Witold T. najpierw próbował zatrzymać samochód, który - jak twierdził - zajechał mu drogę, potem wyskoczył ze swojego auta i krzycząc, przystawił kierowcy pistolet do skroni. Schował broń dopiero wtedy, gdy świadkowie podnieśli alarm.
Prokuratura zarzuciła agentowi stosowanie gróźb karalnych i nadużycie uprawnień służbowych. Witold T. nie przyznaje się do winy.