Przedstawicielka Shirley Watts, właścicielki klaczy Amra, która padła w weekend w Janowie Podlaskim, oskarża dyrekcję stadniny o lekceważące potraktowanie swojej klientki. Żona perkusisty The Rolling Stones już po fakcie miała dowiedzieć się o przewiezieniu klaczy na poród do kliniki weterynaryjnej w Warszawie.

Shirley Watts podczas Dni Konia Arabskiego w Janowie Podlaskim /Tomasz Koryszko /PAP

Przewiezienie konia na poród nie tylko odbyło się bez uzgodnienia z właścicielką, ale zostało wykonane w ostatniej chwili, co mogło zaszkodzić zwierzęciu. Moja klientka raczej nie podjęłaby takie decyzji - podkreśla Irena Cieślak.

Pani Shirley Watts bardzo duży nacisk kładzie na komfort psychiczny, wie, jakie to ma znaczenie. Natomiast tutaj zrobiono rzecz straszną - mówi Cieślak.

Były redaktor naczelny magazynu "Świat Koni" Marek Szewczyk, z wykształcenia zootechnik podkreśla, że zmiana diety i flory bakteryjnej związana z przeniesieniem do kliniki mogły wywołać skręt jelit, który doprowadził do śmierci konia.

Bardzo szkodliwe było też przewiezienie klaczy i źrebaka zaraz po porodzie z powrotem do Janowa Podlaskiego.

16-letnia Amra zdechła w nocy z piątku na sobotę. Pomimo natychmiastowej pomocy weterynaryjnej oraz niezwłocznego transportu do specjalistycznej kliniki w Warszawie klaczy nie udało się uratować - poinformowała Agencja Nieruchomości Rolnych.

Sprawę bada Prokuratura Okręgowa w Lublinie. Dziś ma zostać przeprowadzona sekcja zwłok klaczy.

W podobnych okolicznościach i z podobnych powodów 17 marca padła klacz Preria, która w ramach dzierżawy przebywała w Stadninie Koni Janów Podlaski. Obie klacze - Preria i Amra - należały do stadniny koni Halsdon Arabians, której właścicielką jest stała bywalczyni dorocznej aukcji koni arabskich Pride of Poland w Janowie Podlaskim Shirley Watts.

(dp)