Opętanie dotknęło znaczną część dowódców UPA, którzy czuli się absolutnie bezkarni - ocenił ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski w rozmowie ze mną z okazji tzw. "Krwawej Niedzieli" z 11.07.1943 roku.

Pogrzeb 36 osób, których szczątki ekshumowano na terenie wyludnionej polskiej wsi Ostrówki na Ukrainie (30.08.2015) / Darek Delmanowicz /PAP

Kronikarze spisali relacje, w które aż trudno uwierzyć. Wyraz "opętanie" zaczerpnięty z religijnego słownika wydaje mi się najbardziej odpowiednim do opisu czynów, które z daleka śmierdzą diabelską siarką. Na stronach internetowych poświęconych "Rzezi Wołyńskiej" odnalazłem takie oto wspomnienia świadków: Do ludobójstwa Polaków przystąpiono na Wołyniu w 1943 roku, a w Małopolsce Wschodniej kulminacja nastąpiła w 1944. Znaczący był w tym również udział duchowieństwa. W wielu miejscowościach prawosławni (a w Małopolsce Wschodniej - greckokatoliccy) duchowni urządzali akty poświęcenia narzędzi, którymi byli mordowani Polacy. Anna Szumska, łamiąc zakaz ojca, wraz z cioteczną siostrą wybrała się do sąsiedniej wsi Horodno, aby zobaczyć, po co spotykają się tam Ukraińcy: "Zachodzimy, tam masa ludzi. Koło jeziorka jakiś ołtarz zrobiony, batiuszka [ksiądz prawosławny] już jest. A ludzi masa, furami pozajeżdżali, z daleka. Stanęliśmy koło Ukrainki i słuchamy. Batiuszka modlił się. A ludzie, mężczyźni, przeważnie coś w rękach mają. Ten ma siekierę, ten ma nóż, ten ma kosę, ten ma jakieś widły. [...] Ten batiuszka modli się, obraca się do ludzi: »Ukraina! Priszoł czas twojej własti«. Taką naukę im dawał i wreszcie mówi tak: »Bery kosu, bery niż i na Lacha i ryż...«. To znaczy, żeby szli rżnąć tych Polaków. Duchowni? Od Złego Ducha!      

Rizaty Lachiw! - Mordować Polaków! - za tym strasznym hasłem nie kryje się sama próba zgładzenia naszego narodu przez ukraińskich katów. Przerażająca jest diaboliczna metodologia Zagłady Kresów.   

Ukraińcy nie przebierali w środkach. Długa jest lista męczarni stosowanych przez nich przed zadaniem śmierci. Jakby zabicie człowieka to było mało, jakby trzeba go było całkiem odrzeć z człowieczeństwa.

Tortury, jakich dopuszczali się ukraińscy sadyści, przypominają mi sceny z apokaliptycznych obrazów.

Nankin - rzeź Chińczyków dokonana przez japońskich zbrodniarzy wojennych - to z kolei historyczne skojarzenie, które mi się narzuca. Wiek XX to wprawdzie czas powszechnych masowych mordów, ale niektóre z nich przekraczają zwykłą ludzką wyobraźnię. Wojna prowadzona w tak totalny sposób zamienia się w koszmarny krwawy teatr okrucieństwa: z kolejnymi aktami i scenami z piekła rodem.       

Anarchia ma w języku swoje synonimy o ukraińskich rdzeniach takie, jak "kołomyja" oraz "bezhołowie". Zamęt bezprawia, pandemonium samowoli, rozpad wszelkich ludzkich wartości to coś więcej niż walka.  

Pogromy polskich wiosek na Kresach przyniosły skutek zamierzony przez ukraińskich ideologów. 

Rezuni mieli bowiem swoich architektów polskiego Holocaustu, który planowali jeszcze zanim doszło do II Wojny Światowej oraz okupacji ziem Rzeczypospolitej przez totalitarne państwa Hitlera i Stalina.    

