Nie byliśmy hamulcowym śledztwa ws. Amber Gold, interesowało nas skuteczne aresztowanie Marcina P. - zeznał przed komisją śledczą b. prokurator okręgowy w Gdańsku Dariusz Różycki. "Nie wydawałem ABW zakazu ani żadnych dyspozycji dotyczących czynności operacyjnych" - dodał.

Dariusz Różycki / Rafał Guz /PAP

Było to drugie przesłuchanie Różyckiego przed komisją. Poprzednie odbyło się w listopadzie 2016 roku.

W poniedziałek świadek na wiele pytań dotyczących szczegółów sprawy Amber Gold odpowiedział: "nie pamiętam", "nie potrafię ustosunkować się do tego".

Członkowie komisji pytali Różyckiego o współpracę prokuratury i ABW przy sprawie Amber Gold oraz o to, jakie były główne kierunki i wersje założone w postępowaniu na początku lipca 2012 r. Świadek zeznał, że "zgromadzony wówczas materiał dowodowy był niewielki, jeśli chodzi o możliwości od razu postawienia zarzutów z art. 286 (Kodeksu karnego, czyli oszustwa)".

Przewodnicząca komisji Małgorzata Wassermann (PiS) pytała świadka, od kiedy wiedział, że ABW prowadziła działania operacyjne ws. Amber Gold jako wsparcie śledztwa. Nigdy nie miałem takich informacji, działania operacyjne są objęte klauzulą (...) myślę, że nie wiedziałem (o działaniach operacyjnych) - zeznał Różycki.

Wasserman powiedziała, że były zastępca delegatury ABW w Gdański Jarosław Dąbrowski zeznając przed komisją podkreślał, że "wszystko w ramach działań operacyjnych musiało być uzgodnione z funkcjonariuszem, który współpracował z prokuratorem po to, żeby nie wchodzić sobie w drogę".

Różycki był następnie dopytywany, czy wydał zakaz prowadzenia czynności operacyjnych przez ABW, które wychodziłyby poza to, co zostanie zlecone przez prokuraturę, pod rygorem wszczęcia postępowania za utrudnianie śledztwa. To jest niemożliwe (...). Nie wiedziałem o toczącym się postępowaniu operacyjnym i nie wydawałem zakazu (...). Nie wydawałem żadnych dyspozycji, gdyż byłoby to niezgodne z prawem - zapewnił świadek.

Funkcjonariusze ABW zeznający wcześniej przed komisją mówili, że dostali wytyczne, żeby niektórymi wątkami sprawy Amber Gold się nie zajmować. Miała tego chcieć prokuratura.

Witold Zembaczyński (Nowoczesna) pytał świadka, czy prawdą są twierdzenia funkcjonariuszy ABW, że "takim głównym hamulcowym" ws. Amber Gold była prokuratura.

Nie byliśmy hamulcowym tego śledztwa (...). Nas interesowało to, czy zostanie skutecznie zastosowane tymczasowe aresztowanie (Marcina P.) - podkreślił Różycki.

Argumentował, że "chybiona" decyzja o wystąpieniu z wnioskiem o tymczasowe aresztowanie mogłaby się skończyć tym, że areszt wobec Marcina P. nie zostałby zastosowany. Jak ja bym wyglądał, ja czy prokuratura medialnie (...) chociażby. Jak wyglądałoby postępowanie przygotowawcze, kiedy takiego środka by nie zastosowano? - mówił Różycki.

Zembaczyński pytał również, czy "układ gdański" działał na korzyść Marcina P. Nic mi na ten temat nie wiadomo i jestem przekonany, że układu gdańskiego, który mógł wstrzymywać to postępowanie ws. Amber Gold, nie było - powiedział Różycki.

Zapytany przez posła Nowoczesnej, "co wstrzymywało postępowanie ws. Marcina P.", odpowiedział: "ocena materiału dowodowego". Jego oceny dokonywała prokurator referent - dodał świadek.

Szefowa komisji pytała, na jakim etapie prokuratura dysponowała materiałami pozwalającymi na postawienie zarzutów Marcinowi P. Wassermann przytoczyła korespondencję prokuratury z ABW, która wyrażała gotowość do postawienia zarzutów, przytoczyła również notatki, z których wynika - według niej - że "w wyniku awantur" prokuratura blokuje te działania.

Różycki odpowiedział, że takie stwierdzenia, iż on blokował, czy że prokuratura blokowała jakieś postępowania są - jego zdaniem - gołosłowne. To my bierzemy odpowiedzialność za tok postępowania, my bierzemy odpowiedzialność za to, czy postawić w takim śledztwie zarzut, czy nie. W końcu my decydujemy, czy iść z wnioskiem o tymczasowe aresztowanie - mówił.

