Nowy przewodniczący Platformy Obywatelskiej Grzegorz Schetyna strzelił sobie widowiskowego „samobója” na samym początku kierowania przeżywającej największy kryzys w swojej historii partii: napisał na Twitterze, że wobec braku zaufania w Unii Europejskiej do Prawa i Sprawiedliwości, jego ugrupowanie przejmuje obowiązki reprezentowania Polaków w europarlamencie.

Grzegorz Schetyna /Marcin Obara /PAP

Czyżby tak wytrawny i doświadczony polityk nie zdawał sobie sprawy, jak źle będzie ten wpis przyjęty nie tylko przez konkurencyjne partie (także i te pozostające w opozycji do PiS), ale również przez szerokie rzesze rodaków? A przecież nie tak dawno mógł się przekonać o zdecydowanie negatywnym odbiorze przez nich debaty w Parlamencie Europejskim na temat Polski, do której przyłożyła swoją rękę PO.

Schetyna nie zaskarbił też sobie sympatii oświadczając po rozmowie z przewodniczącym PE Martinem Schulzem, że wspomniana debata bynajmniej nie zakończyła dyskusji o wewnętrznych problemach naszego kraju, a PiS nadal będzie niszczył wizerunek Polski, budując omnipotencję państwa.

Takie wpisy i wypowiedzi nie przystoją liderowi chcącej uchodzić za poważną partii i na pewno staną się na wiele dni przedmiotem ostrej krytyki urażonych rodaków. Grzegorz Schetyna będzie miał po nich długą polityczną czkawkę.