Nie ma zarzutów dla dwóch mężczyzn zatrzymanych w sprawie fałszywych alarmów bombowych. Zdaniem katowickiej prokuratury przekazane przez policję dowody są niewystarczające. Obaj zatrzymani zostali zwolnieni do domów. "Ta sprawa nadal jest priorytetem dla MSW" - to jedyny komentarz resortu do tej decyzji.

Prokuratura musiała się spieszyć, bo jednemu z nich termin zatrzymania właśnie mijał, a drugiemu kończył się wieczorem. Materiał przekazany przez policję nie daje podstaw, aby stawiać zarzuty - powiedziała reporterowi RMF FM rzecznik Prokuratury Okręgowej w Katowicach Marta Zawada-Dybek. Jak poinformowała, śledztwo trwa nadal.

Zwolnienie zatrzymanych zaskoczyło zarówno przedstawicieli Komendy Głównej Policji, jak i Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Błyskawiczne zatrzymanie tych dwóch mężczyzn miało być bowiem wielkim sukcesem zespołu najlepszych ekspertów służb podległych resortowi i ABW. Minister Bartłomiej Sienkiewicz zapowiadał natomiast we wtorek, że w ciągu trzech dni sprawa zostanie wyjaśniona.

Jest śledztwo ws. fałszywych alarmów. Zatrzymani nie usłyszeli zarzutów

Żadnej z dwóch osób zatrzymany w sprawie wtorkowych fałszywych alarmów bombowych nie przedstawiono zarzutów. Śledztwo w tej sprawie wszczęła Prokuratura Okręgowa w Katowicach. Śledczy ustalają, czy faktycznie dwaj zatrzymani mają związek z alarmami. "Obecnie wykonywane czynności koncentrują... czytaj więcej

Ani resort, ani policja i ABW długo nie komentowały tej sprawy. Wszystko wskazuje na to, że nikt nie przewidywał takiego scenariusza. Jeśli będziemy mieli coś do powiedzenia, poinformujemy o tym - usłyszał tylko nasz reporter Krzysztof Zasada. Po wielu próbach wydobył od MSW jedynie lakoniczny komunikat. "Minister jest w stałym kontakcie z komendantem głównym policji. Jest przekonany, że intensywne działania policji i prokuratury przyniosą efekty. Ta sprawa nadal jest priorytetem dla MSW" - czytamy w odpowiedzi, która nie wyjaśnia, dlaczego doszło do kompromitacji. Wciąż nie wiadomo więc, kto mógł stać za serią fałszywych alarmów bombowych.

W piersi nie bije się nie tylko MSW, ale i policja. Krzysztof Hajdas z wydziału prasowego Komendy Głównej Policji w przesłanym nam oświadczeniu zaznaczył jedynie, że w sprawie alarmów policjanci "wciąż prowadzą intensywne czynności" i są coraz bliżej rozwiązania. Policja zebrany dotychczas w tej sprawie materiał dowodowy przekazała do prokuratury. W dalszym ciągu trwają intensywne czynności w tej sprawie, które z każdą chwilą przybliżają nas do jej rozwiązania. Ze względu na dobro prowadzonego postępowania nie możemy udzielać więcej informacji - poinformował Hajdas.

Śledztwo jest "dynamiczne"?

W czasie dzisiejszej konferencji prasowej rzecznik Marta Zawada-Dybek przyznała wcześniej, że prokuratura w Katowicach wszczęła śledztwo w tej sprawie w oparciu o własne materiały. Do nas także dotarł mail z informacją o bombie i trzeba było zarządzić ewakuację - podkreśliła prokurator.

Dzisiaj po południu do śledczych trafiły akta zgromadzone przez policję. Zapoznający się z nimi prokuratorzy określili prowadzone śledztwo jako "dynamiczne". Wszczęto je pod kątem wywołania zdarzenia zagrażającego zdrowiu, życiu lub szkody w wielkich rozmiarach i wywołania przez to reakcji służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo i porządek. Grozi za to do ośmiu lat więzienia.

Zatrzymano ich w dniu fałszywych alarmów

We wtorek po fałszywych alarmach bombowych w kraju sprawdzono 22 obiekty - szpitale, prokuratury, sądy, komendy policji, centra handlowe i teren przyległy do siedziby Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Ewakuowano ponad 2,7 tys. osób. W akcję zaangażowanych było m.in. ponad 400 policjantów.

Jeszcze tego samego popołudnia w Chrzanowie zatrzymano pierwszego podejrzanego w tej sprawie mężczyznę. Późnym wieczorem zatrzymano także drugiego. Według doniesień mediów, doszło do tego w Zawierciu. Policja nie wykluczyła także kolejnych zatrzymań. Autorów wiadomości wysłanej w nocy z poniedziałku na wtorek z polskich i zagranicznych serwerów szukają funkcjonariusze CBŚ i ABW.