Do wypadku doszło dwa lata temu. Kobieta na lekcji jazdy zjechała na przeciwległy pas ruchu i zderzyła się czołowo z innym autem. Szkolny samochód nie miał założonych zimowych opon.
Winą kursantki - wyjaśniał sędzia - było prowadzenie samochodu ze zbyt dużą prędkością i w rezultacie utrata panowania nad pojazdem. Instruktor natomiast odpowiada za to, że nie reagował na zbyt szybką jazdę i dopuścił do jazdy samochodem, który nie był odpowiednio wyposażony.
Tymczasem instruktor Maciej Kula, który od 10 lat szkoli instruktorów jazdy w Radzyniu Podlaskim, nie ma wątpliwości, że wina nie leży po stronie kursantki. Instruktor, który jest osobą doświadczoną, powinien wiedzieć, że w takich warunkach kierujący nawet z wieloletnim stażem będzie miał problemy, a co dopiero kursant, który uczy się. Do tej jazdy w ogóle nie powinno dojść, powinna zadziałać wyobraźnia, wiedza i doświadczenie instruktora. Gdyby ten pan zachował procedury bezpieczeństwa (…) do tragedii by nie doszło - mówi reporterowi RMF FM Krzysztofowi Kotowi Maciej Kula: