"Jak z każdą ciężką, trudną decyzją: coś się kumuluje i przychodzi moment przełomowy, kiedy mówi się: basta!" - tak o swoim odejściu z Nowoczesnej mówiła w Porannej rozmowie w RMF FM Joanna Schmidt. "Uważam, że byłam sekowana w partii i klubie. Przez obecne władze. (…) To trwa już bardzo długo" - stwierdziła, a dopytywana przez Roberta Mazurka, na czym to "sekowanie" polegało, odparła: "Muszę wrócić do tego trudnego momentu sprzed roku związanego z wyjazdem na sylwestra. Była prośba do mnie, żebym stała się ofiarą tego wyjazdu". Jak następnie stwierdziła: zgodziła się na taki scenariusz "dla dobra partii… tak się mówi, panie redaktorze: dla dobra partii". "Dzisiaj słyszę głosy, że powinnam zrezygnować z ALDE - jestem wiceprzewodniczącą liberałów europejskich. Nie ma takiej opcji" - oświadczyła również Schmidt. W kontekście swoich politycznych planów na przyszłość posłanka oceniła, że "Polacy nie chcą POPiS-u" i że nowa partia jest "absolutnie" potrzebna. "Postaramy się, żeby był ten trzeci wariant. (…) To miałaby być partia liberalna, społeczna" - zadeklarowała. Dopytywana natomiast w internetowej części rozmowy o to, z kim chciałaby w takim nowym ruchu współpracować, Joanna Schmidt zdradziła: "Widziałabym tam takich ludzi jak Robert Biedroń, Barbara Nowacka, Ryszard Petru, Krzysztof Mieszkowski (…). To nie musi być koniecznie wspólny program, tylko te wartości na poziomie ‘meta’".

Joanna Schmidt /Bartosz Sroczyński /RMF FM

Robert Mazurek: Joanna Schmidt jest naszym gościem, była posłanka Nowoczesnej i stąd pytanie: czy jest życie po Nowoczesnej?

Joanna Schmidt: Oczywiście, że jest życie po Nowoczesnej. Dowodem jest to, że tutaj jestem.

POSŁUCHAJ CAŁEJ ROZMOWY ROBERTA MAZURKA Z JOANNĄ SCHMIDT:

No dobrze, a jak to będzie teraz wyglądało? Dlaczego pani wystąpiła z Nowoczesnej? Zabraniali pani czegoś?

Oczywiście z jednej strony mogę powiedzieć na okrągło, że jest oświadczenie, bo rzeczywiście każde słowo jest tam przemyślane, na wszystkie sposoby. Ale tak, jak z każdą ciężką, trudną decyzją - to wszystko po prostu się kumuluje i w pewnym momencie jest taki moment przełomowy, kiedy już mówi się po prostu "basta". Na pewno impulsem było wyjście mojej koleżanki Joanny Scheuring-Wielgus. Ale po prostu Nowoczesna stała się projektem... projektem nie takim, który tworzyłam 3 lata temu, począwszy od Torwaru. Nie z takimi wartościami. I to jest projekt, w którym po prostu już nie chciałam uczestniczyć.

Zaraz o tym porozmawiamy, tylko...

Mam taki instynkt samozachowawczy. Tak, jak jest w biznesie: jak się już nie chce jakiegoś projektu kontynuować, jak się już nie chce z jakimiś ludźmi współpracować, to się ma tę możliwość wyjścia. I ja w polityce nadal uważam, że mogę pracować z ludźmi, z którymi chcę pracować.

No dobrze, tylko Joanna Scheuring-Wielgus powiedziała, że ona nie mogła tam dłużej być, bo zabraniano jej występowania w sprawie niepełnosprawnych. A czy pani czegoś zakazano?

U Joanny na pewno to była taka "kropka nad i", taki moment przełomowy, ale powtarzam: Joanna Scheuring-Wielgus walczy od paru miesięcy o to, żeby w Nowoczesnej poukładać pewne sprawy, konflikty, nieporozumienia. To samo jeżeli chodzi o moją osobę...

"Moja osoba" to ulubione sformułowanie Beaty Kempy. Naprawdę, proszę nie iść tą drogą.

Uważam, że byłam sekowana w partii, w klubie.

Przez kogo?

Przez obecne władze.

Czyli przez panią Katarzynę Lubnauer i przez przewodniczącą klubu, Kamilę Gasiuk-Pihowicz?

Katarzyna Lubnauer jest przewodniczącą partii, Kamila Gasiuk-Pihowicz jest teraz szefową klubu i...

One panią sekowały, tak?