A bezpośrednią inspiracją dla wykonawców straszliwego programu była niemiecka Zagłada Żydów. 

Widać wyraźnie jak dla wielu sił obcych i wrogich Polsce i Polakom niewygodna jest prawda o wołyńskiej rzezi. 

Długo hekatomba Polaków na Kresach nie mogła być odpowiednio nazwana, a jej pamięć uczczona.   

Aktualnie rolę knebla pełni geopolityczna poprawność. Musimy go wypluć. Tak dłużej już się nie da!  

POSŁUCHAJ ROZMOWY BOGDANA ZALEWSKIEGO Z KSIĘDZEM TADEUSZEM ISAKOWICZEM-ZALESKIM

73 lata temu, 11 lipca 1943 roku, oddziały Ukraińskiej Powstańczej Armii jednocześnie i masowo zaatakowały Polskie miejscowości pod hasłem "Śmierć Lachom". W rocznicę krwawej niedzieli na Wołyniu moim i państwa gościem jest ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski, który od lat nawołuje o godne upamiętnienie zbrodni ukraińskiego ludobójstwa. Witam serdecznie, szczęść Boże.

Witam serdecznie, szczęść Boże.

Czy zgodziłby się ksiądz ze stwierdzeniem, że Wołyń to był ukraiński Holocaust Polaków?

Tak, bo było to przede wszystkim ludobójstwo, które zaczęło się już w 1939 r., a trwało do 1947, czyli do akcji "Wisła". Natomiast apogeum ludobójstwa na Wołyniu to właśnie była krwawa niedziela 11 lipca 1943 roku. Tu świadomie sotnie UPA wybrały niedzielę, kiedy Polacy szli do kościołów, kiedy się gromadzili w swoich miejscach kultu i zaatakowali kościoły. To jest sytuacja bez precedensu, jeżeli chodzi o II wojnę światową, także o masowość tej akcji.

Ukraińscy dowódcy wprost przyznawali, że wzorowali się na niemieckim ludobójstwie.

Tak, to znaczy w ogóle nacjonalizm ukraiński od samego początku wzorował się na narodowym socjalizmie niemieckim. Natomiast wcześniej banderowcy wzięli czynny udział w Holocauście Żydów, wspierali Niemców w mordowaniu Żydów i potem przejęli te metody. Uważali, że Ukraina jest dla Ukraińców i należy wszystkich obcoplemieńców wymordować.

Jest właśnie ciekawy szczegół poruszony przez profesora Timothy Snydera. Amerykański historyk stwierdził, że kampania przeciw Polakom zaczęła się na Wołyniu, a nie w Galicji prawdopodobnie właśnie dlatego, że policja ukraińska odegrała tam większą rolę w wydarzeniach Holocaustu. Widzi ksiądz taki łącznik?

Tak, zgadzam się z tym oczywiście, bo tutaj policja ukraińska mordowała Żydów już w 1942 roku. Również dlatego, że Polaków na Wołyniu było bardzo mało, były duże wsie polskie, łatwe do zaatakowania, całkowicie bezbronne, ale były też bardzo słabe struktury Armii Krajowej, która się dopiero w tym czasie tworzyła. Dopiero w latach 1944-1945 zaatakowano Małopolskę wschodnią, czyli województwo tarnopolskie, stanisławowskie i lwowskie sięgające aż do Rzeszowa, część Lubelszczyzny i część Polesia. A więc zaczęło się od Wołynia. Ta najbardziej dramatyczna fala zaczęła się od Wołynia, a później rozeszła się na sześć, nawet siedem województw.

Mówimy o analogiach, ale są też różnice. Niemiecki Holocaust Żydów był precyzyjną machiną technologiczną. Hitlerowcy, można powiedzieć, działali na zimno. Ukraińcy zgotowali Polakom gorącą, krwawą, prymitywną rzeź. Jaki jest zdaniem księdza powód tej różnicy?

