Dokładnie 12 miesięcy temu Donald Tusk objął stanowisko szefa Rady Europejskiej. Jego kadencja kończy się za 1,5 roku. Jego poprzednikowi - Hermanowi van Rompuyowi - przedłużono okres urzędowania. Jednak Tusk - jak już w październiku pisałam - może stracić stanowisko. Jest jeszcze trochę czasu do podjęcia ostatecznej decyzji. Z przedłużeniem kadencji może być jednak trudno, gdyż oceny Tuska wciąż są nie najlepsze. W Brukseli często słychać głosy, że były polski premier przegrywa w konkurencji z szefem Komisji Europejskiej Jean Claude'em Junckerem.

Donald Tusk i premier Turcji Ahmet Dvutoglu /OLIVIER HOSLET /PAP/EPA

Zdaniem holenderskiego dziennikarza Fransa Begarda z "Algemeen dagblad" poprzednio mieliśmy silnego szefa Rady Hermana Van Rompuya i słabego szefa Komisji Jose Barosso. Teraz mamy mocnego Junckera i słabego Tuska. Nie przygotowuje dobrze spotkań. Ciągle ma problemy językowe. Za czasów van Rompuya wszystko było jak w zegarku - mówi korespondent holenderskiej gazety. I dodaje, że obecnie Unia Europejska jest bardziej podzielona niż kiedykolwiek, a scalanie jej i szukanie kompromisów to główne zadanie szefa Rady Europejskiej.

Rywalizacja między Junckerem a Tuskiem staje się coraz bardziej zażarta. Panowie robią sobie nawet na złość. Juncker zwołuje np. mini-szczyt w sprawie Bałkanów, chociaż to domena szefa Rady Europejskiej. Tusk natomiast podczas szczytu z Turcją przerywa relację na żywo w momencie, gdy właśnie zaczyna mówić szef Komisji.

Zwolennicy Tuska twierdzą, że te krytyczne oceny wynikają z "szorstkiego stylu" byłego polskiego premiera. On mówi prosto w oczy co myśli, krytykuje nawet przywódców, co tutaj w Brukseli jest rzadkością - mówi eurodeputowany PO Jan Olbrycht. Jednak krytyczne uwagi można usłyszeć nawet w jego własnej rodzinie politycznej, gdzie spekulowano o możliwości zastąpienia Tuska przez premiera Irlandii Endy Kenny'ego. Takie nieoficjalne rozmowy mieli prowadzić na szczycie chadeckich przywódców w Madrycie kilka tygodni temu koledzy partyjni Tuska. Donosiły o tym europejskie media.

Tusk widzi niebezpieczeństwo powrotu do kraju już za 1,5 roku. Zwłaszcza od wyborów w Polsce stał się nieco bardziej aktywny, zaczął bardziej zabiegać o kontakty z ambasadorami i eurodeputowanymi. W jednym tygodniu spotkał się z prawie wszystkimi liderami grup politycznych europarlamentu! To spotkania koniunkturalne, wcale mu na PE nie zależy - powiedział mi jeden z eurodeputowanych socjalistów po spotkaniu z Gianni Pittellą, szefem socjalistów.

Tusk stara się jednak umocnić swoją pozycję w Brukseli. Zaczyna nawet wykazywać nawet większą niezależność od kanclerz Niemiec Angeli Merkel - choćby w sprawie uchodźców. To jego koncepcja - wzmocnienia granic zewnętrznych - jest bliższa Grupie Wyszehradzkiej, niż lansowane przez Merkel i Junckera kwoty uchodźców. Tusk rozumie, że obecny rząd niekoniecznie będzie zabiegać o jego ponowny wybór i docierają do niego wypowiedzi na temat Trybunału Stanu. I z pewnością wolałby wrócić do Polski dopiero za 4 lata, tuż przed wyborami prezydenckimi...