Donald Tusk nie był kandydatem polskiego rządu i nie jest dobrym przewodniczącym Rady Europejskiej - oświadczyła w Brukseli premier Beata Szydło. Jak dodała, Donald Tusk nie gwarantuje bezstronności. Zapowiedziała też, że nie podpisze konkluzji ze szczytu.

Premier Beata Szydło /JULIEN WARNAND /PAP/EPA

Szydło na konferencji prasowej w Brukseli po wyborze Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej zaznaczyła, że szefowie rządów na szczytach UE powinni załatwiać interesy obywateli państw. Niestety Rada Europejska najczęściej zajmuje się partykularnymi i koniunkturalnymi interesami wąskiej grupy - powiedziała.

Wybrano Donalda Tuska, który nie był kandydatem polskiego rządu, nie był przez nas zgłoszony z bardzo jasnych powodów. (...)W naszej ocenie nie jest dobrym przewodniczącym Rady Europejskiej - podkreśliła premier.

(Donald Tusk) nie gwarantuje bezstronności. Przewodniczący Rady Europejskiej nie może być aktywnym politycznie i nie może występować po jednej stronie wewnętrznego konfliktu politycznego, nie może stawać po stronie opozycji, nie może uderzać w demokratycznie wybrany rząd - dodała premier. Przypomniała w tym kontekście wystąpienie Tuska we Wrocławiu w grudniu ubiegłego roku.

Jak podkreśliła Szydło, "jest kłamstwem", że Tusk jest bezstronny.

Jeżeli kandydat nie ma wsparcia polskiego rządu, to dla nas jest fundamentalny powód, do tego żeby nie mógł być wybrany na funkcję, do której pretenduje - dodała premier.

Dzisiaj w Unii Europejskiej jest wyraźny kryzys zasad; jeżeli nie odbudujemy zaufania i tego, że liczy się głos każdego państwa członkowskiego, to UE będzie przez kolejne lata trawiona kryzysami - stwierdziła Szydło.

Szydło powiedziała na konferencji prasowej w Brukseli, że podczas szczytu pytała czyim kandydatem jest Donald Tusk i kto go zgłasza, ponieważ kandydatem polskiego rządu był Jacek Saryusz-Wolski.

"W Unii Europejskiej jest wyraźny kryzys zasad"

Dla Polski najważniejszą są zasady, nie ma takiego kompromisu, za który sprzedalibyśmy interes Polski - polskiego państwa i polskich obywateli - powiedziała premier.

Trzeba wreszcie jasno powiedzieć, że zasady, te które legły u podstaw wspólnoty europejskiej - wzajemnego szacunku, solidarności, poszanowania - muszą wrócić do UE. Dzisiaj tutaj w Unii Europejskiej jest wyraźny kryzys zasad - oświadczyła Szydło.

 Jeżeli nie odbudujemy wzajemnego zaufania, szacunku, nie odbudujemy tego, iż liczy się głos każdego państwa członkowskiego, to UE będzie przez kolejne lata trawiona kryzysami - powiedziała szefowa polskiego rządu.

Źle się stało, że wybór szefa Rady Europejskiej został przeprowadzony wbrew państwu, z którego pochodził kandydat; "to jest bardzo niebezpieczny precedens" - stwierdziła premier.

Szefowa rządu powiedziała, że zwróciła uwagę unijnym przywódcom, że niedługo również i oni mogą znaleźć się w takiej sytuacji i aby zastanowili się, czy tego typu precedensy prowadzą w dobrym kierunku.

 Podkreśliła, że decyzje "w tak fundamentalnych sprawach, które dotyczą spraw systemowych, wyboru osób na najwyższe stanowiska, muszą się odbywać przy zgodzie wszystkich, przy konsensusie i muszą być akceptowane przez państwo, z którego pochodzi dany kandydat".

Oceniła, że jeśli ta zasada jest i będzie łamana, to UE będzie coraz bardziej się dzieliła, a nie - jak postuluje Polska - jednoczyła.

Premier nie podpisze konkluzji ze szczytu

 Zgłosiłam, iż nie będę przyjmować konkluzji z tego szczytu, w tej chwili trwają oczywiście obrady - powiedziała premier.

 Jak dodała, jej stanowisko ws. nieprzyjęcia konkluzji "jest jasne". Szczyt nie będzie ważny, a mimo to w tej chwili przewodniczący Tusk razem z 27 premierami próbują szukać jakiejś innej formy prawnej, ażeby przyjąć dokument, nie wiem jaki, nie wiem na jakich zasadach - mówiła.

Jest jasno napisane i jasno określone, że szczyty kończą się konkluzjami, jeżeli jakieś państwo konkluzji nie przyjmuje, tzn. że ten szczyt jest nieważny - dodała.

Według premier, szukanie obecnie naprędce "jakiegoś innego rozwiązania" ws. przyjęcia konkluzji pokazuje, że "tutaj nie ma zasad".

Ja na pewno żadnego dokumentu z tego szczytu nie przyjmę - zadeklarowała.