Przede wszystkim Niemcy byli bardziej pragmatyczni. Im chodziło, żeby w sposób przemysłowy wymordować Żydów. Zresztą NKWD postępowało w ten sam sposób, mordując strzałem w tył głowy w zbrodni katyńskiej, która też była ludobójstwem. Natomiast to, co dziwiło nawet samych Niemców to fakt, że Ukraińcy byli nieprawdopodobnie okrutni. Tu nie chodziło tylko o zabicie, ale również o cierpienie, także o niszczenie polskiej wsi, burzenie kościołów, burzenie polskich szkół. To już była zagłada, która była absolutnym zdziczeniem.

Czy to był czysty sadyzm, czy to miało jakiś swój cel?

To była wojna psychologiczna, ponieważ atakowano wsie, więc ginęli przede wszystkim polscy chłopi. Natomiast UPA nie mogła zaatakować miast, gdzie były garnizony niemieckie i gdzie Polacy byli bardziej zorganizowani. Dlatego też przez to okrucieństwo jakby starano się wypłoszyć Polaków z tych miast. Rzeczywiście osiągnęli swój skutek, bo ludzie uciekali z tych terenów po ’45 roku, a na przykład na Białorusi i na Litwie zostawali, bo nie było aż takiego okrucieństwa. Myślę, że ten sadyzm wynikał również z takiego opętania, które dotknęło znaczną część dowódców UPA, którzy czuli się absolutnie bezkarni.

Ksiądz użył znakomitego słowa - "opętanie", bo to rzeczywiście ma taki diabelski wyraz. Pomówmy może o współczesnych egzorcyzmach politycznych. Ukraiński prezydent Petro Poroszenko uczcił w piątek w Warszawie ofiary zbrodni wołyńskiej, złożył wiązankę kwiatów, zapalił znicz na Skwerze Wołyńskim na Żoliborzu. To jest dobry znak?

Ja bardzo szanuję ten gest, zwłaszcza, że pani Sawczenko, która mu towarzyszyła, wcześniej też się na ten temat wypowiadała. Natomiast ja osobiście bardziej wierzę pani Sawczenko niż panu Petro Poroszence, bo jako prezydent gloryfikuje zbrodniarzy i tutaj trzeba powiedzieć, że to jest u niego jakaś schizofrenia. Z jednej strony złożył hołd i ja uważam, że to jest bardzo pozytywne, natomiast rok temu w dniu wizyty prezydenta Bronisława Komorowskiego, parlament ukraiński przyjął uchwałę gloryfikującą UPA i Poroszenko ją podpisał.  Ciągle usiłuje wmówić swoim rodakom, że UPA to była organizacja narodowo-wyzwoleńcza. Myślę, że to jest bardzo dziwna postawa, i że on też wpadł w jakąś pułapkę i sam już nie wie, jak ma się do tego ustosunkować.

Skoro mówimy o tej schizofrenii politycznej, to rada miejska Kijowa zmieniła nazwę głównej ulicy Kijowa Prospektu Moskiewskiego i zostanie ona nazwana imieniem Stepana Bandery. Ukraińcy twierdzą, że to jest robione w ramach takiej derusyfikacji, desowietyzacji. Dlaczego nie uznać ich racji?

Dlatego, że banderowcy z OUN Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, jak i UPA i SS Galizien to są zbrodniarze, to są ludobójcy. Oni oczywiście byli dopiero po ’45 roku antysowieccy, natomiast wcześniej był to ruch antypolski przede wszystkim. Pamiętajmy o zabójstwach w okresie międzywojennym, na przykład ministra spraw wewnętrznych Bronisława Pierackiego czy posła Tadeusza Hołówki. Był to ruch przy tym antysemicki i zawsze proniemiecki. Dla Polski zrobienie ze zbrodniarzy i ludobójców bohaterów narodowych to jest nie do przyjęcia. Uważam, że to jest fałszywa polityka historyczna Ukrainy, która jednak wykopuje kolejne rowy między Polakami i Żydami a Ukraińcami.

