To władze Platformy Obywatelskiej albo klubu parlamentarnego, a nie posłowie, powinny ponieść karę za blamaż podczas sejmowych głosowań nad projektami dotyczącymi aborcji - mówi RMF FM Marek Biernacki. Przypomnijmy, poseł - po tym, jak zagłosował przeciwko skierowaniu do prac w komisji projektu liberalizującego przepisy aborcyjne - został wyrzucony z partii. Zdaniem Biernackiego, za klęskę odpowiada kierownictwo PO, które przygotowało niezrozumiałą i prowokacyjną taktykę głosowań nad projektami, z których jeden liberalizował, a drugi zaostrzał przepisy aborcyjne. "Jeżeli chcielibyśmy traktować to głosowanie jako techniczne, to powinniśmy być dwa razy ‘za’. Jeżeli jesteśmy za kompromisem aborcyjnym, który obecnie obowiązuje, to powinniśmy być dwa razy ‘przeciw’. A u nas było tak, że jesteśmy w jednym przypadku ‘za’, a w drugim ‘przeciw’" - zauważa Marek Biernacki w rozmowie z dziennikarzem RMF FM Krzysztofem Zasadą i podkreśla, że "duża część posłów po prostu nie mogła zachować się tak, jak zarządziły władze partii". Według polityka, taka taktyka głosowań i konsekwencje wobec tych, którzy wyłamali się z partyjnej dyscypliny, to sygnał, że Platforma skręca niebezpiecznie w lewo - a to pierwszy krok do jej marginalizacji.

Krzysztof Zasada, RMF FM: Panie pośle, pan już oficjalnie wie, że nie jest pan członkiem Platformy Obywatelskiej?

Marek Biernacki: Oficjalnie jeszcze nie wiem, bo wczoraj wyjeżdżałem z Warszawy i nie dotarło do mnie jeszcze pismo od zarządu partii. Podejrzewam, że dotrze albo dzisiaj, albo jutro. W przesyłce będzie. To jest też ciekawa historia, ponieważ nikt z władz partii nie powiedział mi o tym - o tej decyzji - w cztery oczy, w twarz.

POSŁUCHAJ ROZMOWY KRZYSZTOFA ZASADY Z MARKIEM BIERNACKIM

Ale od tygodnia jest to już co najmniej fakt medialny. Pan już się czuje poza Platformą?

Nie, ja się nie czuję poza środowiskiem Platformy, w żadnym wypadku. Partia to jest tylko część środowiska Platformy. Ja się nie czuję w żadnym wypadku poza środowiskiem PO, trudno, żebym tak błyskawicznie, w ciągu kilku godzin zmienił swoje decyzje. Nigdy swoich decyzji, a zwłaszcza poglądów, nie zmieniam.

"Czarna Środa". Kobiety protestowały ws. zmian przepisów dotyczących aborcji

W wielu miastach w Polsce odbywały się protesty ws. zmian przepisów dot. aborcji. Pod hasłem "Czarna Środa" ulicami Warszawy przeszedł marsz zwolenników liberalizacji obowiązującej ustawy. Manifestacje odbyły się też w innych miastach, m.in. w Krakowie, Wrocławiu i Poznaniu. czytaj więcej

A czy będzie pan walczył jakoś o siebie w Platformie? Nie mówię o środowisku - czy będzie pan walczył o siebie w partii?

Na pewno nie będę się odwoływał na drogę sądu koleżeńskiego, ponieważ nie zrobiłem nic złego. Tak się złożyło, że... uświadomiłem to sobie teraz, że pierwsze wybory Platforma wygrała w 2002 roku. Były to wybory samorządowe: wybory do sejmiku wojewódzkiego w Gdańsku, w regionie pomorskim wygrała Platforma. Akurat ja dostałem wtedy największy wynik. I później tak się to cały czas, przez lata, powtarzało. Więc trudno, żebym składał teraz jakieś odwołania do sądu koleżeńskiego, gdy od początku wszyscy znali moje poglądy i wiedzieli, że jestem politykiem konserwatywnym, z grupy konserwatywnej, która tworzyła w ogóle Platformę i w niej funkcjonowała. Po wtóre, była to jednomyślna decyzja zarządu, co też jest dla mnie istotne. Zarządu, który stworzył - i to jest zarząd autorski - Grzegorz Schetyna. I to jest też ważne: jest to praktycznie pierwsza taka ważna decyzja i dotyczyła wykluczenia mojej osoby. Więc uważam, że odwoływanie się w tym momencie nie ma sensu.

Czuje pan po ludzku żal do liderów Platformy? Bo pan również zalicza się do członków-założycieli.

Uważam, że można było to zrobić inaczej, można było porozmawiać. Jest cały pakiet różnych kar. Ale mam żal o to, że Platforma opuszcza nie mnie - że Platforma opuszcza centrum. O to mam żal. Bo Platforma opuszcza centrum, centrum sceny politycznej, i przechodzi na lewą stronę. Dla mnie to jest niezrozumiałe.

