​Mimo nalegań dziennikarzy Komisja Europejska bardzo ostrożnie wypowiada się o nowelizacji KRS. To nie oznacza jednak, że odpuszcza władzom PiS.

Zdjęcie ilustracyjne /Kuba Kaługa /RMF FM

Rzecznik Komisji Alexander Winterstein bardzo twardo i konsekwentnie odmawiał skrytykowania Polski za przyjętą przez Sejm nowelizację ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa.

Na codziennym briefingu KE doszło do niecodziennej sytuacji. Grono dziennikarzy, zarówno z Polski, jak i z zagranicy, próbowało przez prawie 15 minut wymóc na rzeczniku jakiekolwiek słowa krytyki za nowelizację ustawy o KRS. Nadaremnie. Rzecznik stanowczo odmawiał. Zapowiedział, że sprawa będzie analizowana w ramach prowadzonej wobec Polski procedury praworządności. I tyle. Ani słowa przygany, krytyki czy złośliwości pod adresem Polski. Rozczarowanie dziennikarzy było ogromne.

Oczywiście nie mam wątpliwości, że Komisji Europejskiej nie podobają się zmiany w KRS i w przygotowywanym stanowisku nt. Polski wiceprzewodniczący KE Frans Timmermans da temu wyraz, ale w odpowiednim momencie. Pisałam o tym wczoraj.

Potwierdził to dzisiaj komisarz ds. ekonomicznych Pierre Moscovici. (Timmermans) wspomniał wczoraj podczas kolegium, że nie możemy pozostawić tego rodzaju praktyk bez reakcji w odpowiednim momencie. Proszę nie mieć żadnych wątpliwości co do naszej mobilizacji i presji w sprawie przestrzegania prawa - mówił kilka godzin później po briefingu rzecznika KE.

W tym momencie KE wyraźnie nie chce uderzać w Polskę. Ma zresztą - jak zauważył rzecznik - na razie tylko projekt ustawy. Zastanowiło mnie jednak takie naleganie dziennikarzy na Komisję, żeby w końcu skrytykowała Polskę. W tym wypadku nie chodziło o zwykłe wydobycie reakcji KE, ale wydobycie koniecznie reakcji negatywnej.

Było to usilne dopytywanie i stawianie tezy (np. że KE nie jest "polityczna", że pozwala się wodzić Polsce za nos, że tym brakiem reakcji doprowadzi do wyjścia Polski z UE). W pewnym momencie przybrało nawet znamiona ataku na Polskę. Niestety Polska jest obecnie łatwym "chłopcem do bicia".

Dla swoich interesów wykorzystują to niektóre unijne kraje, a dziennikarze uczestniczą w tej grze. Nikt nie może twierdzić, że nie jest tego świadomy.


(łł)