Obowiązkiem obecnych władz państwowych, które ustawicznie odwołują się do ideałów „Solidarności”, jest zabezpieczenie w pierwszej kolejności potrzeb najsłabszych obywateli i ich rodzin.

Zdjęcie ilustracyjne /PAP/Adam Warżawa /PAP

W 2009 r. ówczesny rząd pozbawił dotacji (bardziej ze względów politycznych niż merytorycznych) siedem Świetlic Terapeutycznych, prowadzonych dla 150 niepełnosprawnych dzieci przez Fundację im. Brata Alberta. W ich obronie stanęli dziennikarze, w tym też Radia RMF FM oraz posłowie opozycyjnego Prawa i Sprawiedliwości. Podobnie kilka lat później, gdy sytuacja znów się powtórzyła. Niestety w tych dniach taka sytuacja zaistniała po raz trzeci.

Wspomniane placówki działają od 16 lat i za swa działalność były nagradzane tak przez ministerstwo pracy i polityki socjalnej, jak Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Niestety, wbrew obietnicom nowe władze tych dwóch instytucji państwowych nie przeprowadziły stosownych reform w systemie przyznawania dotacji, co owocowało kolejnym kryzysem. Skutek jest taki, że od 1 kwietnia br. Świetlice Terapeutyczne przestaną działać, a osoby niepełnosprawne, dla których w ich miejscowościach nie ma żadnej innej alternatywy, zostaną pozbawione jakiejkolwiek rehabilitacji i terapii. Jest to także cios dla ich rodziców, którzy ze względu na obecność swoich dzieci na zajęciach w tych świetlicach mogli podjąć pracę zawodową. Dzisiaj muszą z niej zrezygnować. W podobnej sytuacji znalazło się także niektóre placówki dla niepełnosprawnych prowadzone przez inne stowarzyszenia i fundacje. 

Takie postępowanie jest tym bardziej szokujące, gdy pod uwagę weźmiemy się fakt, że obecne polskie władze, tak jak i za czasów rządów koalicji PO-PSL, wciąż przekazują Ukrainie ogromne kwoty z kieszeni polskich podatników. Przykładem tego jest darowizna 30 mln złotych, którą władzom ukraińskim (nawiasem mówiąc, bardzo skorumpowanym) przekazał hojną ręką minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski. Za te kwoty można byłoby utrzymać w Polsce kilkadziesiąt placówek dla dzieci. Podobnych darowizn, które często dla zamydlenia oczu opinii publicznej nazywa się "pożyczkami", było w ostatnim czasie bardzo wiele. Niestety w tej kwestii "poprawność polityczna" wzięła górę nad zdrowym rozsądkiem.

Polska, to nie Kuwejt czy Niemcy i dlatego też nie stać jej na ustawiczne przepompowywanie pieniądze, często bez żadnej kontroli, do dziurawego budżetu wschodniego sąsiada. Poza tym, obowiązkiem obecnych władz państwowych, które ustawicznie odwołują się do ideałów "Solidarności" i katolickiej nauki społecznej, jest zabezpieczenie w pierwszej kolejności potrzeb swoich najsłabszych obywateli.

Krzywdę, która po raz kolejny stała się podopiecznym placówek terapeutycznym i ich rodzinom, można jeszcze naprawić. Wymaga to jednak zdecydowanego działania pani premier Beaty Szydło, która jako poseł z Małopolski wielokrotnie w poprzednich latach wspierała i broniła organizacje pozarządowego, opiekujące się niepełnosprawnymi. Na to działanie czekają w tych dniach liczne rodziny z całej Polski.