeciwko temu co najmniej zaprotestować. W końcu mówimy o pośle, prawniku, ministrze, a w czasie zdawania egzaminu - wicemarszałku Sejmu.

Współudział?

To, że trzej policjanci, z których składała się komisja egzaminacyjna, podali nieprawdę w protokole egzaminu potwierdzając oficjalnie, że Cezary Grabarczyk zdał też test praktyczny (jednemu z nich postawiono już zarzuty w tej sprawie) nie wystarcza do zamknięcia sprawy. Protokołu egzaminu na pozwolenie nie da się bowiem "sfałszować" bez ostatecznego podpisu osoby zdającej egzamin.

Jak widać, zdający egzamin wręcz musi być poinformowany o możliwości składania uwag do protokołu. Co więcej, rozporządzenie MSWiA wprost nakazuje: "po zakończeniu egzaminu protokół jest podpisywany przez członków komisji ORAZ PRZEZ ZDAJĄCEGO". Poza policjantami - członkami komisji, żeby pozwolenie na broń zostało wydane sfałszowany protokół musiał więc podpisać także Cezary Grabarczyk. Pokazuje to także wzór protokołu egzaminu, który jest załącznikiem do regulującego sposób przeprowadzania egzaminu rozporządzenia MSWiA.

Jeśli w oznaczonym czerwoną ramką miejscu formularza znajduje się podpis Cezarego Grabarczyka (a wiemy nieoficjalnie, że na protokole widnieje jego podpis) - może on jednocześnie być dowodem, że ówczesny wicemarszałek Sejmu a obecny minister sprawiedliwości poświadczył nim "nieprawdę co do okoliczności mającej znaczenie prawne".

Jeśli czyni to funkcjonariusz publiczny, to według art. 271 kodeksu karnego czyn ten zagrożony jest karą od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności. Według kodeksu przestępstwo poświadczenia nieprawdy może być dokonane wyłącznie umyślnie.

Samo posługiwanie się dokumentem - zawierającym poświadczenie nieprawdy w myśl art. 273 kodeksu karnego - zagrożone jest karą grzywny, ograniczenia wolności lub nawet pozbawienia wolności do 2 lat.

Według specjalisty od prawa karnego, mecenasa Jacka Kondrackiego "nie ma znaczenia, czy Grabarczyk użył dokumentu sam, czy zrobili to funkcjonariusze, czy komisja, w tym sensie, że protokół został użyty do uzyskania pozwolenia na posiadanie broni". Świadome wykorzystywanie sfałszowanego dokumentu jest przestępstwem, a Cezary Grabarczyk jak najszybciej powinien złożyć dymisję - dodaje.

Posłuchaj, co miał do powiedzenia minister sprawiedliwości

Co więcej - nawet jeśli to nie Grabarczyk podpisałby protokół - musiałby to zrobić któryś z policjantów, podszywając się pod niego. Sam minister zaś - mając przez trzy lata świadomość podrobienia jego własnego podpisu - kryłby fałszerstwo, korzystając przy tym z uzyskanego dzięki temu pozwolenia na broń.

Minister sprawiedliwości nie chce odpowiadać na pytania dotyczące zdobytego przez niego nielegalnie pozwolenia na broni. Czuję pewien dyskomfort. Wszystko, co miałem do powiedzenia, powiedziałem prokuratorowi - stwierdził jedynie.

(es)