Wszystko jasne. Kolumbia, Senegal i Japonia to rywale naszych piłkarzy na mundialu w Rosji. Grupa bez ani jednego rywala z Europy? Takich mistrzostw Świata jeszcze nie rozgrywaliśmy. W czerwcu zagramy z drużynami, o których wiemy niewiele. Co więcej, nawet dotychczasowe pojedynki z tymi reprezentacjami miały w sobie pierwiastek absurdu.

Polska została wylosowana z numerem 1 w grupie H /Bartłomiej Zborowski /PAP

Weźmy na tapetę taką Japonię. Sześć rozegranych meczów w historii, a bilans to 4 zwycięstwa i 2 porażki. Wygląda to całkiem nieźle, ale diabeł tkwi w szczegółach. Cztery zwycięstwa nad Japonią odnieśliśmy bowiem w ciągu zaledwie... kilkunastu dni. Wtedy na tournée do Japonii pojechała trochę taka "przebierana" reprezentacja. W płaszczyku pierwszej reprezentacji do Azji poleciała bowiem młodzieżówka. Mecze w Tokio, Nagoii czy Tokushimie zakończyły się jednak pełnym sukcesem. 13 strzelonych bramek i tylko 3 stracone. Wtedy jednak w Japonii futbolu dopiero się uczyli, a jak już przeszli szkolenie i zaprosili nas w 1996 roku to dostaliśmy 0:5. Sześć lat później - kilka miesięcy przed mundialem w Korei i Japonii przegraliśmy u siebie 0:2, co nie popsuło optymistycznych nastrojów przed mistrzostwami Świata, podczas których w takim samym stosunku przegraliśmy z Koreą. Bilans meczów z Japonią niczego nam więc nie mówi. No... może trochę mydli oczy. 

Kolumbia? Też było wesoło. Wystarczy wspomnieć jeden z pięciu meczów pomiędzy naszymi reprezentacjami. Rok 2006. Tuż przed wyjazdem do Niemiec na mundial gramy z Kolumbią w Chorzowie. Kadra Pawła Janasa przegrywa 1:2, a kuriozalną bramkę puszcza Tomasz Pusz... Kuszczak. Wtedy zaskoczył go bramkarz rywali. Daleki wykop, piłka odbiła się od murawy i wpadła do siatki. Zupełne wariactwo. Kariera Luisa Martineza, który strzelił gola Kuszczakowi, nie była oszałamiająca. Jego bilans w reprezentacji to 9 meczów i 1 gol. Jak na golkipera i tak nieźle. W końcu jest strzelona bramka, a ilu bramkarzy może się tym pochwalić... Jeszcze niedawno Luis Martinez grał w klubie America de Cali, choć częściej siedział na ławce. W historii polskiej piłki ma pewne miejsce. Kolumbijskiej pewnie też. Przed 2006 rokiem z Kolumbią graliśmy cztery razy. W 1990, 1985 (dwukrotnie) i w 1972 roku. To były jakże szczęśliwe dla nas igrzyska w Monachium. Trzy gole Gadochy, dwa Deyny. Wtedy to była zapowiedź fantastycznych wyników kadry Górskiego. 

Wreszcie Senegal, z którym nasza kadra nie grała nigdy. I co tu pisać? Jak się wymądrzać, skoro tej drużyny na Mundialu nie oglądaliśmy od czasów El Hadji Dioufa i roku 2002? Kto z nas oglądał Puchar Narodów Afryki w ostatnich latach? Senegal w tym roku był w ćwierćfinale. Na szczęście jest jakiś ślad stosunków piłkarskich polsko-senegalskich. W naszej lidze grali przecież Mouhamadou Traore, Pape Samba Ba, Mamadou Balde, Issa Ba, Dieme Yahiya... Palec pod budkę, kto pamięta więcej niż jednego?

Trudny to będzie mundial i niech nas nie zwiodą nazwy państw, które po piłkarsku poza Kolumbią mówią nam niewiele. Ludzie Nawałki będą musieli rozjechać się po świecie. Będą musieli poznać inne style gry, specyfikę afrykańskiej albo azjatyckiej piłki. Tym cenniejsze stają się teraz listopadowe sparingi kadry z Meksykiem i Urugwajem. Osobiście cieszę się, że zagramy z zespołami spoza Europy.

Mundial to święto światowej piłki i będziemy się mogli o tym przekonać. Także na trybunach, na których obok Polaków usiądą raz entuzjastyczni fani z Kolumbii, raz rozśpiewani Senegalczycy, a raz powściągliwi w emocjach Japończycy.