Kanclerz Angela Merkel wykluczyła udział Niemiec w uderzeniu militarnym na Syrię. Podkreśliła zarazem, że Niemcy popierają uczynienie wszystkiego, by pokazać, że użycie broni chemicznej w Syrii jest niedopuszczalne.

Angela Merkel /Felipe Trueba /PAP/EPA

Niemcy nie wezmą udziału w ewentualnych - decyzja jeszcze nie zapadła - akcjach militarnych - powiedziała kanclerz podczas wizyty premiera Danii Larsa Lokke Rasmussena w Berlinie. 

USA i ich sojusznicy grożą akcją militarną w reakcji na atak chemiczny w mieście Duma koło Damaszku. Obwiniają o ten atak reżim syryjskiego prezydenta Baszara al-Assada. Prezydent Donald Trump napisał w środę na Twitterze, że Rosja powinna się przygotować na wystrzelenie przez USA pocisków w kierunku Syrii. Trump kilkakrotnie potępiał atak chemiczny z 7 kwietnia na będącą bastionem rebeliantów Dumę i ostrzegał, że Stany Zjednoczone odpowiedzą rozwiązaniem siłowym.

Merkel zaakcentowała, że trzeba rozważyć "całe spektrum" środków oraz że ważne jest okazanie jedności w sprawie Syrii. Powiedziała, że dla Niemiec oznacza to wspieranie wszelkiej aktywności w Radzie Bezpieczeństwa ONZ i pracy Organizacji ds. Zakazu Broni Chemicznej (OPCW).

We wtorek wieczorem rosyjski ambasador w Libanie Aleksandr Zasypkin oświadczył, że każdy amerykański pocisk rakietowy odpalony w stronę Syrii zostanie zestrzelony, a miejsca, z których rakiety będą odpalane, zostaną wzięte na cel.

Prezydent Trump napisał w czwartek na Twitterze, że ewentualne uderzenie militarne przeciwko Syrii może nastąpić "bardzo szybko albo wcale nie tak szybko". Nigdy nie mówiłem, kiedy dojdzie do ataku na Syrię - dodał.

Niemiecki minister spraw zagranicznych Heiko Maas powiedział w czwartek, że ani USA, ani Francja nie zażądały dotąd od Niemiec przyłączenia się do ewentualnego uderzenia militarnego w Syrii. Maas dodał, że wychodzi z założenia, iż USA i Francja będą się naradzać z Niemcami przed akcją militarną w Syrii.

(az)