Przypomnijmy, kim był Roman Szuchewycz, pseudonim "Czuprynka", inny bohater narodowy Ukrainy.

To był dowódca UPA. Był przede wszystkim wcześniej działaczem OUN, brał udział w akcjach terrorystycznych na terenie Polski. W okresie międzywojennym był kolaborantem hitlerowskim, bo tutaj właśnie w Krakowie ze Stepanem Banderą tworzyli bataliony ukraińskie na żołdzie Adolfa Hitlera. Później stał się dowódcą UPA i to on odpowiada bezpośrednio za ataki na Polaków, choćby za wspomnianą Krwawą Niedzielę, za akcje, które były dokonywane przeciwko polskiej ludności. On później rzeczywiście walczył z sowietami, został zamordowany przez sowietów, natomiast nie zmienia to faktu, że ma krew na rękach. Jego syn Jurij jest obecnie deputowanym parlamentu w Kijowie i to właśnie on zgłosił uchwałę o gloryfikacji UPA.

Skoro mówimy o obecnych władzach, napisał ksiądz w swoim blogu, że "establishment w III RP ulegając presji Ukrainy i banderowców próbuje handlować pamięcią o pomordowanych obywatelach II Rzeczypospolitej Polskiej. Na czym ten "handel", według księdza, miałby polegać?

Choćby ostatni przykład, kiedy marszałek sejmu, pan Marek Kuchciński w Truskawcu, w tej miejscowości, gdzie zabito polskiego parlamentarzystę Tadeusza Hołówkę...

Miejscowość symbol.

Tak, miejscowość symbol. Na tej ziemi zroszonej krwią polskiego parlamentarzysty, Marek Kuchciński spotyka się właśnie z synem Romana Suchewycza i z przewodniczącym parlamentu ukraińskiego Andrijem Parubijem i zapewnia ich, że sejm nie podejmie uchwały przed szczytem NATO. No to są rzeczy skandaliczne. Raz, że dochodzi do takiego geszeftu politycznego, że się ustala takie rzeczy, druga sprawa, że pan Marek Kuchciński rzeczywiście zablokował w czasie ostatniego posiedzenia sejmu możliwość głosowania trzech projektów. Zgłosiły je różne kluby - PiS, PSL i Ruch Kukiza. Natomiast senat się wyłamał z tego i trzeba powiedzieć, że tu już jest całkowita schizofrenia. Senat, który jest zdominowany przez PiS potrafi powiedzieć prawdę, Sejm, gdzie jednak są silne wpływy takich frakcji probanderowskich w PiS-ie, nie uchwala tej ustawy i dzisiaj dzień 11 lipca, niestety dzięki działalności pana Kuchcińskiego, nie jest nadal świętem pamięci narodowej.

Ksiądz mówi o takiej schizofrenii politycznej, o rozszczepieniu politycznej jaźni, a może polski rząd jest między młotem a kowadłem, albo inaczej ujmując - między sierpem a młotem?

Myślę, że w sprawach innych, jak w zbrodni katyńskiej czy smoleńskiej, partia pana Jarosława Kaczyńskiego jest bardzo zdecydowana i konkretna.

Bo widzi wroga w Rosji.

Tak, natomiast tu się miota od ściany do ściany, bo przecież elektorat PiS-u jest elektoratem propatriotycznym, wielu ludzi jest związanych z Kresami Wschodnimi. Oni nie rozumieją, że ich politycy tak łatwo zmieniają zdanie. Co innego mówią w kampanii wyborczej, co innego później. Pan Jarosław Kaczyński do tej pory nie uczcił ofiar, nie był nigdy na Wołyniu, nie poszedł nawet na Skwer Wołyński w Warszawie, więc ta jego niechęć do upamiętnienia ofiar UPA pokazuje, że on jednak bierze udział w tym "zamiataniu pod dywan". Równocześnie bardzo niebezpieczna jest sytuacja, gdy PiS próbuje dzień 11 lipca zastąpić dniem 17 września. Oczywiście były zbrodnie sowieckie, była agresja, natomiast za ludobójstwo na Wołyniu i w Małopolsce wschodniej odpowiedzialni są właśnie Ukraińcy, a nie Sowieci, tak jak za zbrodnię katyńską odpowiedzialni są nie Niemcy, tylko Sowieci. Tutaj nie można tak manipulować historią.

