11 obcokrajowców zostało pobitych w Kolonii. Lokalna policja ocenia, że to był odwet za sylwestrową serię napadów imigrantów na kobiety.

Dworzec główny w Kolonii /OLIVER BERG /PAP/EPA

Na weekendową akcję w Kolonii środowiska głównie prawicowej ekstremy, umawiały się przez internet.

Dlatego też policja była przygotowana do tej akcji - wylegitymowała ponad 150 osób, były też rozmowy z kolejnymi 200.

Doszło jednak do napadów na obcokrajowców, bo taki cel mieli napastnicy. Ucierpieli imigranci z Pakistanu, Syrii i Nowej Gwinei. Dwie osoby trafiły do szpitala.

Do tych napadów doszło w tym samym rejonie miasta, gdzie w Sylwestra atakowane były kobiety. Zgłoszeń jest już ponad 500. Blisko połowa dotyczy molestowania seksualnego.

Policja wśród podejrzanych wskazuje 10 uchodźców i 9 osób nielegalnie przebywających w Niemczech. Jest wśród nich także dwóch nieletnich.

Przypomnijmy - w nocy z 31 grudnia na 1 stycznia grupa ponad 1000 mężczyzn - według policji i świadków: o wyglądzie wskazującym na pochodzenie z Bliskiego Wschodu lub Afryki Północnej - zebrała się w okolicach dworca głównego w Kolonii i znajdującej się nieopodal katedry. Młodzi mężczyźni obrzucali innych uczestników zabawy pod gołym niebem petardami i butelkami.

Z tłumu wyodrębniały się mniejsze grupy mężczyzn, którzy napastowali kobiety, a następnie je okradali. Grupy napastników, liczące po kilkadziesiąt osób, otaczały swoje ofiary, uniemożliwiając policji szybką interwencję. Ta ostatnia przez długi czas nie potrafiła opanować sytuacji.

(abs)