Do zdecydowanego działania przeciw dopalaczom administracja potrzebowała mocnego bodźca. Mimo że zabójcze właściwości dopalaczy znane były niemal od samego początku ich dystrybucji, państwo nie mogło sobie z nimi poradzić. Ani inspekcja handlowa, ani ministerstwo zdrowia, ani zmiany ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, ani wypowiadanie umów najmu – nie działało nic. Zadziałało dopiero nagromadzenie w bardzo krótkim czasie kilku przypadków ciężkich zatruć, a zapewne i śmierci.
Dopiero wtedy odnaleziono przepis ustawy o Państwowej Inspekcji Sanitarnej:
Art. 27. 1. W razie stwierdzenia naruszenia wymagań higienicznych i zdrowotnych, państwowy inspektor sanitarny nakazuje, w drodze decyzji, usunięcie w ustalonym terminie stwierdzonych uchybień.
2. Jeżeli naruszenie wymagań, o których mowa w ust. 1, spowodowało bezpośrednie zagrożenie życia lub zdrowia ludzi, państwowy inspektor sanitarny nakazuje unieruchomienie zakładu pracy lub jego części (stanowiska pracy, maszyny lub innego urządzenia), zamknięcie obiektu użyteczności publicznej, wyłączenie z eksploatacji środka transportu, wycofanie z obrotu środka spożywczego, przedmiotu użytku, materiałów i wyrobów przeznaczonych do kontaktu z żywnością, kosmetyku lub innego wyrobu mogącego mieć wpływ na zdrowie ludzi albo podjęcie lub zaprzestanie innych działań; decyzje w tych sprawach podlegają natychmiastowemu wykonaniu.
Tak po prostu.
Ten sposób na rozprawienie się z dopalaczami można było zastosować już dawno.
Kilka poważnych zatruć, a być może śmierci wcześniej.