Dziś ma być przeprowadzona sekcja zwłok klaczy Amra, która padła w weekend w stadninie w Janowie Podlaskim. Minister rolnictwa uważa, że ktoś mógł celowo doprowadzić do śmierci konia, dlatego poprosił prokuratora generalnego o nadzór nad śledztwem. Na razie jednak prowadzi je Prokuratura Okręgowa w Lublinie.

Konie należące do stadniny w Janowie Podlaskim (zdj. ilustracyjne) /Wojciech Pacewicz /PAP

Na razie materiały, które zbieramy, są dołączone do śledztwa, które toczyło się w sprawie nieprawidłowości dotyczących funkcjonowania stadniny w Janowie, natomiast prognozujemy wyłączenie materiałów z tego śledztwa w kierunku zniszczenia mienia o znacznej wartości. Te materiały staną się odrębnym śledztwem, będą to materiały dotyczące zgonu wszystkich zwierząt, które padły do tej pory - mówi w rozmowie z reporterem RMF FM prok. Agnieszka Kępka.

W niedzielę prokuratorzy z wydziału ds. przestępczości gospodarczej przeprowadzili oględziny w stadninie w Janowie Podlaskim, przesłuchiwali świadków i zabezpieczyli próbki paszy, którą karmiona była klacz.

Dzisiaj prawdopodobnie zostanie przeprowadzona sekcja zwłok konia i dopiero po uzyskaniu wyników, będzie można podejmować dalsze kroki - mówi prok. Kępka.

Według ministra Krzysztofa Jurgiela, to właśnie Zbigniew Ziobro powinien pomóc w ustaleniu wszystkich okoliczności śmierci trzech cennych klaczy ze stadniny w Janowie Podlaskim. Szef resortu sprawiedliwości stwierdził jednak, że ma od tego zaufanych ludzi. We wtorek obejmie kierownictwo prokuratury regionalnej w Lublinie nowa szefowa i to ona, wspólnie ze swoim zastępcą, będzie nadzorować to postępowanie. Mam zaufanie do swojego wyboru personalnego - mówił Zbigniew Ziobro.

Wyniki sekcji zwłok Amry znane będą najprawdopodobniej w ciągu 3 tygodni.

Marek Trela: "Jeżeli bierze się amatora, (...) to takie są później efekty"

Mieszkam jeszcze na terenie stadniny, ale prawdę powiedziawszy, patrząc na to, co się dzieje, życzę sobie i zrobię starania, żeby jak najszybciej to miejsce opuścić. Zmienia się załoga, odchodzą wykwalifikowani ludzie. Dla każdej stadniny to jest skarb, posiadanie dobrych trenerów, koniuszych. Ciśnie się takie porównanie, że jeżeli bierze się amatora i on zaczyna regulować szwajcarski zegarek przy pomocy młotka, to takie są później efekty - mówi Marek Trela, były prezes stadniny w Janowie Podlaskim.

W podobnych okolicznościach padła klacz Preria

Klacz Amra, przebywająca w ramach dzierżawy w stadninie koni w Janowie Podlaskim (Lubelskie), padła prawdopodobnie z powodu martwicy jelit.

Pomimo natychmiastowej pomocy weterynaryjnej oraz niezwłocznego transportu do specjalistycznej kliniki w Warszawie klaczy nie udało się uratować - poinformowała w sobotę Agencja Nieruchomości Rolnych. Wcześniej Amra urodziła ogiera. Klacz od momentu porodu, który odbył się 24 marca br., była pod stałym nadzorem.

W podobnych okolicznościach i z podobnych powodów 17 marca padła klacz Preria, która w ramach dzierżawy przebywała w Stadninie Koni Janów Podlaski. Jak informowała wtedy Agencja Nieruchomości Rolnych, stało się to "w wyniku nagłego zachorowania" i "pomimo natychmiastowej pomocy weterynaryjnej oraz niezwłocznego transportu do specjalistycznej kliniki, klaczy nie udało się uratować". Sprawa padnięcia Prerii również została dołączona do śledztwa prowadzonego przez Prokuraturę Okręgową w Lublinie.

Obie klacze - Preria i Amra - należały do stadniny koni Halsdon Arabians, której właścicielką jest stała bywalczyni dorocznej aukcji koni arabskich Pride of Poland  w Janowie Podlaskim Shirley Watts (żona perkusisty zespołu Rolling Stones).

 

(dp)