Ludzie Krzysztofa Rutkowskiego mieli fabrykować dowody i utrudniać w ten sposób śledztwo dotyczące zaginionej Ewy Tylman - dowiedział się nieoficjalnie reporter RMF FM. Policja na razie bardzo oszczędnie wypowiada się o tej sprawie. Potwierdza, że w piątkowy wieczór przeprowadziła akcję na terenie Wielkopolski. 1 osoba została zatrzymana.

Krzysztof Rutkowski z bratem Ewy Tylman /pap/Jakub Kaczmarczyk /PAP

Jak dowiedział się nasz reporter, wieczorem zatrzymane zostały trzy samochody, które następnie przeszukano. To przeszukanie ma na celu zabezpieczenie dowodów przestępstwa - informował rzecznik wielkopolskiej policji Andrzej Borowiak. Sam Rutkowski podał na Facebooku, że na autostradzie zatrzymali go policjanci z Poznania. Stwierdził, że nie wie, o co chodzi i ma informacje o tym, że podobny los spotkał też jego dwóch współpracowników.

Po przeszukaniach i przesłuchaniach Rutkowski został zwolniony. Zatrzymano jedną osobę. Jak ustalił nieoficjalnie nasz dziennikarz, to współpracownik byłego detektywa, Radosław B. Jego zatrzymanie zleciła prokuratura w Poznaniu w związku z utrudnianiem śledztwa.

Jak dowiedział się nasz dziennikarz, ludzie Rutkowskiego mieli fabrykować dowody tak, by dodatkowo obciążyć Adama Z. - głównego podejrzanego ws. zaginięcia Ewy Tylman.

Sąd w Poznaniu zdecydował w piątek o zastosowaniu trzymiesięcznego aresztu dla Adama Z. - kolegi zaginionej Ewy Tylman, podejrzanego o jej zabójstwo. Mężczyźnie grozi kara nawet dożywotniego pozbawienia wolności.

W nocy z 22 na 23 listopada Ewa Tylman wracała po imprezie do domu. Odprowadzał ją kolega, Adam Z. Po raz ostatni 26-latka była widziana około godziny 3.20 w okolicach ul. Mostowej, przed mostem Rocha. Po tym ślad po niej zaginął.