Czy Waldemar Paruch zostanie ministrem? “Odpowiemy na to pytanie za tydzień" - mówił w RMF FM szef Centrum Analiz Strategicznych Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Podkreślił jednak, że “nie jest to istotne dla wielkiej polityki". Pytany z kolei o nieobjęty jeszcze resort sportu, Paruch powiedział, że “to kwestia porozumienia między małymi koalicjantami a Prawem i Sprawiedliwością". Dopytywany, czy resort może trafić do kogoś z opozycji w Senacie odpowiedział: "Nie jest to wykluczone". "Ja tych rozmów nie prowadzę" - dodał.

Paruch dodał, że PiS wciąż nie jest pogodzony z ewentualną utratą Senatu. Jest wielkie niebezpieczeństwo, że opozycja będzie starała się z Senatu, przede wszystkim kancelarii Senatu, uczynić instrument utrudniający rządzenie - mówił. Będziemy wszyscy oczekiwali tego głosowania nad marszałkiem Senatu, bo może być niespodzianka. To wcale nie musi być tak, jak obliczył sobie Grzegorz Schetyna - podkreślił.

Paruch stwierdził, że w nowym rządzie potrzebny jest resort, który obejmie Jacek Sasin. Potrzebujemy synergii między spółkami Skarbu Państwa po to, by spełnić obietnice wyborcze, bo nadciągają lata ekonomicznie trudniejsze - mówił.

Rozmówca Krzysztofa Ziemca zaznaczył, że mimo problemów programy socjalne nie zostaną obcięte. Natomiast potrzebne są następne bodźce rozwojowe, żeby utrzymać wzrost PKB na poziomie 4 proc. - podkreślił. Musi to być rząd przebudowy, ponieważ filozofia "ciepłej wody" jest kompletnie nieefektywna. PiS jest partią, od której Polacy oczekują zmian - mówił Paruch.

Szef Centrum Analiz KPRM wypowiedział się także o nadchodzących wyborach prezydenckich. Nie zgadzam się z analitykami, którzy mówią, że wybory prezydenckie rozstrzygną się w pierwszej turze. Byłoby możliwe pod jednym warunkiem: że opozycja wystawi jednego kandydata. Byłoby to nieefektywna, bo pójdzie ścieżką Koalicji Europejskiej - mówił Gość Krzysztofa Ziemca.

Pytany z kolei o ewentualnego kandydata obywatelskiego powiedział, że miałby on sens, gdyby go popierało 10 proc. wyborców antysystemowych. Czy Andrzej Rzepliński może być kandydatem wyborców antysystemowych? Nieprawdopodobne - stwierdził. 

Paruch: Kandydat centrolewicowy nie zagrozi Andrzejowi Dudzie

Jeśli ktoś ma realnie zagrozić Andrzejowi Dudzie,  to nie może być kandydat centrolewicowy, bo taki uzyskuje maksymalnie 38 proc. - mówił prof. Paruch w internetowej części Gościa Krzysztofa Ziemca. Zdaniem szefa rządowego Centrum Analiz Strategicznych, ewentualna kandydatura dziennikarza i prezentera telewizyjnego Szymona Hołowni nie jest w stanie zagrozić Andrzejowi Dudzie. Nie jest rozpoznawalny. Jestem przekonany, że na tysiąc badanych, jedna, dwie osoby będzie w stanie powiedzieć , kim jest ten pan na zdjęciu - komentował Paruch. Na uwagę, że Andrzej Duda w momencie ogłoszenia startu w wyborach też nie był nikomu znany, Paruch odpowiedział: Należy docenić to, że osobą która go rekomendowała był Jarosław Kaczyński.

Doradca premiera skomentował też kandydatury Stanisława Piotrowicza i Krystyny Pawłowicz do Trybunału Konstytucyjnego. Jego zdaniem są one kontrowersyjne jedynie dla środowiska opozycji i jeśli w imię umowy politycznej Zjednoczona Prawica ponownie zgłosi ich jako kandydatów do Trybunału Konstytucyjnego, żaden z jej posłów nie odważy się zagłosować przeciwko. To jest samobójstwo dla takiego polityka u progu kadencji - powiedział Paruch.