Ja jestem przyzwyczajony do tego, że nasi kooperanci zawsze "cisną" nas, żeby stosować środki - dodał. Zaznaczył, że to prokurator referent bierze za to odpowiedzialność. Widocznie wówczas nie było podstaw do przedstawienia zarzutu i wystąpienia do sądu z wnioskiem o tymczasowe aresztowanie - dodał.

Wassermann pytała również Różyckiego, kiedy dowiedział się, że przez "materiał ws. Amber Gold przechodzą dwie osoby" - syn byłego premiera Donalda Tuska - Michał Tusk, oraz były koordynator służb Jacek Cichocki.

Nie pamiętam, czy dowiedziałem się o tym od prokuratora prowadzącego, czy też z prasy, nie pamiętam - odpowiedział świadek. Następnie zaznaczył, że nie pamięta materiałów z postępowania śledztwa, w których "przechodził" Michał Tusk i Jacek Cichocki.

Przewodnicząca podkreśliła, że m.in. dyrektor Dąbrowski zeznał przed komisją, iż wiedza o tym, że "przez materiał przechodzi" Cichocki i Michał Tusk została przekazana Różyckiemu "jako informacja wrażliwa" i ABW oczekiwała od prokuratury "dyspozycji, co zrobić z tym materiałem".

O panu Cichockim to w ogóle teraz się dowiedziałem, że "przechodził" przez materiały, albo nie pamiętam po prostu tego. Natomiast nie pamiętam, żeby doszło do takiego spotkania, w którym otrzymałbym informację z czynności operacyjnych - powiedział Różycki.

Na pytanie, co wie o rozmowie Marcina P. z doradcą zarządu Amber Gold Emilem Maratem na temat znajomości radcy prawnego współpracującego z Amber Gold Pawła Kunachowicza z Cichockim, Różycki odpowiedział, że "nie wie, kto to jest Emil Marat, nie wie, kto to jest pan Kunachowicz". Dopytywany, czy nic mu nie wiadomo na temat tych rozmów świadek odpowiedział, że nie mógł nic wtedy wiedzieć, bo "był wtedy na urlopie".

Odpowiadając na pytania posłów świadek powiedział też, że nie wie, gdzie był 15 sierpnia 2012 r. Poseł Kukiz'15 Tomasz Rzymkowski przypomniał, że tego dnia odbyła się narada prokuratorów z Prokuratury Apelacyjnej, Prokuratury Okręgowej, w obecności dyrektora delegatury ABW. Według notatki z tego spotkania, którą odczytał poseł Kukiz'15, Różycki miał powiedzieć, że "na chwilę obecną brak jest podstaw do sformułowania zarzutu" ws. niekorzystnego rozporządzania mieniem.

B. prokurator okręgowy w Gdańsku powiedział, że nie przypomina sobie, aby otrzymywał notatki ws. treści podsłuchów Marcina i Katarzyny P. Zeznał, że to nie on podejmował decyzję, kto będzie podsłuchiwany ws. Amber Gold.

Jarosław Krajewski (PiS) przytoczył zeznania świadka podczas przesłuchania przed komisją w 2016 r. Wówczas Różycki informował, że otrzymał pożyczkę od Prokuratury Apelacyjnej na poprawę warunków mieszkaniowych.

Poseł PiS poinformował świadka, że w aktach sprawy operacyjnej prowadzonej przez ABW znajduje się częściowo odtajniona notatka, z której wynika, że jeden z prokuratorów gdańskich miał po zaniżonej cenie, ok. 400 tys. zł, nabyć od dewelopera mieszkanie warte na rynku 800 tys. zł. Różnica - jak podkreślił Krajewski - "miała być tzw. dodatkowym gratisem przekazanym prokuratorowi przez dewelopera", a środki własne w kwocie 200 tys. zł miały pochodzić ze środków prokuratury przyznanych na pomoc mieszkaniową. Krajewski pytał świadka, czy wie, którego z prokuratorów z prokuratury gdańskiej dotyczy ta informacja. Różycki odpowiedział, że "takiej informacji nigdy nie miał przed sobą"; "przypuszczam, że to chodzi o mnie".

Krajewski pytał, czy świadek zakupił w tym czasie mieszkanie, Różycki potwierdził. Przyznał, że w tym czasie w mediach pojawiały się informacje, że otrzymał on niesłusznie taką pożyczkę.

Pytany, czy ws. Amber Gold występowała korupcja odpowiedział, że nie. Krajewski pytał, na jakiej podstawie to twierdzi; Różycki odpowiedział, że "on nic o tym nie wie".

(mpw)