Turcja rozmawia z Brukselą z pozycji silniejszego. Unia Europejska (w tym polski rząd) naiwnie sądzą, że oferując Ankarze błyskotki, uratują własną głowę, czyli powstrzymają miliony uchodźców, którzy chcą się dostać na stary kontynent.

Czy Unia poradzi sobie z falą uchodźców? /NAKE BATEV /PAP/EPA

Z zapisów dokumentu, który ma zostać przyjęty na szczycie UE-Turcja wynika, że Ankara otrzyma prawie wszystko, na czym jej zależało, a Unia jedynie mgliste zapewnienie, że Turcja będzie się starać uszczelniać swoje granice, by zatrzymać u siebie uchodźców. Unia obiecuje Turcji 3 mld euro w ciągu dwóch lat, z czego polscy podatnicy mają zapłacić 71 milionów. Turcja wynegocjowała jednak tzw. klauzulę o przeglądzie finansów - de facto oznacza to, że w przyszłości popłynął do niej kolejne miliardy z UE i z polskich kieszeni.

Jest naiwnością sądzić, że 3 mld euro to wystarczająca kwota na utrzymanie ponad 2 mln uchodźców syryjskich. I naiwnością jest sądzić, że Ankara zadowoli się tą sumą. Tureccy dyplomaci już mówią o 5-6 mld i są przekonani, że wcześniej czy później postawią na swoim.  Mogą przecież raz zamknąć granicę (np. teraz zimą, gdy i tak ruch migracyjny będzie mniejszy) a innym razem ją otworzyć. Turcy potrafią liczyć pieniądze i znają swoją siłę - przyznał w rozmowie ze mną jeden z dyplomatów UE. Dziwna jest także wiara Unii, że te pieniądze rzeczywiście trafią tam gdzie trzeba, czyli do obozów dla uchodźców. W Turcji korupcja jest na porządku dziennym i wystarczy poczytać raporty Komisji Europejskiej na temat praworządności w tym kraju, żeby chociaż zadać sobie pytanie, jakie są gwarancje, że pieniądze te rzeczywiście zostaną wydane na rozbudowę infrastruktury w obozach,  na budowę szkół czy prowizorycznych domów  dla uchodźców.

Mam spore wątpliwości co do tego, że pieniądze polskich podatników rzeczywiście wspomogą tych najbardziej potrzebujących. Unia zgadza się także na przesiedlenia, czyli na przyjęcie z czasem części azylantów z tureckich obozów. Sam zapis w tej sprawie oznacza zgodę UE i polskiego rządu na przyjęcie w przyszłości uchodźców z Turcji na zasadzie kwot. Nie ma innej możliwości przyjęcia do UE przesiedleńców z tureckich obozów bez sprawiedliwego ich podziału między kraje UE.

W dokumencie jest też zobowiązanie ze strony Unii do stopniowego znoszenia wiz dla Turków już od przyszłego roku. Turcja ma w zmian przyjmować tych imigrantów, którzy nielegalnie przekroczyli granicę. Wiadomo jednak, że polityka powrotowa w UE jest  mało skuteczna. Wystarczy, że w rodzinie takiego imigranta pojawi się dziecko, które zacznie chodzić do szkoły i wydalenie takiej rodziny staje się niemożliwe ze względów humanitarnych. Unia obiecuje także Turcji postęp w negocjacjach w sprawie członkostwa w Unii i zapowiada formalne spotkania Unia-Turcja. Szef Rady Europejskiej Donald Tusk zapowiadał równorzędne negocjacje między Unia a Turcją: "Proponowałem, aby tak tę współpracę budować, żeby Turcji oferować "coraz więcej" w zamian za "coraz więcej"".

Na razie jednak więcej daje Unia. I nie ma żadnej  pewności, że cokolwiek otrzyma w zamian. Zwłaszcza, że Turcja zatrzyma u siebie miliony uchodźców.