POSŁUCHAJ ROZMOWY KRZYSZTOFA ZIEMCA Z WALDEMAREM PARUCHEM

Krzysztof Ziemiec: Słuchałem wczoraj premiera, słuchałem wczoraj prezesa, czytałem depesze i doniesienia agencyjne i pana nazwiska tam nie było. Chyba że się przesłyszałem, przeoczyłem coś. Miał być pan w nowym rządzie i pana nie ma.

Waldemar Paruch:  Nie było mowy o Centrum Analiz Strategicznych, to po pierwsze. Po drugie nie było mowy o Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, poza jedną informacją, że jej szefem zostanie - co było wiadomo - będzie nadal Michał Dworczyk.

Mówiło się o panu, że ma być pan w nowym rządzie ważną osobą.

Panie redaktorze, dla mnie najważniejsza jest polityka realizowana poprzez struktury i instytucje, i zadania, a niekoniecznie przez personalia. Kiedyś jedna  z gazet nadała tytuł wywiadowi ze mną, takie bardzo autorskie dzieło dziennikarki, "W polityce nie chodzi o moją wygraną, w polityce chodzi o cokolwiek więcej".  

No dobrze, ale  jest coś na rzeczy czy nie, będzie pan ministrem czy nie?

Odpowiemy na to pytanie za tydzień.

Czyli coś jest na rzeczy? Ważne?

Nie jest to istotne dla wielkiej polityki.

To ważne pytanie przed nami: po co ta cała zmiana? Właściwie rewolucji nie ma, są takie personalne zmiany niewielkie. Proszę naszym słuchaczom w żołnierskich słowach powiedzieć, czym ten rząd ma się różnić od poprzedniego?

Nie do końca zmiany nie są wielkie. Popatrzmy od strony zmian strukturalnych, bo one są dość istotne, dość wyraźne. Polityków się dobiera - te personalia to jest oczywiście najciekawsze z punktu widzenia dziennikarskiego, ale też opinii publicznej, to było wczoraj najbardziej intrygujące - ale mamy po pierwsze reorganizację resortów, przepływy międzyresortowe, nie do końca wczoraj przez pana premiera opowiedziane, ale premier powiedział, że będzie systematycznie ujawnił przydział zadań poszczególnym resortom. Pojawiają się nowe resorty, chociażby resort, który wczoraj nie został nazwany, ale pierwotna jego nazwa to Ministerstwo Zasobów Narodowych, które przejmie władzę nadzorczą nad spółkami Skarbu Państwa, co jest władzą istotną, bo potrzebujemy synergii między spółkami Skarbu Państwa po to, żeby spełnić obietnice wyborcze, bo nadciągają lata, wydaje się, ekonomicznie trudniejsze. To o czym prezes mówił, prawdopodobieństwo spowolnienia gospodarczego jest bardzo wysokie.

To od razu pana spytam, w takim razie będzie to rząd, który będzie mniej socjalny, a bardziej - nie chcę powiedzieć liberalny - ale pytanie jest takie: czy będą obcięte programy, takie jak 500+?

Nie, oczywiście nie będą.  

Podniesione podatki?

Nie, tak nie będzie. Oczywiście, działania socjalne, uruchomione w ciągu ostatnich 4 lat, nie zostaną zmienione, natomiast potrzebne są następne bodźce rozwojowe, żeby utrzymać rozwój, wzrost PKB na poziomie ok. 4 proc.

Ale to jest niemożliwe. Już nawet wszystkie agencje i Komisja Europejska obniżają nam prognozy.

4 z kawałeczkiem. 4,1. 4,2. Proszę pamiętać, że zawsze te prognozy były potem przekraczane o 0,2, 0,3.  Natomiast nie możemy sobie pozwolić na spadek poziomu rozwoju poniżej 3 proc., ponieważ wtedy będzie zagrożenie dla realizacji przede wszystkim zadań inwestycyjnych.

Skoro programy socjalne będą zachowane, to skąd te pieniądze brać - podatki będą zachowane?

