"Kombinują jak oszukać" - tak Janusz Śniadek, poseł PiS i były szef centrali związkowej NSZZ Solidarność komentuje pomysł niektórych galerii handlowych, które próbują "obejść" prawny zakaz handlu w niedzielę. "Zakupy u mnie w domu robi żona" - podkreśla Poranny gość Roberta Mazurka w RMF FM i jak dodaje: w niedzielę nie ma takiej potrzeby. "Żabka będzie otwarta, bo jest sklepem franczyzowym. Będzie mogła być otwarta, jeżeli właściciel stanie za ladą. Podobnie sytuacja wygląda w innych, małych sklepach. Otwarte w niedzielę mogą być te, w których pracuje właściciel, albo jego rodzina" - tłumaczy Janusz Śniadek.

Robert Mazurek: Zakupy już zrobione? Bo wie pan, teraz niedziela, zamknięte sklepy całą dobę, nie wiem, jak pan to przeżyje, jak ludzie to przeżyją.

Janusz Śniadek: Nie wpisują się w ten żartobliwy ton to jednak powiem, że zakupy u mnie w domu głównie żona robi i bardzie pieczołowicie i starannie tak że w soboty i niedziele nie ma takiej potrzeby.

Żona nosi te siaty z zakupami u pana w domu, tak?

Czasem dzielnie wybiegam naprzeciw, jak wiem, że już m i pomagam.

Katastrofa, co za model. Ale tak naprawdę panie pośle, wie pan o tym, że teraz wszystkie sieci handlowe zastanawiają się, jak obejść zakaz handlu w niedzielę?

POSŁUCHAJ PORANNEJ ROZMOWY W RMF FM

09.03 Gość: Janusz Śniadek

To prawda, ale można powiedzieć, że kombinują, jak oszukać.

Czy w takim razie będą za to karani? Dam panu przykład bliskie pani Galerii Metropolia w Gdańsku, która jest czystą galerią handlową, ale teraz wstawiła tam podobno kasę biletową i będzie mówiła, że jest dworcem. W tej sytuacji będzie mogła sprzedawać dalej wszystko, co było dotychczas.

Wiem, o którą chodzi, we Wrzeszczu. Równie dobrze mogę powiedzieć, że ponieważ ma tam ubikację, to jest szaletem publicznym.

To jest bardzo dobry przykład tego, jak ludzie będą próbowali obejść prawo, które im się nie podoba.

No więc właśnie, i na tę okoliczność jest przewidziana w ustawie kara, którą może nakładać Inspekcja Pracy, od 1000 do 5000 tys. zł inspektor z marszu, a do 100 000 zł w drodze sądowej.

A kara za co? Za to, że otworzyli sklep, jeśli nie mieli do tego prawa?

No tak, do tego to się sprowadzi.

A kto będzie rozstrzygał, że ta rzeczona Galeria Metropolia jest dworcem, czy nim nie jest? W końcu sprzedaje bilety.

Sąd będzie to rozstrzygał w oparciu o regulacje ustawy. Również jest ustawa o transporcie kolejowym, która rozstrzyga, jakie kryteria rozstrzyga obiekt, który jest dworcem.

No właśnie, ja tego nie wiem. Jakie powinien spełniać? Bo rozumiem, tory i tak przez dworzec też nie przebiegają tylko obok.

Są definicje. Wie pan, to jest też kwestia bezpieczeństwa ludzi i obiektu. Jest to zdefiniowane w ustawie, ja w tej chwili ustawy z pamięci cytował nie będę. Zajmą się tym prawnicy i to rozstrzygną.

Biedronka już rozważa, żeby w soboty otwierać sklepy nie do 23, albo nawet później, ale za to w poniedziałki już uwaga 15 minut po północy. Mówią, że będą otwierać właściwie nie dla klientów, tylko będą tam przychodzili ludzie, którzy będą musieli rozłożyć towar. Lidl, czyli konkurencja, też zapowiada, że będzie pracował dłużej i w poniedziałki wcześniej będą tam musieli przychodzić pracownicy. I tak dalej i tak dalej. I to właściwie  chodziło?

To prawa, że w tej chwili media są pełne tego rodzaju różnych spekulacji. Być może częściowo są one prowokowane przez samych handlowców. Ja zakładam, tak jak wszędzie, że jednak jest tutaj pewne minimum racjonalności. Że ci pracodawcy, handlowcy, nie będą robili rzeczy, które nie są racjonalne. Otwieranie sklepów o północy z niedzieli na poniedziałek, budzi jednak pewne wątpliwości, co do obrotów, czy ilości klientów, którzy się tam zdarzą w tym czasie. A robić to tylko po to, żeby wprowadzić rodzaj szykany wobec pracowników - też jest absurdalne, czy płacić dodatki za pracę w godzinach nocnych. Myślę, że tu samo życie i racjonalność tego co się robi, uporządkuje to. A jeśli, pomimo tego wystąpią jakieś patologie, to być może w jakiś sposób będziemy zmuszeni, żeby reagować. Dajmy sobie czas na przyjrzenie się temu, jak ta - owszem nowa regulacja w naszych warunkach, w naszym kraju  - zadziała.