Na pewno to jest zawsze lidera odpowiedzialność. To już bardzo długo trwa. Uważam, że jako poseł niezależny, na zewnątrz, z moją energią, pomysłami, aktywnością, którą udowodniłam w pierwszym okresie posłowania - mogę po prostu działać z większą korzyścią dla tej szeroko rozumianej opozycji.

Poświadczam, rozmawialiśmy przed wejściem na antenę, energii pani poseł nie brakuje. Ale, pani poseł, na czym polegało sekowanie Joanny Schmidt w Nowoczesnej w takim razie?

Wie pan, panie redaktorze... Ja zawsze muszę wrócić do tego momentu sprzed roku, kiedy był rzeczywiście ten trudny moment związany z wyjazdem na Sylwestra. Była prośba do mnie, żebym stała się po prostu ofiarą tego wyjazdu. Dobrze, no to Joanna Schmidt zrezygnuje z prezydium. Zrezygnowałam. No bo "musimy coś dać"...

Ktoś musi być kozłem ofiarnym?

Tak. No to Joanna Schmidt. Dalej nie pomaga, no to: "Joanna, może zrezygnujesz z zarządu partii?" Partii, którą tworzyłam...

Ale nie miała pani pretensji do Ryszarda Petru? Przecież to on razem z panią wyjechał. Dlaczego on nie poniósł ceny, a pani tak?

Ryszard Petru był wtedy przewodniczącym klubu i przewodniczącym partii.

Rozumiem, że pani się zgodziła ponieść ofiarę... zbiorową.

Tak. Dla dobra partii - tak się mówi, panie redaktorze. Dla dobra partii. A to postępowało. Dzisiaj słyszę głosy, że powinnam zrezygnować z ALDE - jestem wiceprzewodniczącą liberałów europejskich. Nie ma takiej opcji, od razu przekazuję taką informację...

Koleżankom.

...koleżankom. Procedura jest jasna, 400 osób - delegatów z całego świata, liberałów - głosowało.

Rozumiem, że koleżanki z partii - te, które pozostały w Nowoczesnej, namawiały panią, by pani zrezygnowała.

Nie, nie. Takie po prostu głosy ze struktur - osób, które wspierają obecne szefostwo -słyszę. Procedura jest jasna. Można zwołać taki kongres, dwie trzecie osób może odwołać mnie jako wiceprzewodniczącą.

Pani poseł, spróbujmy to jakoś usystematyzować. Pani w styczniu, po zamieszaniu z głosowaniami aborcyjnymi mówiła, że "widać, że Kamili Gasiuk-Pihowicz debiut w roli szefowej klubu nie wyszedł". Co teraz? Dlaczego musiała pani odejść? Dlaczego Kamila Gasiuk-Pihowicz się nie sprawdziła, pani zdaniem?

Uważam, że moja decyzja o odejściu była najbardziej uczciwą decyzją wobec siebie. Ja się czuję tak lekko i tak dobrze, taka ulga. Absolutnie nie namawiam innych osób do wyjścia, a na pewno nie struktury, z którymi jestem w kontakcie. Ale ja czuję ulgę. To utwierdza mnie w tym, że to była bardzo dobra decyzja. I zakładam, że również w klubie odczuwana jest taka ulga. Bo słyszeliśmy, że działaliśmy na szkodę partii, na szkodę klubu.

A czy Katarzyna Lubnauer w takim razie nie sprawdza się w roli szefowej Nowoczesnej?

Katarzyna Lubnauer zawsze mówiła to Ryszardowi (Petru), że sondaże są odzwierciedleniem tego, czy szef się sprawdza czy się nie sprawdza.

No to w takim razie jak pani to ocenia? Bo sondaże nie są dla pani byłej partii najlepsze.

No nie są najlepsze.

Czyli?

Sondaże są odzwierciedleniem jakości zarządzania partią.

Pani poseł, co dalej? Wczoraj był w naszym studiu Sławomir Neumann, szef klubu Platformy. Powiedział, że uważa, że to, co panie zrobiły to duży błąd, bo dziś jest czas łączenia, a nie dzielenia opozycji. Dlaczego pani dzieli opozycję?

Ja wiedziałam, że posłowie przejmą taką retorykę. Oczywiście i pana Sławka (Neumanna), i pana Grzegorza Schetynę, spotykając na korytarzu Sejmu - to były takie dwuminutowe wymiany zdań - uspokajałam...

Ale jak to wyglądało, ta wymiana zdań?

Mówiłam: "spokojnie chłopaki, do wyborów samorządowych będziemy powstrzymywać się od krytyki".

"Spokojnie, chłopaki", a oni mówią: "co, dziewczyno?"