 Unia Europejska potrzebuje dzisiaj dogłębnych reform, potrzebuje refleksji, przywrócenia właśnie zasad. Ja nie przyjmuję prymatu siły nad zasadami - powiedziałam to bardzo jasno również dzisiaj na sali, gdy rozmawialiśmy o wyborze przewodniczącego Rady Europejskiej - podkreśliła Szydło na konferencji prasowej.

Jej zdaniem, państwa członkowskie UE muszą "powziąć refleksję, czy chcą, ażeby dla kompromisów, dla różnego rodzaju interesów zamykać i przymykać oczy na najważniejsze i fundamentalne sprawy, czy też będą miały wreszcie odwagę powiedzieć po i co dlaczego tutaj przyjeżdżamy, co ma być przedmiotem naszych obrad, decyzji które podejmujemy". To jest dzisiaj najistotniejsze - zaznaczyła szefowa polskiego rządu.

Przypomniała, że 25 marca unijni przywódcy zbierają się ponownie na szczycie w Rzymie z okazji 60. rocznicy podpisania Traktatów Rzymskich, które zapoczątkowały projekt wspólnej Europy. Europejscy liderzy mają dyskutować o przyszłości UE.

Jeżeli w Rzymie będzie próba stwierdzenia, że wszystko jest świetnie, że idziemy w dobrym kierunku, może tylko i wyłącznie jakieś drobne, kosmetyczne zmiany, ale poza tym jesteśmy z siebie zadowoleni, nie dostrzegamy problemów, to Unia Europejska będzie trawiona kolejnymi kryzysami - przestrzegała Szydło.

Premier nie boi się izolacji Polski w UE

Premier Beata Szydło przyznała w czwartek, że żałuje, iż pozostałe państwa Grupy Wyszehradzkiej nie dołączyły do polskiego rządu w sprawie reelekcji Donalda Tuska na stanowisko szefa Rady Europejskiej. Dodała jednak, że V4 ma inne, wspólne projekty.

Polska jako jedyne państwo UE sprzeciwiła się wyborowi Tuska na drugą kadencję jako szefa Rady Europejskiej.

Oczywiście, że nie dołączyli koledzy z Grupy Wyszehradzkiej do mnie i że wybrali Donalda Tuska. Ale też chcę jasno powiedzieć, że Grupa Wyszehradzka ma do spełnienia dużo różnych projektów, programów, na które się umówiliśmy, odnoszących się do przyszłości naszego regionu - powiedziała Szydło.

Szydło podkreśliła również, że nie boi się izolacji Polski w UE. Nie boję się izolacji, wręcz odwrotnie. Mam nadzieję, że dzisiejszy dzień będzie również pewną refleksją dla 27 moich koleżanek i kolegów i słowa, które do nich skierowałam, być może będą też powodem, że zastanowią się, czy warto iść na kompromisy za wszelką cenę - powiedziała.

Premier: Musimy doprecyzować reguły wyłaniania najwyższych stanowisk w UE

Unijny traktat nie określa jasno zasad wyboru szefa RE; musimy doprecyzować reguły wyłaniania najwyższych stanowisk w UE - powiedziała premier Beata Szydło. Według niej brani pod uwagę powinni być tylko kandydaci popierani przez państwo pochodzenia.

W ocenie Szydło oczywiste jest, że przewodniczący Rady Europejskiej powinien być popierany przez rząd państwa, z którego pochodzi. "

Zaznaczyła też, że do przedstawienia swojej kandydatury na forum Rady powinien zostać dopuszczony zgłoszony przez Polskę kandydat, Jacek Saryusz-Wolski, o co - jak mówiła premier - w czwartek wnioskowała. Czy tak się postępuje w demokratycznym państwie? W Polsce się tak nie postępuje - podkreśliła.

Odnosząc się do zapowiedzi blokowania szczytu, Szydło mówiła, że polski rząd korzysta w ten sposób z prawa, które ma jako państwo członkowskie. Państwo członkowskie ma prawo wetować konkluzje, jeżeli uznaje to za korzystne ze względu na interes swojego państwa. Z tego prawa mogą skorzystać wszyscy członkowie UE - zaznaczyła.

Pytana o to, czy będzie w przyszłości kwestionować ustalenia szczytów, Szydło odparła: "Zobaczymy, w którym kierunku pójdzie UE". Polska na pewno będzie orędownikiem zmian, które są konieczne w prowadzeniu naszych spotkań, w sprawach organizacyjnych - zaznaczyła. Jak dodała, być może te kwestie odgrywają drugorzędną rolę, ale od nich zależy to, nad czym pracują unijni przywódcy podczas szczytów. Decydują one o tym, czy zajmujemy się sprawami fundamentalnymi, czy koncentrujemy się na własnych grach, gierkach i wewnętrznych sprawach organizacyjnych - mówiła.

Szefowa rządu podkreśliła, że weźmie udział w piątkowym nieformalnym spotkaniu 27 unijnych przywódców, podczas którego dyskutowany ma być projekt deklaracji rzymskiej. To dokument, który ma być przyjęty na jubileuszowym szczycie w Rzymie pod koniec marca w 60. rocznicę podpisania traktatów rzymskich. Na pewno będę jutro na spotkaniu i będę jasno stawiać również nasze oczekiwania - zapowiedziała.

(mpw)