Zażądali natomiast ujawnienia inwestora, który jest zainteresowany drużyną. To, według radnego Witolda Skrzydlewskiego, jest niemożliwe. Podanie do publicznej wiadomości informacji kto, chce wyłożyć pieniądze na ŁKS, byłoby jednoznaczne z wycofaniem się inwestora. Kibice prosili, żeby miejscy rajcy zajęli się sprawą, ale radni byli głusi na argumenty sympatyków drużyny.
Pobyt fanów ŁKS-u na balkonie sali obrad zakończył się okrzykami: „rozliczymy was przy wyborach” i „czego się boicie”? W takim tonie wypowiadał się też Karol Rimler ze Stowarzyszenia Kibiców Łódzkiego Klubu Sportowego. Zapowiedział, że radni nie mogą liczyć na ciepłe przyjęcie, kiedy pojawią się na trybunie VIP, czy z ulotkami wyborczymi. Tłumaczył, że nawet powołanie nowej spółki, bez dofinansowania miasta, byłoby dobrą decyzją. Wtedy drużyna mogłaby grać w rundzie wiosennej. Na koniec jeszcze kibice odśpiewali: „ŁKS nigdy nie zginie”.
Radni mają wrócić do sprawy w poniedziałek na nadzwyczajnej sesji.
Kiedy fani ŁKS-u wchodzili do magistratu, przez chwilę zrobiło się gorąco, bo w tym samym czasie zjawili się kibice Widzewa. Jednak policja, która eskortowała kibiców, nie dopuściła do siebie sympatyków obu drużyn, odgradzając ich kordonem.