Rodziny zabitych i rannych górników z kopalni „Wujek” i „Manifest Lipcowy” mogą starać się o odszkodowania. Tę szansę dał im wtorkowy, prawomocny wyrok sądu apelacyjnego. Pieniądze na zadośćuczynienie będą pochodzić ze Skarbu Państwa.

Do złożenia sądowych wniosków jeszcze daleka droga. Jak jednak powiedział reporterowi RMF FM Stanisław Płatek, przywódca strajku z kopalni „Wujek”, na pewno takie wnioski będą. Prawomocny wyrok wskazał bowiem winnych – milicjantów, byłych funkcjonariuszy organów państwa.

Dwadzieścia siedem lat po tragedii w "Wujku" sąd wymierza sprawiedliwość. Z 11 do 6 lat więzienia Sąd Apelacyjny w Katowicach złagodził karę dla Romualda Cieślaka, b. dowódcy plutonu specjalnego ZOMO, pacyfikującego kopalnie "Wujek" i "Manifest Lipcowy" w 1981 r. Sąd... czytaj więcej

Rodziny tych, którzy zginęli, a także poszkodowani będą mogli zacząć starania w procesach cywilnych o zadośćuczynienie za śmierć, za odniesione rany - stwierdził Płatek. Sam przywódca strajku nie zdecydował jeszcze, czy będzie zabiegał o odszkodowanie.

Dziś jeszcze nikt nie mówi o konkretnych kwotach. Jak usłyszał reporter RMF FM Marcin buczek, to indywidualna sprawa każdej z rodzin. Nie jest wykluczone, że mogą to być kwoty podobne do tych, jakie np. wypłaca się teraz, gdy policjant kogoś postrzeli. Wstępne rozmowy z policją już prowadzono. Pełnomocnik rodzin ofiar był nawet bliski zawarcia ugody, ale ostatecznie sprawy nie rozstrzygnięto do dziś.

Dopiero za miesiąc byli zomowcy, którzy zostali skazani za strzelanie do górników, zaczną odsiadywać karę. Zanim do tego dojdzie, katowicki sąd apelacyjny musi napisać uzasadnienie wyroku. W tym czasie sami skazani mogą jeszcze złożyć wniosek do Sądu Najwyższego o kasację wyroku.