Ale sytuacja jest delikatna. Nie przekonują księdza takie szeptane doniesienia z polskich sfer rządowych, powtarzane przez publicystów, że Rosja szykuje atak na Ukrainę, niewykluczone, że już tego lata.

Tak, ale jeżeli to jest tak silny konflikt w sprawie pamięci, wrzód, który rośnie na tych relacjach polsko-ukraińskich. Dla dobra tych relacji trzeba ten wrzód przeciąć, wyczyścić sytuację. Powiem jeszcze raz, że zachowanie pana Poroszenki jest nawet lepsze niż zachowanie pana Kaczyńskiego, bo on jednak tam poszedł, złożył te kwiaty, czego właśnie polski polityk nie chce zrobić. Myślę, że tutaj trzeba to wyleczyć i jeśli będzie atak na Ukrainę, nie wiem, nie znam się na tym, to tym bardziej te relacje muszą być oparte na prawdzie i na tej prawdzie trzeba budować przebaczenie i pojednanie.

Wybaczy ksiądz to pytanie, ale doradca prezydenta Dudy, profesor Andrzej Zybertowicz, uważa, że Rosja w wojnie informacyjnej wykorzystuje jako narzędzie problemy w relacjach polsko-ukraińskich, zwłaszcza sprawy rzezi wołyńskiej. Nie obawia się ksiądz, że zostanie wykorzystany w wojnie hybrydowej?

Dopóki III Rzeczpospolita nie powie prawdy o ludobójstwie, nie uczci ofiar i nie ustanowi dnia 11 lipca dniem pamięci, to właśnie daje amunicję Putinowi. Dziwię się, że pan Zybertowicz, który jest świetnym analitykiem, nie rozumie tej rzeczy, że nierozwiązanie tych problemów, ciągłe zamiatanie pod dywan właśnie daje argumenty. Ja znam zresztą niektóre komentarze rosyjskie, gdzie mówią: "a tu właśnie Polacy walczą o prawdę o Katyniu, tam zginęło 22 tysiące, o Smoleńsk, 96 osób zginęło, a w czasie ludobójstwa na Kresach zginęło 200 tysięcy Polaków i tu z kolei rząd polski nie chce prawdy powiedzieć". Myślę, że absolutnie dla dobra, a także relacji polsko-ukraińskich, otwartości wobec świata, wobec Rosji, trzeba powiedzieć prawdę, uczcić ofiary i przestać manipulować tą sprawą.

Jak pisał Józef Mackiewicz, wybitny polski pisarz - "Tylko prawda jest ciekawa". Prawda nas wyzwoli?

Tak, wyzwoli. W Ewangelii to jest wyraźnie powiedziane - "Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli". Chcę powiedzieć, że bardzo bolesne dla rodzin kresowych są oskarżenia, iż jesteśmy prorosyjscy. Niektórzy publicyści związani z PiS-em piszą wręcz, że jesteśmy agentami Putina. To są straszne oszczerstwa dlatego, że Kresowianie są dotknięci straszna traumą. Oni przelewali krew, żeby udowodnić swoją polskość, a tu nagle tak się ich oskarża. Hasłem naszym nie jest zemsta czy jakiś odwet. Tutaj w Krakowie jest pomnik na Cmentarzu Rakowickim poświęcony ofiarom UPA i tam jest takie hasło - "Nie o zemstę, lecz o pamięć wołają ofiary". Ja też mogę powiedzieć, że my do polityków PiSu wołamy o to, żeby oni jednak byli po stronie prawdy i pamięci i dali sobie spokój z kolejnymi manipulacjami.

Dziękuję serdecznie za tę rozmowę.