Co to może oznaczać dla przyszłości partii według pana? Bo był już taki moment, gdy Platforma przesunęła się na lewą stronę - przed wyborami 2015 roku.

Tak i przegraliśmy wtedy wybory. Ale nie tylko my - wybory przegrało też wtedy SLD. SLD czy temu ugrupowaniu, które powstało z Sojuszu, zabrakło wtedy kilku promili. Tak naprawdę, gdyby Platforma nie przesunęła się wtedy na lewo, miałaby prawdopodobnie podobny wynik, wcale nie dużo lepszy, nie chcę tutaj tego komentować, ale na scenie politycznej, zwłaszcza w parlamencie, byłoby jeszcze jedno ugrupowanie. Nie mielibyśmy takiej sytuacji jak teraz, że jest monopartia, tylko mielibyśmy jakieś rządy koalicyjne.

Joanna Schmidt: Moje zawieszenie było protestem przeciwko kolegom. I oni o tym wiedzą

Joanna Schmidt szczerze przyznaje: jest kryzys w Nowoczesnej. „Jesteśmy przed intensywnymi, szczerymi, otwartymi rozmowami w klubie” – powiedziała posłanka w Porannej rozmowie w RMF FM. O swoim zawieszeniu, mówiła, że zrobiła to w „proteście przeciwko kolegom i koleżankom”. Przyznaje, że... czytaj więcej

Co dla obecnej sytuacji Platformy oznacza według pana to przesunięcie na lewo?

To, że zaczęła wojnę i wypowiedziała wojnę takiej partii jak Partia Razem, innym ugrupowaniom lewicowym, które będą walczyły z Platformą o przeżycie. Te ugrupowania walczą o przeżycie, Platforma walczy o głosy. Nie walczy o głosy z Prawem i Sprawiedliwością, o centrum, bo PiS pod nową ekipą, pod rządami premiera Morawieckiego zmieniło całkowicie swój image. Zmieniło image na ugrupowanie centrowe. Jarosław Kaczyński dobrze sobie zdaje sprawę, że ten, kto opanuje centrum, ten będzie w Polsce albo rządził, albo miał bardzo silne wpływy. Proszę zwrócić uwagę, że Donald Tusk również swojego pierwszego wywiadu, dużego wywiadu, udzielił "Tygodnikowi Powszechnemu", który akurat jest taką gazetą klasycznie wchodzącą do obywatelskiego centrum. Nie jest w grupie gazet skrajnych, tylko właśnie w centrum. Każdy wie, że ten, kto będzie panował w centrum, kto będzie w centrum miał duży autorytet, będzie się cieszył zaufaniem - będzie miał silną pozycję polityczną w Polsce i będzie też rządził.

A usunięcie pana i posłów konserwatywnych z Platformy oznacza, że szansa na konkurowanie z PiS zmalała albo nie ma już możliwości konkurowania z tą partią?

To jest dla mnie dziwne, bo to jest odpuszczenie w ogóle - tak, jakby to było poddanie się. Wycofujemy się z centrum i zaczynamy walczyć o głosy lewicy. Dla mnie to jest działanie wyjątkowo niezrozumiałe, bo całkowicie nieracjonalne. W Polsce jest potrzebna prawdziwa lewica i ugrupowania prawicowe. Ja szanuję różne poglądy, ludzie w naszym kraju mają różne poglądy, należy je szanować, ale w ten sposób ta scena będzie tak wyglądała, że na prawo i w centrum będzie PiS - i będzie jeden centrolew, którym będzie Platforma.

PiS po takich decyzjach wygra następne wybory z większością konstytucyjną?

Nie, po drodze są wybory samorządowe i one będą bardzo ciekawe: ponieważ obywatele tak jak dotąd w wyborach uzupełniających pokazują politykom, że chcą wybierać komitety wyborców, komitety obywatelskie. Przed nami bardzo dynamiczny okres, bardzo ciekawy.

Ale zdobycie przez PiS centrum oznacza, że Platforma będzie marginalizowana.

Mam nadzieję, że zarząd Platformy - ciągle się poczuwam, że jestem osobą ze środowiska Platformy - zmieni swoją optykę i będzie jednak o to centrum walczył.

Ireneusz Raś: Platformy nie stać na to, aby żegnać się z konserwatystami

"Platformy nie stać na to, aby żegnać się z konserwatystami" - mówi w RMF FM Ireneusz Raś. Jeden z posłów PO, który nie głosował nad obywatelskimi projektami ustaw o zmianie prawa aborcyjnego, za co może zostać ukarany przez władze partii, w rozmowie z Patrykiem Michalskim stwierdził,... czytaj więcej

Platforma może być marginalizowana?

