Reklama

  • Policjant, który uratował 8-latka: Nie jestem bohaterem

    Piątek, 24 lutego (16:55)

    "Nie mogłem sobie pozwolić na zdenerwowanie" - mówi Robert Wawryn z policji w Szprotawie w Lubuskiem. Policjant telefonicznie poinstruował rodziców 8-latka, jak przeprowadzić reanimację.

    Zdjęcie

    Robert Wawryn  

    Posłuchaj całej rozmowy Adama Górczewskiego z Robertem Wawrynem

    Odtwarzacz audio wymaga uruchomienia obsługi JavaScript w przeglądarce.

    Posłuchaj całej rozmowy policjanta z matką dziecka

    Odtwarzacz audio wymaga uruchomienia obsługi JavaScript w przeglądarce.

    Ośmiolatek ze Szprotawy w Lubuskiem został już wypisany ze szpitala do domu. Jego rodzice w czwartek rano zadzwonili na policję, gdy chłopiec zakrztusił się i przestał oddychać. Telefon odebrał starszy sierżant Robert Wawryn i udzielał na tyle skutecznych wskazówek, że dziecko zaczęło samo oddychać, zanim przyjechała karetka.

    Wiedziałem, że rzecz jest poważna i trzeba tej pani jak najszybciej pomóc - mówi Wawryn w rozmowie z reporterem RMF FM Adamem Górczewskim.

    Reklama

    Wiedziałem, co mówić. Moim zadaniem było jak najszybciej udzielić tej kobiecie wsparcia poprzez udzielenie instruktażu i wezwać pogotowie ratunkowe. W naszym zawodzie nie można sobie pozwolić na to, żeby być zdenerwowanym. Trzeba być opanowanym i przestrzegać wszystkich procedur - dodaje.

    Wawryn na stanowisku kierowania pracuje trzy lata. Przyznaje, że to najpoważniejszy telefon, jaki do tej pory odebrał. Wyobrażałem sobie siebie w takiej sytuacji. Też mam dziecko i w myślach wiedziałem, co trzeba robić i tak przekazywałem tej pani, a ona później swojemu mężowi - wspomina.

    Policjant przyznaje, że miał wrażenie, że rozmowa trwała wieki. To były 2-3 minuty i już to dziecko samoczynnie oddychało - dodaje.

    Robert Wawryn skromnie zaznacza: Nie czuję się bohaterem. Bohaterami są jego rodzice - potrafili zadzwonić i wykonywali wszystkie moje polecenia. Dlatego dziecko żyje.

    Matka chłopca spanikowana zadzwoniła na komisariat

    W czwartek na komisariat w Szprotawie zadzwoniła bardzo zdenerwowana kobieta. Płacząc, krzyczała do słuchawki, że jej dziecko nie oddycha. Policjant natychmiast kazał jej uciskać klatkę piersiową i brzuszek chłopca. Potem radził rodzicom, jak udrożnić jego drogi oddechowe i poklepywać plecki, a potem zrobić sztuczne oddychanie.

    W międzyczasie Robert Wawryn wezwał karetkę, nie przerywając rozmowy ze zrozpaczonymi rodzicami. Po około 2 minutach dziecko zaczęło oddychać, ale było nieprzytomne. Półtorej minuty później chłopiec się ocknął, a chwilę potem przyjechała karetka. Policjant przez cały czas rozmawiał z matką dziecka, przypominając, by rodzice kontrolowali, czy malec oddycha.

    Lekarz, który przyjechał na miejsce, zabrał chłopca do szpitala. Życiu 8-latka nic nie grozi. Dziecko prawdopodobnie pechowo zakrztusiło się śliną. Jak podkreślają medycy, instruktaż, którego starszy sierżant Wawryn udzielił rodzicom, był wzorcowy.

    Artykuł pochodzi z kategorii: Polska

Reklama

Wasze komentarze (23)

  • 25.02 (11:01)
    ~Agnieszka
    to co powiedział ten policjant to SKANDAL - nie robi się uciskania brzuszka przy zakrztuszeniu - nie znał podstawowych zasad pomocy - nie doszkolony w ogóle - on nie pomógł temu dziecku tylko fart go uratował :) poczytajcie o pomocy przy zakrztuszeniu

    Policjanci powinni wiedzieć takie rzeczy to ich obowiązek - czego to uczą w tych szkołach policyjnych - pchania radiowozów
  • 25.02 (10:51)
    ~uwaga
    resuscytacja to nie jest poklepywanie plecków i uciskanie brzuszka! Tylko uciskanie klatki piersiowej w środkowej części mostka z prędkością 100-120 uciśnięć na minutę i głębokością 4-5 cm. Przy czym po 30 uciśnięciach wykonuje się 2 oddechy po uprzednim odchyleniu głowy poszkodowanego (udrożnieniu dróg oddechowych). U dzieci do lat 8 i dwóch ratownikach można wykonywać 15 uciśnięć i 2 wdechy. Jeśli osoba się zachłysnęła, a jest przytomna, wtedy najpierw 5 uderzeń w plecy między łopatki, następnie stając z tyłu obejmujemy brzuch i uciskamy kilka razy. Jeśli zachłyśnięty jest nieprzytomny to po udrożnieniu dróg oddechowych wykonujemy resuscytację jak wyżej opisano.
  • 25.02 (10:51)
    ~niestety polak
    o czym ty człowieku piszesz co w tym zacofanym i złodziejskim kraju masz za darmo a policja nie robi NIC z tego co powinna śmiech i pogarda
  • 25.02 (09:48)
    ~Diverso
    I na racje nie jest bohaterem. Zrobił coś co należy do jego obowiązków. Po za tym powiedzieć komuś przez telefon jak się robi resuscytację krążeniowo-oddechową to żaden wyczyn. Takich sytuacji jest pewnie w Polsce parę tygodniowo nie ma czego nagłaśniać. Facet zrobił co do niego należy i chwała mu za to.
  • 25.02 (03:08)
    ~Jam
    a co z dzieckiem? niech i z rodziną zrobią wywiad.