"Pochodzę ze Śląska, gdzie jak ktoś nie uprawiał sportu, to nie istniał towarzysko na podwórku. Zimą zalewaliśmy szkolne boiska wodą, która zamarzała, robiło się lodowisko i się grało: albo na łyżwach, albo na butach" - mówi RMF FM kapitan Hokejowej Reprezentacji Artystów Polskich, aktor Bogdan Kalus. Jak podkreśla, cieszy go, że na mecze HRAP-u przychodzi po kilka tysięcy ludzi: "Nawiązując do hasła naszych piłkarzy: łączy nas sport i dobra zabawa". Najbliższe spotkanie: w sobotę w Toruniu, na jubileuszu 90-lecia tamtejszego hokeja.

Prawdziwy strzelecki festiwal obejrzeli widzowie charytatywnego meczu Hokejowej Reprezentacji Artystów Polskich z drużyną Samorządowców i Niedźwiedzi w Sanoku! Spotkanie, z którego dochód wesprze fundację Czas Nadziei, zajmującą się pomocą chorym dzieciom i ich rodzinom, zakończyło się remisem... czytaj więcej

Edyta Bieńczak: Jak smakuje butelka "Mamrota" za półtora tysiąca złotych? Za taką kwotę została wylicytowana w Sanoku, a pan w trakcie licytacji obiecywał pomoc w konsumpcji...

Bogdan Kalus: Nie miałem okazji degustować, ale wystarczył mi zapach tegoż trunku... (śmiech) A mówiąc poważnie, cieszę się, że mogliśmy wspomóc dodatkową kwotą fundację Czas Nadziei, dla której graliśmy w Sanoku.

W najbliższą sobotę gracie kolejny mecz, w Toruniu, a okazja jest nie byle jaka: 90-lecie toruńskiego hokeja.

Bardzo się z tego cieszymy. Cieszymy się, że ta nasza hokejowa kamanda się rozkręca, że ludzie dowiadują się, że istnieje coś takiego jak Hokejowa Reprezentacja Artystów Polskich, i gramy coraz więcej meczów. I przede wszystkim cieszymy się, że możemy bawiąc się w grę w hokeja pomagać innym. Większość spotkań, które rozgrywamy, to mecze charytatywne, dla najróżniejszych fundacji - czy to Czas Nadziei, czy Piękne Anioły w Krakowie, czy Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy itd. Dla nas jest to wielką nobilitacją i mobilizacją.

Pan gra w HRAP-ie już od 12 lat. Jako kapitana chciałabym pana zapytać, jak to wygląda od kuchni: treningi, sprzęt, cała logistyka? Pytam również dlatego, że wiem, że - mówiąc kolokwialnie - dokładacie do interesu...

Dokładamy, bo docieramy na mecze na własny koszt. Ze sprzętem bywa różnie. Część z nas ma już własny sprzęt, skompletowany w całości...

Kompletowany przez lata?

Czasami przez lata - chyba że kogoś stać na jednorazowy wydatek rzędu kilku tysięcy złotych. Ja należę do szczęśliwców, którzy czasami latają za Ocean, a tam ten sprzęt jest tańszy niż u nas - bo umówmy się, że hokej w Polsce nie jest specjalnie popularną dyscypliną, a co za tym idzie: drogą. Korzystamy też z pomocy gospodarzy meczów i jakiś sprzęt zawsze się znajduje. A teraz będziemy grali kijami, które ufundowała nam firma Smoleń Hockey, więc każdy będzie miał swój kijaszek.

Natomiast największy problem jest z treningami, bo członkowie Hokejowej Reprezentacji Artystów Polskich są rozproszeni po całym kraju. Część kolegów jest z Krakowa, część z Warszawy, część ze Śląska, z Opola. Ale zdarza nam się spotkać i potrenować. Czasem nawet w nocy - jak w maju na warszawskim Torwarze, kiedy treningi zaczynaliśmy przed północą.

Jak zaczęła się pana przygoda z hokejem?

Ja pochodzę ze Śląska, gdzie jak ktoś nie uprawiał sportu - nie grał w piłkę, kosza czy w hokeja zimą - to nie istniał towarzysko na podwórku. Z hokejem zaczęło się bardzo amatorsko: zimą szkolne boiska, asfaltowe, były zalewane wodą, która zamarzała i robiło się lodowisko, i się grało: albo na łyżwach, albo na butach. Natomiast dopiero, kiedy dostałem zaproszenie do Hokejowej Reprezentacji Artystów Polskich, zacząłem tak naprawdę jeździć na łyżwach i grać w hokeja. W wieku 37 lat, kiedy większość kończy karierę sportową, ja ją zacząłem! (śmiech) Ale daję już radę, koledzy z drużyny też i kij hokejowy nie służy nam już tylko do tego, żeby się na nim podpierać.

Podczas tych 12 lat gry w HRAP-ie jakiś mecz, jacyś ludzie szczególnie zapadli panu w pamięć?

No pewnie! Na przykład zeszłoroczny mecz w Nowym Targu, bo w końcu strzeliłem gola!

I to był pierwszy gol w karierze?

Tak i to były od razu dwa gole! I w następnym meczu w Tychach był kolejny, więc zapamiętam te daty do końca życia (śmiech).

Fajne jest to, że na każdym meczu hale są pełne. W Tychach, gdzie w styczniu zagramy już po raz trzynasty, zawsze jest 3,5 tysiąca ludzi. W marcu w Sanoku do hali weszły cztery tysiące ludzi, a 1200 się nie udało. Ludzie przychodzą, żeby się dobrze bawić. Nawiązując do naszych piłkarzy, powinniśmy chyba napisać sobie na autokarze: "Łączy nas sport i dobra zabawa".

Takich fajnych chwil było dużo, bo niecodziennie gra się w jednej drużynie na przykład z Mariuszem Czerkawskim. Niecodziennie gra się ze świetnymi kierowcami rajdowymi jak Kajtek Kajetanowicz czy Tomek Kuchar, z którymi spotkaliśmy się już kilka razy. W życiu nie poznałbym tych ludzi, gdyby nie gra w hokeja. Dwa lata temu w Nowym Targu wyjechała przeciwko nam drużyna szesnastu byłych reprezentantów Polski w hokeju, olimpijczyków. To jest przeżycie. Nie wspominając już o możliwości obcowania z naszym trenerem Wieśkiem Jobczykiem, który w ‘76 roku strzelił ZSRR trzy gole! To jest historia polskiego hokeja. (Wiesław Jobczyk był bohaterem wygranego 6:4 meczu z ZSRR na MŚ 1976 w Katowicach. W sumie zdobył dla reprezentacji Polski 88 goli, co daje mu drugie miejsce w historii polskiego hokeja - przyp. red.).

Fajnie, że się spotykamy, fajnie, że Mariusz Gabrek, który wpadł na pomysł powołania tej reprezentacji, ma siłę to ciągnąć. Ja staram się wywiązywać z obowiązków kapitana drużyny.

Mecz to dla mnie świętość. Żadna oferta nie jest w stanie tego przebić.