Przechodząc na lewe skrzydło, całkowicie lewe skrzydło, odpuszczając centrum - tak, ponieważ wszędzie na świecie, w Europie, jak patrzymy na tendencje, na razie dominują ugrupowania prawicowe. Widać, że to wahadełko jest jeszcze mocno po prawej stronie. I należy zdawać sobie z tego sprawę. To są, nazwijmy to, obiektywne "procesy socjologiczne". Szkoda tylko, że to przejście na lewo będzie się łączyło z tym, że będą likwidowane ugrupowania, które powstawały na lewym skrzydle - i które również są potrzebne w debacie publicznej.

A jak to było z głosowaniem nad projektami aborcyjnymi? Tam była dyscyplina? Czy wy się wyłamaliście? Czy może zupełnie kto inny powinien ponieść konsekwencje takiego stanu rzeczy?

Powiem panu, że to jest w ogóle dziwne głosowanie, jak na to z perspektywy patrzę. Zakrawa trochę na prowokacyjne zachowanie, ponieważ mieliśmy dziwny rozkład głosowania, czyli przy jednym projektem jesteśmy "za", a przy drugim projekcie jesteśmy "przeciw". Jeżeli chcielibyśmy traktować to tak, że jest to głosowanie techniczne, to powinniśmy być dwa razy "za". Jeżeli jesteśmy za kompromisem aborcyjnym, który obowiązuje obecnie, to powinniśmy być dwa razy "przeciw". I oczywiście z zachowaniem wolności sumienia w tych głosowaniach. A u nas było tak, że jesteśmy w jednym przypadku "za", a w drugim "przeciw". Czyli narzuciliśmy sami sobie konwencję polityczną. I to jest dla mnie niezrozumiałe. Narzucając do tego dyscyplinę, narzucając konwencję polityczną, praktycznie - na przykład mnie - nie dano szansy manewru. Ja musiałem zagłosować tak, jak zagłosowałem. Zresztą zagłosowałem zgodnie z sumieniem, ale w takiej sytuacji było to ewidentne głosowanie polityczne i tego nie rozumiem. Nie rozumiem też tego, dlaczego mówi się o tym, że kolegów, którzy wyjęli karty, chce się karać utratą stanowisk. Bo to jest też całkowicie nieracjonalne.

Według pana ktoś z władz Platformy powinien ponieść konsekwencje?

Władze Platformy powinny się zastanowić najpierw nad sobą i dlaczego doszło do takiej sytuacji. Policzyć te szable, policzyć głosy, przyjrzeć się sposobowi narracji. Potrafił to poprzedni szef Platformy. Proszę zauważyć, że poprzedni szef Platformy wiedział, że ważne jest i lewe skrzydło, i prawe. Kto stworzył Janusza Palikota i Jarosława Gowina? Stworzył Donald Tusk, bo chciał na obu skrzydłach mieć dwie bardzo wyraziste postaci - bo wiedział, że na tym polega charakter Platformy. Jest silne centrum, ale potrzebne są skrzydła, żeby można było ściągnąć jak najwięcej głosów i też zaprosić jak najwięcej ludzi do uprawiania polityki w pewnych określonych sferach. Powiem tak: prędzej konsekwencje powinny ponieść osoby albo z władz klubu, albo z władz partii niż te osoby, które wyjęły karty, ponieważ one nie zrobiły tego w sposób, nazwijmy to, niezgodny z założeniami, o których słyszeliśmy przed głosowaniami.

Nie głosowali ws. aborcji. Posłowie PO mogą stracić stanowiska w sejmowych komisjach

Posłowie Platformy Obywatelskiej, którzy wyciągnęli karty podczas głosownia nad obywatelskimi projektami ustaw zmieniającymi prawo aborcyjne, najprawdopodobniej stracą stanowiska w sejmowych komisjach i gabinecie cieni - dowiedział się reporter RMF FM. Władze PO zdecydują o tym w przyszły wtorek.... czytaj więcej

Czyli personalnie Sławomir Neumann i Grzegorz Schetyna?

Nie chcę mówić o personaliach, nie chcę też być w sytuacji, że chcę się w jakiś sposób zrewanżować. W żadnym wypadku nie będę używał personaliów, ale uważam, że tamte osoby powinny być prędzej ukarane niż te osoby, które wyciągnęły karty.

Gdzie pan się widzi w przyszłości? Przystąpi pan do jakiegoś ugrupowania czy będzie pan posłem niezależnym?

Wiadomo, że będę na razie posłem niezależnym. To jest dla mnie jasne jak słońce. Zostałem wybrany z bardzo dobrym wynikiem. Moi wyborcy nie tylko wiedzieli, jak ja głosuję, ale też znali moje konserwatywne poglądy i uznali też, że mam pewne założenia Platformy Obywatelskiej - więc nie wyobrażam sobie, żebym mógł funkcjonować w innych ugrupowaniach.

A najbliższe wybory parlamentarne? Z tak dobrym wynikiem mógłby pan na przykład startować do Senatu bez poparcia Platformy.

To będzie dopiero za 2 lata. Podkreślam: dla mnie najważniejsze są wybory samorządowe, a moja aktywność, wspieranie określonych samorządów zawsze będą aktualne.