Ani policjanci, ani lekarze nie przyczynili się do śmierci 19-latka z podwarszawskiego Legionowa, który podczas policyjnej interwencji zmarł po zadławieniu się woreczkiem z narkotykami. Jak dowiedział się reporter RMF FM Krzysztof Zasada, prokuratura umorzyła śledztwo w tej sprawie.

Po śmierci mężczyzny w Legionowie wybuchły zamieszki / Paweł Supernak /PAP

Według śledczych, policjanci, którzy interweniowali, prawidłowo starali się ratować życie nastolatka. Wezwali też ratowników medycznych. Żadne ekspertyzy nie wykazały uszkodzeń szyi, tchawicy czy gardła młodego mężczyzny. Nieprawidłowości działań pogotowia nie stwierdził też Wojewódzki Konsultant Medycy Ratunkowej. Nie ma również dowodów, że policjanci stosowali przemoc wobec zatrzymanego.

Do tragedii doszło 9 marca. W trakcie interwencji policji wobec grupy osób podejrzewanych o przestępstwa narkotykowe jeden z mężczyzn usiłował połknąć foliowe zawiniątko, które miał przy sobie. 19-latek zadławił się i przestał oddychać. Został przewieziony przez wezwaną karetkę do szpitala, gdzie po kilku godzinach zmarł. W trakcie sekcji zwłok biegli znaleźli w tchawicy mężczyzny foliowe zawiniątko z suszem roślinnym, którym okazała się marihuana.

Biegli uznali, że przyczyną śmierci 19-latka było zadławienie się woreczkiem z narkotykiem. To zaprzecza spekulacjom, jakoby interweniujący policjanci mieli naciskać kolanem na gardło mężczyzny i doprowadzić do jego śmierci.

Po śmierci 19-latka w Legionowie wybuchły zamieszki. Mieszkańcy miasta protestowali, zarzucając policjantom, że to oni są winni śmierci 19-latka. Doszło do przepychanek. Część protestujących zaatakowała komendę policji. W budynku wybito okna, a funkcjonariusze zostali obrzuceni kamieniami. Zatrzymanych zostało wówczas kilkanaście osób.

(abs)