Antonio Tajani - nowy szef Parlamentu Europejskiego - to polityk bez charyzmy, jednak w porównaniu z Martinem Schulzem będzie bardziej przewidywalny a tym samym – profesjonalny. Nie będzie w tak ostentacyjny sposób uprawiać własnej polityki. Sam obiecał, że "będzie przewodniczącym każdego europosła". Z jednym wyjątkiem: będzie zawsze na pierwszym miejscu stawiać Włochy, a swoimi rodakami prawdopodobnie będzie próbował obsadzać - jak to zrobił w Komisji Europejskiej - wszystkie możliwe stanowiska.

Antonio Tajani w otoczeniu europarlamentarzystek po ogłoszeniu wyników wyborów na szefa PE /Patrick Seeger /PAP/EPA

W KE pozostała po nim niechlubna opinia "włoskiego mafioso". Pod tym względem nie zapowiada się dobrze. Ponieważ jednak został wybrany głosami konserwatystów, do których należy PiS, to raczej będzie stronić od publicznych połajanek w stosunku do Polski.

Tajani zapowiedział swoją neutralność wobec planów (zapisanych w osobnej umowie) jego partii i liberałów, żeby ukarać Polskę poprzez uchwalenie nowej legislacji (obecna powoduje, że UE jest bezradna, bo do nałożenia sankcji potrzeba jednomyślności wszystkich krajów UE). Jako przewodniczący nie będzie bezpośrednio realizować postanowień umowy, bo ma inne zadania i funkcję. Jednak ta niekorzystna dla Polski umowa jest faktem i z pewnością zwłaszcza liberałowie będą naciskać na jej realizację. Poza zapisami dotyczącymi nowej legislacji w sprawie praworządności w umowie są zapisy o zacieśnianiu eurostrefy (wykluczenie Polski?), budowaniu skrajne federalistycznej Unii i unijnym budżecie, który może się skurczyć.

Na pewno jednak Tajani nie będzie ingerować w wewnętrzne sprawy Polski, które nie leżą w gestii Unii, jak np. aborcja. Włoch ceni sobie nauczanie Jana Pawła II i jest religijny. Każdą ważną decyzję konsultuję ze swoim biskupem - półżartem opowiada chadecki eurodeputowany. Europejska konferencja episkopatów (COMECE) od razu, pełna nadziei na współpracę, pogratulowała Tjaniemu zwycięstwa.

Co Polska traci a co zyskuje w wyniku negocjacji wokół Tajaniego?

Polacy mogą stracić ważne europejskie stanowiska, ale zyskają inne. Stanowisko szefa Rady Europejskiej może stracić Donald Tusk, bo razem z Tajanim chadecy mają teraz kontrolę nad trzema unijnymi instytucjami: Parlamentem Europejskim, Komisją Europejską i Radą Europejską, co jest zachwianiem równowagi między grupami politycznymi. Socjaliści z pewnością zażądają "swojego człowieka" na miejsce Tuska, któremu kończy się kadencja. Za poparcie Tajaniego przez liberałów chadecy oddali także stanowisko Jerzego Buzka, czyli szefa Konferencji Przewodniczących Komisji. To ważne stanowisko koordynatora wszystkich komisji.

PiS w zamian za poparcie chadeka ma już natomiast "dogadane" utrzymanie stanowisk wiceprzewodniczącego PE (Ryszard Czarnecki) i kwestora (Karol Karski). PiS , które wraz z konserwatystami stał się języczkiem u wagi w czwartej turze i poparł Tajaniego, wychodzi z izolacji, bo utworzona została wielka centroprawicowa koalicja chadeków, liberałów i konserwatystów. To daje więcej możliwości oddziaływania i wpływania na decyzje.

Zyskamy prawdopodobnie także drugiego wiceprzewodniczącego PE. Bogusław Liberadzki z SLD został kandydatem socjalistów, którzy w wyniku przegranej Pittelli mają więcej niższych stanowisk do wzięcia.

(mpw)