Ale po wyborach samorządowych będzie trochę ostrzej. Grzegorz Schetyna jest takim politykiem, że myślę, że za bardzo się tym nie przejmuje. Muszą wiedzieć, że zawsze może być ta trzecia opcja - że Polacy nie są PO-PiS-u, więc postaramy się aby był ten trzeci wariant, ten wybór, ten realny wybór.

Ryszard Petru dzisiaj w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" wspomina, że potrzebny jest nowy projekt. Zapomnijmy na chwilę o słowie "projekt", bo to jest takie nadużywane słowo, nawet kiedy nie chcemy powiedzieć "partia". Czy jest potrzebna nowa partia?

Absolutnie tak. Absolutnie tak i takie są głosy zarówno od naszych wyborców, od moich wyborców, osób też wspierających Nowoczesną, ale też innych środowisk obywatelskich. Ostatnie 2 lata to jest ogromne ożywienie potencjału społecznego.

A jaka to miałaby być partia?

To miałaby być partia liberalna, społeczna.

Wie pani, jako żywo, jest już taka partia, nazywa się Nowoczesna.

Nowoczesna zatraciła taką swoją czystość, jeśli chodzi o liberalne rozwiązania, o takie stanowcze poglądy, o odważne decyzje. Ja tego nie widzę.

Ale wie pani, bo to bardzo łatwo jest mówić w studiu sejmowym, że jesteśmy twardzi, liberalni, czysto liberalni, a później pani powiedzą: co pani zrobi z niepełnosprawnymi protestującymi w Sejmie? Da im pani jeszcze więcej? Rząd PiS-u mówi: zwiększyliśmy wydatki na nich o 40 procent. A końca protestu nie widać.

To jest odpowiedzialność obecnego rządu dzisiaj, tak. To oni, przepraszam bardzo, ale sprowokowali te osoby niepełnosprawne... 

Poważny polityk powinien wiedzieć, co należy zrobić - jak należy z tej sytuacji wyjść.

Panie redaktorze, postulaty tych niepełnosprawnych są jasne. Jasno artykułują i to premier Morawiecki sprowokował ich na kongresie w sobotę. Naprawdę oczekiwali, że kto jak kto, ale rządu PiS-u odpowie na zapotrzebowania niepełnosprawnych. A co usłyszeli? Że będzie 1,5 miliarda rozdanych wyprawek szkolnych.

A co usłyszą od pani? Że: "chcemy być partią twardoliberalną"?

Liberalną, społeczną. W całej Europie, na świecie, nie ma już miejsca na liberalizm w tym takim pojęciu sprzed 50 lat. On się nie sprawdził. Musi być wrażliwość społeczna.

O tym, jak połączyć wrażliwość społeczną z tym "nie dla populizmu' i "nie dla rozdawnictwa" - czyli tym, co powiedział twardo Ryszard Petru: "nie popieramy rozdawnictwa i populizmu, my zawsze mieliśmy być partią ludzi przedsiębiorczych, reprezentującą tych, którzy sobie poradzili".

Podpisuję się pod tym zdaniem.


Joanna Schmidt: Nowa partia? Ważne są wartości na poziomie "meta"

"Przede mną chwila działalności w ramach niezależności. Jest bardzo dużo czasu. Do wyborów samorządowych nie zadzieje się raczej nic" - tak o możliwości powstania nowej partii, stanowiącej konkurencję dla duopolu PO-PiS, mówiła w internetowej części Porannej rozmowy w RMF FM Joanna Schmidt.

Jak oceniała, "potencjał społeczny jest pobudzony". "Wierzę, że uda się spiąć tę energię i powstanie coś rewelacyjnego" - stwierdziła.

Z kim chciałaby współpracować w takim ruchu? "Widziałabym tam takich ludzi jak Robert Biedroń, Barbara Nowacka, Ryszard Petru, Krzysztof Mieszkowski i wielu innych polityków. Wspólny mianownik? Muszą być wspólne wartości. To nie musi być koniecznie wspólny program, tylko te wartości na poziomie ‘meta’" - zaznaczyła Schmidt.

Pytana natomiast przez Roberta Mazurka o trwający w Sejmie protest osób z niepełnosprawnościami i ich opiekunów posłanka stwierdziła, że więcej pieniędzy na zaspokojenie ich potrzeb mogłoby pochodzić np. z modyfikacji programu 500+.

"Jeżeli można dać 500 zł gotówki wszystkim, to nie można mówić, że osoba niepełnosprawna nie będzie dokładnie wiedziała, na co wydać te pieniądze" - skrytykowała Schmidt.

Zobacz internetową część Porannej rozmowy w RMF FM!