To było bezsprzecznie zwycięstwo polskiej premier. To ona nadała ton debacie w Parlamencie Europejskim - spokojny, rozważny, z dystansem. Stwierdzając, że Polska jest i będzie członkiem Unii Europejskiej, premier Szydło wytrąciła wiele argumentów tym, którzy szykowali się do ataku.

Beata Szydło /Radek Pietruszka /PAP

Czy Twoim zdaniem przemówienia Beaty Szydło w Parlamencie Europejskim były przekonujące?

  • 76%
  • 24%
głosów: 7303

Socjaliści, chadecy (z PO na czele) i liberałowie nie zostali przez Beatę Szydło przekonani, ale nie potrafili tego odpowiednio wyrazić. Poddali się jej łagodnej retoryce i nie potrafili się już z niej wydostać. Nie byli merytorycznie przygotowani. To oni okazali się mało przekonujący, mdli, a nawet trochę żałośni. W pewnym sensie za nich mówili komisarze Timmermans i Oettinger. I do tego mocne wsparcie przyszło ze strony szefa konserwatystów - Syeda Kamalla (ECR). Aż miło było słuchać, jak brytyjski konserwatysta bronił Polski. Mocne słowa powiedział też Niemiec z grupy konserwatystów Hans-Olaf Henkel załatwiając na "niemieckim podwórku" porachunki z szefem PE Martinem Schulzem. Eurodeputowani PiS zręcznie rozdzielili role między Kamalla, Henkela a Legutkę. Po raz pierwszy PiS tak spektakularnie pokazał na arenie międzynarodowej, że ma przyjaciół, że potrafi ich włączyć do własnej polityki. Czeski eurodeputowany Petr Mach z  Europy Wolności (EFD) z kolei wystąpił z plakietką "Jestem Polakiem".

Ryszard Legutko podczas debaty w PE

Najmniejsze, nacjonalistyczne partie zrzeszone - np. wokół Frontu Narodowego Mariny Le Pen - były bardzo dobrze przygotowane. W kilku przypadkach Francuzi skutecznie bronili Polski podkreślając, że to nasz kraj przechowuje prawdziwe, chrześcijańskie wartości. Premier Szydło niepotrzebnie jednak klaskała i przybierała aprobujący wyraz twarzy, gdy przemawiali. Taką pomoc należy traktować instrumentalnie. Bicie brawo podważało wiarygodność słów premier o przywiązaniu do UE i odcięciu się od zarzutów o nacjonalizm.

Guy Verhofstadt podczas debaty w PE

Wyraźnie na końcu porażki nie wytrzymał szef liberałów, znany z ciętego języka i radykalnych poglądów - Guy Verhoftsadt. Łamiąc procedury domagał się jeszcze od polskiej premier dodatkowych wyjaśnień i zapewnień - aż musiał usadzić go szef europarlamentu Martin Schulz słowami: Ta odpowiedź musi panu wystarczyć. A po kolejnej szamotaninie Belga zdenerwowany powiedział: I musi pan z tym żyć. Wtedy Verhofstadt pokazał zaciśniętą pięść. Tym samym okazał się największym przegranym tej debaty. A zanosiło się na to, że to on nada ton...

Jan Olbrycht podczas debaty w PE

Sukces premier Szydło nie oznacza, że ma tutaj za sobą większość. To złudzenie spowodowane przyjętą formułą spotkania, która przyznawała po trzech mówców każdej grupie politycznej - bez względu na wielkość. Tym samym wielkie frakcje były w gorszej sytuacji, bo miały tyle samo mówców co malutkie ugrupowania nacjonalistyczne. Oznacza to, że polska walka w PE się nie skończyła. Z pewnością będzie także wcześniej czy później rezolucja w sprawie Polski, bo rzeczywista większość w PE nie da tak łatwo za wygraną.

Tak więc wygrana w strasburskim show niczego nie załatwia w europejskich instytucjach. Sprawa Trybunału Konstytucyjnego i ustawy medialnej nadal budzi wątpliwości. Komisja Europejska z niczego się nie wycofała, przypomnę tylko, że komisarz Frans Timmermans powiedział, że biorąc pod uwagę kluczową pozycję Trybunału w polskim systemie prawnym, widzimy ryzyko zwiększonego zagrożenia dla praworządności. Komisja nadal oczekuje wyjaśnień zarówno w sprawie Trybunału Konstytucyjnego jak i ustawy medialnej. Rząd nie powinien zachłysnąć się zwycięstwem, ale czym prędzej dostarczyć niezbędne wyjaśnienia. Najlepiej, żeby skorzystał z węgierskich doświadczeń, czyli wygrywał debaty w PE, ale z Brukselą się po cichu układał.

Wystąpienie Beaty Szydło w Parlamencie Europejskim

Janusz Korwin-Mikke podczas debaty o sytuacji w Polsce w Parlamencie Europejskim

(mal)