Rosyjskie okręty "dla własnego bezpieczeństwa" opuściły bazę morską w syryjskim porcie Tartus - poinformował szef komisji obrony izby niższej parlamentu Rosji Władimir Szamanow, cytowany przez agencję Interfax.

Zdj. ilustracyjne / STR /PAP/EPA

Szamanow dodał, że to "normalna praktyka", gdy istnieje groźba ataku.

We wtorek niezależna rosyjska telewizja Dożd informowała, że amerykański niszczyciel USS Donald Cook uzbrojony w rakiety Tomahawk znajduje się około 100 kilometrów od morskiej bazy Rosji w Tartus.

Dożd przypomniał, że 7 kwietnia ubiegłego roku USA użyły pocisków manewrujących Tomahawk podczas ataku na bazę syryjskich sił rządowych Szajrat w prowincji Hims. Ostrzał był odpowiedzią na atak bronią chemiczną na opanowane przez syryjskich rebeliantów miasto Chan Szajchun.

W poniedziałek prezydent USA Donald Trump oświadczył, że Stany Zjednoczone odpowiedzą rozwiązaniem siłowym na niedawny atak chemiczny na szpital w Dumie we Wschodniej Gucie w Syrii. Zdaniem Zachodu atak ten przeprowadziły syryjskie siły reżimowe.

Trump napisał w czwartek na Twitterze, że ewentualne uderzenie militarne przeciwko Syrii może nastąpić "bardzo szybko albo wcale nie tak szybko". Nigdy nie mówiłem, kiedy dojdzie do ataku na Syrię - dodał Trump. W środę prezydent ostrzegał na Twitterze, że Rosja powinna się przygotować na wystrzelenie przez USA pocisków rakietowych w kierunku Syrii w reakcji na na sobotni atak chemiczny w Dumie.

We wtorek wieczorem rosyjski ambasador w Libanie Aleksandr Zasypkin oświadczył, że każdy amerykański pocisk rakietowy odpalony w stronę Syrii zostanie zestrzelony, a miejsca, z których rakiety będą odpalane, zostaną wzięte na cel.

(az)