​Brytyjski turysta został zatrzymany w Tajlandii po tym, jak prostytutka wypadła z piątego piętra hotelu. Mężczyzna tłumaczył, że uprawiali "dziwny i ekstrawagancki" seks na balkonie.

Zdj. ilustracyjne /Pascal Deloche / GODONG /PAP/EPA

Do makabrycznego zdarzenia doszło w sobotę w miejscowości Pattaya. Naga 26-latka wypadła z piątego piętra i zginęła na miejscu. W mieszkaniu, które zajmowała, policjanci znaleźli prezerwatywy, viagrę i ubrania. Policja rozpoczęła poszukiwania mężczyzny, który mógł mieć związek ze śmiercią kobiety.

Po kilku dniach funkcjonariusze zatrzymali 25-letniego Brytyjczyka. Podczas spotkania z policjantami mężczyzna śmiał się i prosił o papierosa.

Podczas przesłuchania przyznał, że zabrał 26-letnią prostytutkę do wynajętego pokoju. Tam mieli uprawiać seks najpierw w sypialni, a potem na balkonie. Podczas "ekstrawaganckiego" stosunku, kobieta wypadła na ulicę i zginęła. Brytyjczyk nie zawiadomił służb, a jedynie poszedł do innego hotelu.

Jak poinformowała policja, mężczyzna jest podejrzany o zaniedbanie, które doprowadziło do śmierci kobiety, a także kradzież jej telefonu. Okazało się także, że skończyła mu się wiza - w Tajlandii mieszkał bowiem od kilku miesięcy. 

(az)