Politycy Platformy Obywatelskiej najwidoczniej całkiem zapomnieli o tym starym powiedzeniu, podobnie jak o drugim: na złość babci odmrożę sobie uszy.

Premier Beata Szydło w Parlamencie Europejskim /Patrick Seeger /PAP/EPA

Chcąc koniecznie i za wszelką cenę pogrążyć obecny rząd podczas debaty o Polsce w Parlamencie Europejskim doprowadzili do czegoś odwrotnego: własnej spektakularnej klęski, którą musieli z goryczą odnotować nawet ich zwolennicy (za wyjątkiem topniejącej grupki fanatyków spod znaku "Gazety Wyborczej").

Zachodzę w głowę, jak doświadczonym politykom mogło zabraknąć wyobraźni aż do tego stopnia, żeby sprowokować międzynarodową awanturę, w której z góry stanęli przecież na przegranej pozycji. Wiedząc, że sąd nad Polską będzie bacznie śledzony przez miliony rodaków i komentowany we wszystkich państwach europejskich nie mogli bowiem wystąpić z otwartą przyłbicą przeciw rządowi własnego kraju, bo byłoby to fatalne odebrane i stanowiło mocną podstawę do dalszego oskarżania ich o działanie wbrew ojczystej racji stanu.

W rezultacie przypadła im niewdzięczna rola gryzących z bezsilności palce obserwatorów, co tylko wzmocniło pozycje rodzimych i zagranicznych obrońców rządu Zjednoczonej Prawicy, którzy mogli - w szlachetnych rolach obrońców interesów Polski - popisywać się w siedzibie PE retorycznym mistrzostwem opartym na solidnych merytorycznych, ustrojowych oraz politycznych podstawach (wyżyny kunsztu osiągnął w tej materii profesor Ryszard Legutko).

Zamiast skompromitować obecne władze Polski i narazić je na międzynarodowy ostracyzm umożliwili zaprezentowanie się w pozytywnym świetle szefowej rządu RP na europejskim forum, z czego Beata Szydło znakomicie skorzystała, budząc powszechny podziw oraz uznanie swoim spokojnym, rzeczowym, przepełnionym narodową dumą wystąpieniem wstępnym oraz takimi samymi odpowiedziami na sformułowane podczas debaty zarzuty.

Nic więc dziwnego, że coraz więcej polityków popełniającej rozciągnięte w czasie, ale bardzo widowiskowe samobójstwo Platformy Obywatelskiej zaczyna już nie tylko zerkać w stronę Nowoczesnej, lecz prowadzić z nią poufne rozmowy o zmianie partyjnych barw, co musiała zauważyć nawet "Gazeta Wyborcza".

            Sic transit gloria mundi.