Nie, nie ma w ustawie budżetowej na rok 2019 nie ma podnoszenia istniejących podatków, wręcz odwrotnie: od 1 października - przypominam państwu - nastąpiło obniżenie podatki PIT dla wszystkich w pierwszej grupie podatkowej o 1 proc. Standardowo weszło zapowiadane dawno obniżenie podatku CIT do poziomu najniższego w Unii Europejskiej oraz będzie mały ZUS, czyli w pewnym sensie się obniża tę skalę fiskalizmu nałożoną na przedsiębiorców czy obywateli.    

To jeszcze raz prostymi słowami dla takich ludzi, którzy nie mają takich w meandrach politycznych orientacji, jaką ma pan profesor, to będzie rząd przebudowy czy to będzie raczej rząd ciepłej wody w kranie, takiego administrowania państwem przez 4 kolejne lata?

Nie, musi to być rząd przebudowy, ponieważ administrowanie w takim klasycznym rozumieniu, czyli owa filozofia ciepłej wody w kranie, jest politycznie kompletnie nieefektywne. Prawo i Sprawiedliwość jest partią, od której Polacy oczekują zmian. Jest tylko pytanie istotne, na które PiS musiało odpowiadać przez ostatnie dwa lata: zakres zmian i głębokość zmian. Ostatnie dwa lata rządów premiera Mateusza Morawieckiego były to zmiany, ale zmiany punktowe w określonych dziedzinach, które wymagały naprawy. Nie były to zmiany rewolucyjne, bo nie ma w polskim społeczeństwie przyzwolenia na żaden radykalizm. 

Kończąc wątek, zapytam pana o ministra sportu, bo od wczoraj jest wakat.

Nie ma decyzji personalnej. Te rozmowy będą nadal trwały.

Czemu?

Bo było odejście dobrego ministra, pana Witolda Bańki i proszę pamiętać, że rząd jest rządem Zjednoczonej Prawicy i to kwestia porozumienia między małymi koalicjantami a Prawem i Sprawiedliwością. Poczekajmy kilka dni, na pewno ta kwestia zostanie wyjaśniona.

A może jest to jakaś forma kuszenia kogoś z opozycji...

Ma pan pewnie na myśli Senat. Nie jest to wykluczone.

Serio?

Nie jest to wykluczone. Wszędzie poszukujemy rozwiązania w Senacie, bo mamy pełną świadomość...

Ale biorąc przedstawiciela opozycji do Ministerstwa Sportu?

Panie redaktorze, to jest ministerstwo wizerunkowo bardzo istotne. Może nie o wielkim budżecie, bo jak porównamy to ministerstwo z budżetem z budżetem Ministerstwa Obrony Narodowej, no to jest to trochę porównanie muchy ze słoniem.

Nie mówiąc już o innych bardzo trudnych ministerstwach. To który z senatorów opozycji mógłby być przedstawicielem?

To nie jest pytanie do mnie, ja tych rozmów nie prowadzę.

To z kim PiS prowadzi rozmowy, jeśli chodzi o Senat? Czy już się pogodził, że ten Senat nie będzie PiS-owski?

Oczywiście, że nie, bo dla dobra rządzenia, dla dobra Rzeczpospolitej potrzebny jest czytelny układ, kto za to rządzenie odpowiada. Jest wielkie niebezpieczeństwo, że opozycja będzie się starała z Senatu, przede wszystkim z kancelarii Senatu, uczynić instrument, który będzie utrudniał rządzenie, bo w sensie prawnym to nie jest takie łatwe - kancelaria ma tylko 30 dni, żeby się odnosić do ustaw. Owszem, ma ustawę ustawodawczą, no i marszałek Senatu siłą rzeczy jest trzecią osobą w państwie. To jest bardzo ważna figura polityczna, że użyję takiego określenia. Natomiast w przestrzeni parlamentu ewentualny konflikt między dwoma kancelariami jest stanem bardzo trudnym i niepożądanym. Pamiętamy lata 2007-2010, wojnę Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Donalda Tuska z Kancelarią Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Czym to się kończyło, wszyscy doskonale wiemy.

Krótko mówiąc - coś do 12 się zmieni w tej w kwestii czy nie? Pierwsze posiedzenie wtedy już będzie.

