Komisja Europejska łagodzi ton wobec Warszawy. Bruksela dementuje zarówno informacje o rozpoczęciu już procedury nadzoru nad Polską jak i doniesienia o obstrukcji, którą jakoby stosuje rząd PiS nie odpowiadając na listy unijnych komisarzy.

Jean-Claude Juncker /Wiktor Dabkowski /PAP/EPA

Nie ma żadnego ostatecznego terminu na odpowiedzi polskich władz na listy, które ws. TK i tzw. ustawy medialnej skierowała do Warszawy KE - powiedział rzecznik Margaritis Schinas. Po dosyć agresywnych i nadzwyczaj szybkich reakcjach Brukseli pojawiły się w KE głosy, że błędem były połajanki ze strony niemieckiego komisarza Guntera Oettingera. Usłyszałam także, że "polsko-niemiecka wojna" nikomu nie służy, i to błędne koło wzajemnych oskarżeń należy zastopować.

Niektórzy w KE, uważają także, że korzystne byłoby spotkanie na najwyższym szczeblu między jej szefem a prezydentem Andrzejem Dudą, który 18 będzie w Brukseli. Na razie w jego programie przewidziano jedynie spotkania z przedstawicielami NATO i szefem Rady Europejskiej Donaldem Tuskiem. Pierwsza wizyta polskiego prezydenta w Brukseli byłaby niepełna, gdyby nie doszło do spotkania z szefem Komisji Europejskiej.

Nie jest jeszcze za późno na rozszerzenie programu wizyty. Juncker jest bardzo uwrażliwiony na historię, zna naszą bolesną jej część (wiem, bo przeprowadzałam z nim kiedyś wywiad). Zna osiągnięcia polskiego społeczeństwa i często przy różnych okazjach o tym wspomina. Sądzę, że płaszczyzna porozumienia na pewno by się znalazła. A w takich sprawach najważniejszy jest dialog, który zapewni, że nie dojdzie do dalszej eskalacji na linii Warszawa - Bruksela.

Z moich informacji wynika, że KE nie rozpocznie już w przyszłym tygodniu - czyli 13 podczas "orientacyjnej" debaty nt. Polski -  procedury nadzoru nad naszym krajem. Nie oznacza to oczywiście, że KE akceptuje to co dzieje się wokół Trybunału Konstytucyjnego. Bruksela nawet łatwiej "przełknie" ustawę medialną niż ubezwłasnowolnienie TK. Z procedurą jeszcze zaczeka. A jeżeli ją jednak w pewnym momencie rozpocznie, to - jak tłumaczą moi rozmówcy w KE - niewiele to zmieni i niewiele będzie oznaczać dla Polski. Komisja ma niewielkie możliwości działania w takich kwestiach. To raczej dialog i informacja niż bat nad Polską - powiedział mi wysokiej rangi urzędnik KE.