No właśnie, pan mówi, że w naszym świecie, naszym kraju to jest nowe. Rzeczywiście sprawdziliśmy trochę, jak to jest za granicą i jest bardzo różnie, tak naprawdę. Trudno jest powiedzieć, że w większości krajów europejskich sklepy są w niedzielę zamknięte. Bo te sklepy są, tak naprawdę, zamknięte na cztery spusty w Niemczech, w Austrii, ale gdzie indziej bywa różnie.

To prawda.

Na pewno zna pan przykład Węgier, gdzie wiosną 2015 roku zamknięto sklepy w niedziele. No i ta zabawa trwała rok, bo później otwarto je, bo Węgrzy jednak zażądali tego.

Przykład węgierski znam doskonale i on jest zupełnie, jak gdyby nieadekwatny do przykładu polskiego.

Dlaczego?

Bo tam pewna specyfika kulturowa, tam od lat, można powiedzieć od wieków, niedziele były takimi dniami handlowymi, to raz.

Ale wie pan, u nas ostatnie 25 lat, to jest co najmniej jedno nowe pokolenie, ludzi wychowanych w takim czasie, gdzie sklepy są otwarte zawsze.

No dobra, ale jednak mimo wszystko umówmy się, że przez te 25 lat to otwieranie sklepów nie od razu tak, to był pewien proces, który postępował.

Nie, akurat na początku lat 90. sklepy były otwarte zawsze.

W tym roku sobie powiedziałem, że dla mnie osobiście mija dwudziestolecie, kiedy prowadzę batalię o ograniczenie, nie o zakaz, tylko o ograniczenie handlu w niedziele. Ale wracając do przykładu Węgier, tak naprawdę rząd węgierski cofnął się tutaj z tego politycznie, ponieważ w obliczu zbliżającego się referendum w sprawie uchodźców, była tam taka możliwość, że opozycja dorzuci ten temat handlu.

Tak, że dopisze pytanie.

I tutaj politycznie po prostu to było bardzo niewygodne i to był rzeczywisty powód wycofania się z tego.

Tak, panie pośle. Jak parlament podejmuje decyzje, to zawsze jest polityka. A ja mam do pana takie proste pytanie: niech pan wytłumaczy naszym słuchaczom, które sklepy będą zamknięte, a które nie? Też czasami trudno zrozumieć ustawodawcę. Ja rozumiem, że będzie zamknięta Biedronka, ale na przykład Żabka będzie już otwarta.

Bo Żabka jest sklepem franczyzowym. I te właśnie franczyzowe takie, jak: Fresh czy Żabka, będą mogły być otwarte, podobnie jak różne małe sklepiki osiedlowe. Wszędzie tam, gdzie to właściciel osobiście będzie stawał za ladą niezależnie od tego, że w tygodniu być może zatrudnia pracowników. Natomiast...

Czyli, w tygodniu może zatrudniać pracowników, ale w weekend, jeśli chce, to będzie musiał sprzedawać osobiście. I wyłącznie osobiście?

Tak, tak.

Ale wyłącznie osobiście?

Nie. Jest pewna sytuacja, że mogą to być członkowie rodziny, ale nie pracownicy tego sklepu, czyli nie takie osoby, które normalnie na co dzień tam pracują. Wie pan, te wyjątki...

Dobrze panie pośle. Wie pan o tym, że w samym 2017 roku  w Polsce padło, zlikwidowano 12 tys. sklepów. Ja sprawdzałem te dane: od "dobrej zmiany" nic się nie zmienia. Od 2015 roku co roku kilkanaście tysięcy sklepów pada.

Ta regulacja ma być pewną odpowiedzią, czy reakcją na to zjawisko. Tak jak opozycja - broniąc się przed tą regulacją - krzyczała, że będą zwolnienia w handlu, to równocześnie nie dostrzegała, że obecna sytuacja dominacji tych wielkich sieci marketów powoduje upadłości tych różnych sklepików rodzinnych. To w tej chwili...

Chce nas pan uspokoić: wielkich zwolnień nie będzie. Tak?

Nie. Tutaj absolutnie zwłaszcza koleżanki i koledzy z handlu mają poczucie bezpieczeństwa i twierdzą, że w tej chwili jest ogromny deficyt pracowników.