Brytyjska premier Theresa May broniła w poniedziałek w Izbie Gmin sobotniej decyzji o udziale Wielkiej Brytanii w interwencji w Syrii, tłumacząc, że na podstawie wcześniejszych działań "doszła do wniosku, że same wysiłki dyplomatyczne nie przyniosą odpowiedniego skutku".

Theresa May podczas debaty krytykowała szefa Partii Pracy Jeremy'ego Corbyna / ANDY RAIN /PAP/EPA

Szefowa rządu jednocześnie oskarżyła lidera opozycyjnej Partii Pracy Jeremy'ego Corbyna o to, że gdyby - jak sugerował on w niedzielę - brytyjski rząd musiał każdorazowo uzyskać poparcie Rady Bezpieczeństwa ONZ przed decyzją o użyciu siły wojskowej, byłoby to "przyznaniem Rosji prawa weta nad naszą polityką zagraniczną".

W sobotę o 04:00 nad ranem czasu lokalnego (godzina 03:00 w Polsce) połączone siły Stanów Zjednoczonych, Francji i Wielkiej Brytanii przeprowadziły w Syrii serię bombardowań w ramach akcji odwetowej za atak 7 kwietnia z użyciem broni chemicznej w mieście Duma we Wschodniej Gucie - atak, w którym zginęło ponad 60 ludzi i o który Zachód oskarża reżim syryjskiego prezydenta Baszara el-Asada.

Celem bombardowań przeprowadzonych przez zachodnią koalicję były wojskowy ośrodek naukowo-badawczy w Damaszku, zajmujący się technologią broni chemicznej, i składy zlokalizowane na zachód od miasta Hims.

(ag)