Będziemy wszyscy, i pan, i ja, pewnie oczekiwali tego głosowania nad marszałkiem Senatu, 12 listopada, bo może być niespodzianka. To wcale nie musi być tak, jak arytmetycznie wynika, jak sobie obliczył Grzegorz Schetyna. Wcale tak nie musi to wyjść.

Wczoraj przedstawiciele PiS-u nawet mówili, że senator Grodzki to nie byłby zły kandydat na marszałka Senatu.

Nie wiem. Nie znam pana prof. Grodzkiego, nie jestem w stanie tej kandydatury ocenić. Nie znam go ani w sensie politycznym, a tym bardziej prywatnym.

Idzie pan na Marsz Niepodległości? 

Zamierzam go spędzić w Lublinie, w swoim rodzinnym mieście. Nie będzie mnie w tym roku w Warszawie. 

Przed telewizorem?

Nie, na uroczystościach regionalnych. Zmienia się u mnie wojewoda, który został posłem. Są to jego ostatnie uroczystości w randze wojewody. 

A to dobrze czy źle, że w tym roku ani prezydent ani przedstawiciel kancelarii premiera, oficjalnie przynajmniej, w tym marszu nie będzie szedł?

Pamiętajmy, że rok temu mieliśmy marsz na 100-lecie Niepodległości. Miał on określony kontekst polityczny. Chciano ten marsz w pewnym sensie ośmieszyć, czy też wszczepić do niego łatkę, wiadomo jaką - marszu nacjonalistycznego, wręcz nawet faszystowskiego. I to uczestnictwo pana prezydenta Andrzeja Dudy i rządu, sam miałem przyjemność iść w czołówce tego marszu, musiało się odbyć. Ponieważ 100-lecie Niepodległości wymagało uświetnienia na skalę historyczną.

Czy może dziś PiS się dystansuje, bo przedstawiciele Konfederacji będą szli na czele?

Nie, nie o to tu chodzi. Proszę pamiętać, że PiS przed tym marszem na 100-lecie Niepodległości miało zawsze swoje własne uroczystości. One były organizowane w Krakowie. Świętowało rok do roku niepodległość Rzeczpospolitej. 

Czy po decyzji Donalda Tuska Andrzej Duda ma z kim przegrać wybory prezydenckie?

Andrzej Duda ma w ogóle, z kim przegrać wybory prezydenckie. Te wybory nie są rozstrzygnięte. Nie zgadzam się z tymi analitykami, którzy mówią, że one się rozstrzygną w I turze. Rozstrzygnięcie w I turze byłoby możliwe pod jednym warunkiem - że opozycja wystawi jednego kandydata.

To jest chyba nierealne?

I nierealne i nieefektywne, bo pójdzie wtedy ścieżką Koalicji Europejskiej. Wiemy, czym to się dla opozycji kończy. Kończy się przegraną z PiS-em, z bardzo prostego powodu - dla takiej polityki, jaką realizuje PO od roku 2015, mamy ponad 70-proc. dezaprobatę. Polacy nie chcą polityki polegającej na przemyśle pogardy, awanturach, totalnej opozycyjności.

To może tzw. "kandydat obywatelski" może odebrać Andrzejowi Dudzie drugą kadencję? Mówi się o profesorach: Rzeplińskim, Matczaku, Bodnarze. Wchodzi w grę też Jerzy Owsiak, a nawet Szymon Hołownia.

W kontekście tych postaci, które pan wymienił, jest to bardzo mało prawdopodobne. Kandydat obywatelski ma sens wtedy, i tylko i wyłącznie, kiedy będzie kandydatem ok. 10 proc. wyborców antysystemowych. Czy prof. Rzepliński może być kandydatem wyborców antysystemowych? Nieprawdopodobne.

A Jerzy Owsiak?

Też absolutnie nie, ponieważ jest ideologicznie określony. Siła Pawła Kukiza polegała na tym, że on się pojawił w przestrzeni publicznej, tej politycznej -  ze sceny zszedł, powiedzmy. Ale był rozpoznawalny. Nasze pokolenie doskonale identyfikowało Pawła Kukiza. A tym bardziej młodsze pokolenie. On był politycznie człowiekiem nowym, ale nie był zgrany ideologicznie. 

A Szymon Hołownia?

Zdecydowanie nie. On jest niewybieralny na urząd prezydenta.